Wyprawa TwS 2011 nad Morze Czarne - część 5

23. sierpnia (Sivas - Şebinkarahisar - Giresun - Bulancak)

Rankiem obudziliśmy się przemarznięci i niedospani. Mieliśmy wrażenie, że lada chwila złapie nas jakieś choróbsko i podjęliśmy, być może zbyt pochopną, decyzję o ewakuacji na wybrzeże Morza Czarnego. Czasami w podróży podejmuje się takie nieoczekiwane decyzje, które z dłuższej perspektywy czasowej okazują się błędne - na pewno chcemy do Sivas wrócić, ale wówczas czuliśmy się zbyt zmęczeni. Na dodatek gnało nas pragnienie ujrzenia wreszcie Morza Czarnego.

Wyjazd z Sivas był lekko problematyczny, najwyraźniej władze miasta postanowiły zaoszczędzić pieniędzy na kierunkowskazach, tak więc przez dłuższą chwilę nie byliśmy pewni, czy zmierzamy we właściwym kierunku. Na szczęście okazało się, że nasza orientacja w terenie nie zawiodła. W szybkim tempie zbliżaliśmy się do pasma Gór Pontyjskich, oddzielających Centralną Anatolię od wybrzeża czarnomorskiego.

Góry Pontyjskie

Wyprawa TwS 2011 nad Morze Czarne - część 4

Niektórzy z Was zapewne czekają na ten moment relacji, gdy dotrzemy w końcu na wybrzeże Morza Czarnego. Przyjdzie im jeszcze się trochę niecierpliwić. Co prawda oficjalny tytuł wyprawy zakłada opis czarnomorskich miasteczek w Turcji, ale wybierając się na wyprawę zdawaliśmy sobie sprawę, że przynajmniej częściowo zahaczymy o tereny środkowej Anatolii. Na poziomie całkiem świadomym nie zdawałam sobie co prawda sprawy, jak dalece od brzegów Morza Czarnego odbijemy, ale przyznaję, że od dawna marzyło mi się odwiedzenie kilku miejsc w centralnej Anatolii. Jedno z nich już opisałam: była to stolica starożytnej Frygii - Gordion. Drugie z nich to owiana legendą stolica tajemniczego imperium Hetytów, trzecie - piękna Amasya nad brzegami Zielonej Rzeki, a czwarte to Sivas - miejsce, gdzie narodziła się Republika Turecka. Sporym zaskoczeniem było jednak odwiedzenie wszystkich miejsc z tej listy podczas ostatniej wyprawy. Realizację tych marzeń umożliwiło nam posiadanie własnego środka transportu, bez niego, pomimo rewelacyjnych połączeń autokarowych w Turcji, nigdy nie wyrobilibyśmy się czasowo i przestrzennie z tymi odwiedzinami.

Hattuşaş

Turcja. Półprzewodnik obyczajowy

Turcja. Półprzewodnik obyczajowyMuszę się przyznać: dość długo zwlekałam z zakupem tej książki. Moja niechęć spowodowana była obawami, że zawarte w niej teksty znam już z blogów prowadzonych przez jej współautorki. W końcu uległam i zasadniczo nie żałuję tych wydanych 33 złotych, chociaż rzeczywiście większa część jej treści to czytane przeze mnie wpisy blogerek. Zadajmy więc sobie podstawowe pytanie: dla kogo przeznaczona jest ta pozycja?

Odpowiedź wydaje się być oczywista: dla wszystkich osób zainteresowanych Turcją. Pomimo nieco mylącego tytułu nie jest to przewodnik w takim znaczeniu tego słowa, do jakiego przywykliśmy. Nie pomoże nam w zaplanowaniu trasy wyprawy, znalezieniu hoteli, zapoznaniu się z głównymi atrakcjami turystycznymi Turcji itd. Pomoże natomiast zrozumieć mentalność zamieszkujących ten kraj ludzi.

Wyprawa TwS 2011 nad Morze Czarne - część 3

18. sierpnia (Bolu - Konuralp - Jezioro Abant - Mudurnu)

Dzień rozpoczęliśmy śniadaniem, podanym nam przez obsługę hotelu na terenie hotelowej jadłodajni, gdzieś w ukryciu za sporym filarem. Widocznie nie chciano, aby widok osób pożywiających się po wschodzie słońca kłuł w oczy innych gości. Oczywiście nie stanowiło to dla nas problemu, chociaż skłoniło mnie do pewnej refleksji. Przestrzeganie postu w czasie Ramazanu jest w Turcji często traktowane bardzo na pokaz, bez dogłębnego zrozumienia jego istoty oraz przewidywanych wyjątków od poszczenia. Otóż z tego obowiązku zwolnieni są podróżni, kobiety karmiące oraz małe dzieci, a każdy z uczestników naszej wyprawy należał co najmniej do jednej z tych kategorii. O pokazowym charakterze postu mieliśmy przekonać się jeszcze wielokrotnie, w tym w samym mieście Bolu, podczas podróży powrotnej, ale o naszym odkryciu sekretu poszczących mieszkańców napiszę w odpowiednim miejscu.

Centrum Bolu

Wyprawa TwS 2011 nad Morze Czarne - część 2

Po dotarciu do Edirne drogą E80, która jest w rzeczywistości autostradą, ale na odcinku od granicy do Edirne darmową, nadszedł czas pożegnania z Krzyśkiem. Nasz autostopowicz popędził nabyć bilety na nocny autokar do Ankary, a my wyruszyliśmy na poszukiwania hotelu, bo już zaczynało się ściemniać. Po kilku próbach znaleźliśmy pokój w hotelu Açıkgöz. Odpowiadała nam zarówno jego lokalizacja w centrum miasta, jak i cena za pokój oraz rozmiary owego pokoju. W cenie (120 TL za czwórkę) znalazło się również niezłe śniadanie, w formie mini-bufetu. Ową dogodność mogliśmy docenić dopiero później, w głębi Anatolii, gdzie bardziej niż w Tracji przestrzega się postu w czasie Ramazanu.

Edirne

Strony

Subskrybuj Turcja w Sandałach RSS