XIX-wieczny Stambuł w oczach polskich podróżników

Turcja od dawna przyciągała podróżników, zwabionych do niej wizjami egzotycznego świata, podsycanymi przez opowieści o tajemnicach sułtańskiego haremu oraz niezwykłej architekturze miast Azji Mniejszej. Znaczna część z wędrowców przybywała do Turcji w poszukiwaniu śladów cywilizacji antycznych, ale wielu z nich pociągała także ówczesna stolica Imperium Osmańskiego, czyli Stambuł. Wśród odwiedzających to miasto osób nie brakowało Polaków, którzy docierali tu zarówno w celach czysto turystycznych, jak i politycznych czy kulturalnych. Adam Mickiewicz liczył na nawiązanie z Turcją współpracy politycznej, Henryk Sienkiewicz szukał inspiracji przed napisaniem Pana Wołodyjowskiego, a Jan Matejko - zwiedzał okolice Stambułu i namalował przy okazji kilka obrazów.

Hagia Sophia ze spokojem patrzy na turystów, którzy od wieków przybywają ją podziwiać

Tym, co łączyło polskich podróżników odwiedzających Stambuł, są ich wrażenia z tego miasta. Pierwszym odczuciem, podzielanym przez większość wędrowców, jest zdumienie i podziw, jakie wywoływał widok Stambułu od strony Bosforu. Historyk Edward Raczyński, który do Stambułu zawitał w 1814 roku, pisał w swojej relacji z wyprawy: "Przybyłem do Konstantynopola w tym mniemaniu, iż podróżni zbytnio przechwalali położenie tej stolicy; teraz własnego uczułem doświadczenia, że albo bardzo zimno obraz ten wystawili, albo raczej że się opisać nie da". W podobnym tonie wypowiadał się Ignacy Pietraszewki, orientalista, przybywający do Stambułu, aby pełnić tam funkcję tłumacza w ambasadzie rosyjskiej: "Cóż to za widok. Jakie uczucie owłada tu sercem człowieka, tego ni pióro opisać, ni język orzec, ni dusza wyłonić nie potrafi". Kolejny polski orientalista, Antoni Muchliński, zachwycał się Bosforem tymi słowami: "Jak opisać czarodziejskie twe wdzięki, żeby odmalować twoje piękne wody". Najwyraźniej widok położonego nad Bosforem Stambułu odbierał najbardziej elokwentnym badaczom głos ze zdumienia.

Kolejne wrażenia, po stanięciu na twardym lądzie stambulskim, były jednak całkiem odmienne. Zderzenie pięknych panoram miasta z realiami życia w stolicy okazywało się zazwyczaj mocno rozczarowujące. Trafnie opisuje to zjawisko powieściopisarz i działacz demokratyczny Zygmunt Miłkowski, znany jako Teodor Tomasz Jeż: "Kontrast, jaki w Konstantynopolu zachodzi pomiędzy tym co się z daleka widzi, a tym, co się z bliska znajduje, jest zupełny. Urok znika od pierwszego na bruk stąpienia".

Raczyński opisuje stambulskie ulice jako "kręte, źle wybrukowane, nieporządne i nadzwyczaj ciasne". Przypływającego do przystani celnej Pietraszewskiego powitał okropny smród potopionych psów, "tak okropny i zabójczy, iż myślałem, żem wjechał w zagrodę jatek mięsnych". Ignacy Hołowiński, polski duchowny i pisarz religijny, który podróżował przez Stambuł do Ziemi Świętej pisał o lichych domkach i nieporządku, a Jan Matejko wspominał, że "Bruki niesłychanie trudne i niewygodne, a ulice spadziste i schodowe - przy ogólnym ruchu i wrzasku ulicznym zdają się mieć podobieństwo z przedpieklem". Najostrzej opisał Stambuł Henryk Sienkiewicz, który dla udramatyzowania swojej relacji z tego miasta, uciekł się do porównań z polskimi miejscowościami i ulicami: "Pera z Beyoğlu jest brudna jak Kazimierz w Krakowie. Grande Rue jest wąska jak Chmielna. [...] To nie Kraków czy Lwów, ale jakiś niechlujny Pacanów czy Baranów...".

Również Adam Mickiewicz zauważył i opisał chaos oraz bałagan panujące w Stambule, podobnie zresztą jak w odwiedzonej przez niego Smyrnie (czyli dzisiejszym Izmirze): "Proszę sobie wyobrazić plac publiczny pokryty warstwą gnoju i pierza, po którym przechadzają się spokojnie kury, indyki i wszelkiego rodzaju zwierzęta w pośród gromad psów odpoczywających". Jednak romantyczne nastawienie wieszcza pozwoliło mu z takich widoków wysnuć zupełnie inne wnioski: "Długo stałem tam, bo zupełnie tam było, jak przed karczmą w Polsce".

Zwiedzanie miasta utrudniały nie tylko brudne i wąskie uliczki, ale i brak tablic z nazwami ulic oraz numeracją domów. Wspomina o tym Jadwiga Zamojska, która po Stambule wędrowała w 1854 roku, z damą do towarzystwa. Dodaje, że "Na każdej ulicy była kupa śmieci, a na tej kupie śmieci zgraja psów".

Pomimo trudnych początków wizyty w Stambule, wielu z polskich podróżników decydowało się na dogłębniejsze poznanie tego miasta. Co zwiedzali? Trzonem prawie każdej relacji podróżniczej z XIX-wiecznego Stambułu są te same obiekty, które i w XXI wieku przyciągają najwięcej turystów. Pisano więc o odwiedzinach w seraju (Pałacu Topkapı), "piwnicznej studni" Bin ve Bir Direk, meczecie Ahmeda (Błękitnym Meczecie), na At-mejdanie (Hipodromie) oraz w meczecie świętej Zofii, który nie był jeszcze wówczas placówką muzealną. Zachwalano uroki łaźni parowych, spacerowano wzdłuż Grand Rue de Pera (ulicy İstiklal), zasiadano w kawiarniach przy filiżankach parzonej po turecku kawy. Była ona wówczas znacznie popularniejszym napojem, niż herbata.

Często wyglądano również poza granice miasta, robiąc sobie krótsze i dłuższe wycieczki krajoznawcze, przeważnie - konne. Zwiedzano zarówno tereny położone po stronie europejskiej - Kemerburgaz, Las Belgradzki, jak i przeprawiano się na azjatycki brzeg Bosforu, do Üsküdar, na górę Bulgurlu, z której podziwiano widoki na miasto i cieśninę. Ze szczytu Bulgurlu podziwiał Stambuł, między innymi, znany polski podróżnik - Ignacy Domeyko. Widok na wejście do Złotego Rogu przyrównał on do zatoki w Rio de Janeiro. Popularną rozrywką były także rejsy na Wyspy Książęce. Jak widać, przez przeszło sto lat niewiele się w podstawowym repertuarze turystycznym Stambułu zmieniło.

Popularną, aczkolwiek kontrowersyjną rozrywką okazały się przedstawienia teatru ludowego karagöz. Pisał o nich Pietraszewski, że aktorzy "improwizując bez żadnego przestrzegania przyzwoitości w ustach, przedstawiają zwykle trzeźwego biedaka i magnata opiłego rozkoszą". Miłkowskiego szokowało zestawienie treści przedstawienia, w którym "dowcip cały obraca się niby na osi na stosunku płciowym, przedstawionym w sposób najbardziej sprośny" z jego widownią, na którą składały się "w większości jednak ogromnej - dzieci płci obojga". Ponadto podróżnicy polscy często oglądali występy różnych bractw, religijnych, oprócz znanych i współczesnym turystom wirujących derwiszów, odwiedzano także "derwiszów wyjących", jak pisze Sienkiewicz.

Specyficzny rodzaj turystyki, polegający na tropieniu śladów polskości, znany był już w XIX wieku. Obecnie Polacy odwiedzający Stambuł szukają tzw. domu Adama Mickiewicza, w którym umarł ten poeta. Co prawda dom ów i znajdujące się w nim muzeum powstały dopiero w XX wieku, a oryginalny dom wieszcza spłonął w wielkim pożarze dzielnicy Pera, ale ślady pozostawione w Stambule przez polskich przybyszów od dawna fascynowały podróżników podążających ich tropem. Muchliński poświęcił mnóstwo czasu na poszukiwania śladów polskości w tym mieście. Odnalazł uliczkę Leh sokak, odchodzącą od Grand Rue de Pera, odkrył, że dzielnica położona za kościołem świętego Antoniego nazywana była leh mahallesi i odczytał polskie nagrobki z samego kościoła. Poeta Roman Zmorski, odwiedzający przelotnie Stambuł w 1861 roku odszukał na jednym ze stambulskich cmentarzy groby "szefów barskich". Wielu podróżnych zaglądało także do Adampola czyli Polonezköy, osady założonej w latach 40-tych XIX wieku.

Kościół świętego Antoniego w Stambule

Bardzo pozytywne wrażenie robili na polskich podróżnikach mieszkańcy ówczesnego Stambułu. Wypowiedzi ich dotyczące składają się z prawie samych zachwytów i komplementów. Chwalono tureckie nastawienie do handlu, o którym Raczyński pisał, że "Spokojność w handlu i zaufanie kupców tureckich w uczciwości publicznej godne są zastanowienia". Podziwiał on również przywiązanie Turków do rodziny oraz szacunek, jakim darzyli osoby starsze. Hołowiński natomiast wychwala turecką tolerancję, słowność, umiarkowanie, miłosierdzie i umiłowanie przyrody. Gorąca to pochwała z ust katolickiego duchownego. O wiele gorsze zdanie miał o Turkach Mickiewicz, przez którego przemawiało zapewne zarówno rozczarowanie niepowodzeniem misji politycznej, jak i być może rozwijająca się choroba. Wieszcz z goryczą pisał, że "Turek niczego się nie nauczy... zamyka on z pogardą oczy na wszystko co jest poza nim [Koranem]".

Z drugiej strony wielu podróżników opisuje stambulski półświatek, w którym prym wiedli tzw. pusztowie. Raczyński, z jeden strony wychwalając brak domów publicznych w Stambule, z drugiej strony z niejakim zdumieniem opisuje ową grupę, wspominając, iż "pomimo surowego zakazu Koranu wszystkie niemal kawiarnie na Gałacie pełne są pusztów, czyli młodych ludzi, których zelżywe przeznaczenie wszyscy tym lepiej znają, iż właściwe mają na sobie odzienie...". Podobne lokale wspomina Pietraszewski, który wspomina o lokalach, gdzie spotykała się stambulska młodzież, aby słuchać muzyki i "podziwiać homoseksualne zabawy koczek i pusztów". Ten sam podróżnik surowo wyraża się o mieszkankach dzielnicy Pera "dziewica z Pery rzadko kiedy czuje wartość cennego kwiatu cnoty, aby go poświęcić oblubieńcowi przed ołtarzem dopiero..."

Jedną z najbardziej zdumiewających kwestii, poruszanych przez polskich podróżników, jest nastawienie Turków do zwierząt. Każdy XXI-wieczny turysta, który odwiedził Stambuł wie, że miastem tym rządzą koty. Tymczasem najwięcej uwagi poświęcali XIX-wieczni turyści stambulskim psom. Co więcej, z pozostawionych opisów wyłania się nadzwyczaj pochlebny dla Turków obraz. Pietraszewski opisuje opiekę nad bezdomnymi psami, twierdząc, że "Dobroduszni muzułmanie mają pieczę nad nimi, nie biją ich nigdy, nie zaniedbują, a bogacze wraz z rządem potworzyli wakfy z obowiązkiem karmienia psów owych". Potwierdza taką postawę Hołowiński, dodając, że "Z bydlętami łagodnie się obchodzą i nigdy nie postrzegłem, aby który niemiłosiernie okładał kijem biedne bydlę, jak się u nas zbyt często zdarza". Wytłumaczenie tak dobrego traktowania psów podaje Zamoyska, pisząc: "Ale gdy się pomni, że w Stambule nikt ulic nie zamiata... niemało się oceniało przysługę oddawaną przez psy, które to wszystko sprzątały..."

Ten stambulski kot nie dowierza, że w mieście niegdyś rządziły psy

Z pozostawionych przez Polaków opisów XIX-wiecznego Stambułu widać, że wiele rzeczy w tym mieście pozostało bez zmian. Turyści nadał tłumnie odwiedzają Hagia Sophię i Błękitny Meczet, oglądają wirujących derwiszów oraz wybierają się na wycieczki wzdłuż brzegów Bosforu. Co prawda na czystość okolic Sultanahmet nie można narzekać, ale wystarczy zagłębić się w rzadziej odwiedzane przez podróżnych dzielnice, zamieszkane przez napływową ludność z Anatolii, aby stwierdzić, że tam nadal nie jest tak pięknie i malowniczo, jak się niektórym turystom wydaje. Lektura współczesnych reportaży z miasta, przykładowo znakomitej książki Oko Świata Maxa Cegielskiego, potwierdza, że Stambuł wciąż kryje przed turystami mroczne tajemnice, a półświatek ma się tu znakomicie.

Inspirację do napisania niniejszego artykułu stanowiła wyśmienita książka Podróżnicy polscy na Bliskim Wschodzie w XIX w. autorstwa Jana Reychmana. Gorąco polecam jej lekturę wszystkim osobom poszukującym wiadomości o dawnych podróżach i percepcji świata przez Polaków w XIX wieku. Niestety książka jest stosunkowo trudno dostępna, ponieważ została wydana w 1972 roku.