Aslantaş i Yılantaş w dolinie Göynüş

Dolina Göynüş, położona na terenie nazywanym Doliną Frygijską, to długa i wąska dolina otoczona wysokimi skałami z tufu wulkanicznego. Dawna nazwa doliny - Köhnüş - wywodzi się z tureckiego słowa köhnemiş, które oznacza obszar zwietrzały, zniszczony przez warunki pogodowe. Dolina leży u podnóży góry Türkmen, od południa ograniczają ją skały Aslankayalar, od zachodu - formacje Türkmen, a od północy- skały Yokhalil. W centrum doliny wznosi się wzgórze, na którym znajdują się pozostałości fortecy Köhnüş. W dolinie Göynüş znajduje się wiele śladów pozostawionych przez cywilizację frygijską, wśród których wyróżniają się dwa monumenty skalne, nazywane obecnie Aslantaş i Yılantaş.

Aslantaş w dolinie Göynüş

Yazılıkaya - Miasto Midasa

W Turcji istnieją dwa niezwykle ważne z historycznego punktu widzenia miejsca noszące taką samą nazwę - Yazılıkaya. Nic w tym dziwnego, po turecku oznacza ona "zapisaną skałę", a więc doskonale oddaje charakter wszelkich monumentów, które powstały przez wyrzeźbienie inskrypcji w skalnych ścianach. Monument, który jest tu opisany, posiada drugą nazwę - Midas Şehri (czyli miasto Midasa), która odróżnia go od hetyckiego sanktuarium Yazılıkaya, położonego w sąsiedztwie Hattuşaş, w centralnej Anatolii.

Monument Midasa w Yazılıkaya

İhsaniye

Niewielkie, bo liczące nieco powyżej 2 tysięcy mieszkańców İhsaniye, stanowi dogodną bazę do eksploracji Doliny Frygijskiej. Niestety, w samym miasteczku nie ma żadnych godnych uwagi zabytków, natomiast można w nim się posilić przed dalszą podróżą. Osoby nie dysponujące własnym transportem mogą tu również wynająć taksówkę. Taksówkarze czekają na klientów w okolicy głównego placu miasteczka - Cumhuriyet Meydanı oraz pod meczetem Merkez Cami.

Centrum İhsaniye

Raport z wyprawy Kaukaz i Bliski Wschód 2013 objętej patronatem portalu Turcja w Sandałach

Podczas tegorocznej wyprawy Kaukaz i Bliski Wschód odwiedziliśmy Gruzję, Armenię, Iran, iracki Kurdystan oraz Turcję. Wyprawa zamknęła się w 6500 kilometrach, z czego ponad połowę przejechaliśmy rowerem i trwała 47 dni.

Naszą podróż przez Turcję zaczęliśmy od granicy z Irakiem w mieście Silopi. Jest to największe przejście graniczne, jakie kiedykolwiek było dane mi widzieć. Dziesiątki budynków, setki tirów, tysiące ludzi. Co chwila trzeba zatrzymywać się przy innym okienku, aby załatwić poszczególne formalności. Dobrą nowiną jest to, że bez problemu można przejechać rowerem. Nie trzeba brać taksówki jak to ma czasem miejsce na przejściach typowo samochodowych. Nikt nas nie zatrzymał z tego powodu, ani nikt nie robił problemów.

Kołem się Toczy

Strony

Subskrybuj Turcja w Sandałach RSS