Turcja 2012 relacja z wojażu jacky & maryla...

relacja...

która na samym poczatku była  projektem...

niektóre plany jak na przykład zwiedzenie Gruzji - nie spełniły się, zgodnie z naszą tradycją zostały "odłożone na za rok"... 

a nadzieje się spełniły... dotarliśmy w sobotni poranek ( 16 czerwca 2012 ) na Nemrut Dagi...

wschodzące słońce widziane ze wschodniej platformy...

  

 

kilka godzin później .... 

 

 

Arsameia - niedaleko Nemrut Dagi...

oraz...

Divrigi - moim zdaniem drugi najbardziej wartościowy punkt wojażu...

będzie więcej i fotek i tekstu...  

  

a my nadal kontynuujemy to co nas najbardziej wciagnęło...

 i jak widać nadal preferujemy zwiedzanie starożytnych pamiątek i krajobrazowych ciekawostek...

 

 

dość ryzykowny - mianowicie od 7 czerwca ( czwartek Boże Ciało ) - 1 lipca niedziela...

ryzykowny dlatego, że nie mam 100 % pewności uzyskania urlopu, co prawda w ostatnich latach dostałem dwakroć po 3 tygodnie a łońskiego roku dołożyłem sobie jeszcze dzionek...

jednakże będąc zatrudnionym w firmie o ciągłym czasie pracy muszę skalkulować takie ryzyko - że nawet w ostatnim dniu pracy szef anuluje urlop...

prawdopodobnie będę uciekał z jeszcze chłodnej Europy Środkowej...

wrócę w ciepłe a raczej upalne dni dni...

na czas wyjazdu przypadną najdłuższe dni...

i nawet nie początek sezonu...  bo ten to dopiero dotknie nas w drodze powrotnej...

więc ceny noclegów nie powinny dobijać...

w TR powinno być już dużo jarzyn i warzyw, czyli cuś ulubionego w branży kulinarnej... 

gdyby jednak plan się uwalił z powodu nieotrzymania urlopu - to tradycyjnie przełożę go na za rok...

w następnym poście graf wyjazdowy... z podaniem szlaku...

 

 

Widzę, że w tym roku uderzacie na południe wcześniej, a przy okazji omijacie Ramazan ;) My w tym czasie będziemy poznawać uroki Zielonej Wyspy, więc do Turcji wybierzemy się później. Być może trzeba będzie zahaczyć o ten nieszczęsny miesiąc postu :(

...Wy tak serio, serio, aż do Gruzji samochodem się wybieracie?

tak, być może to będzie nasza ostatnia okazja w życiu połączyć wypad do Turcji z Gruzją...

choć na samą Gruzję przeznaczam max 3 - 4 noclegi...

a tamże tylko mała pętla...

a teraz z grubsza zarys trasy....

2 punkty startowe w TR to pogranpunkt Edirne lub Kirklareli...

Istanbul

Izmit

Adapazai

Sogutlu

Ferizli

nocleg na wybrzeżu - między Karasu a Akcakoca

kolejny etap

Duzce

Bolu

Gerede

Ilgaz

Kastamonu - tamże 2 noclegi i zwiedzanoe

kolejny etap

Tosya

Osmanick

Merzifon

Amasya - tamże 2 noclegi i zwiedzanie ( fajoski opis Izy )

kolejny etap

ha - teraz urodził się dylemat czy pójść w ślady Izy i do jaskini Ballica a potem do Toskat a dalej Sivas

czy pierwsza myśl

Tasova

Resadiye

przed Susehri w lewo

Sebinkarahisar

Giresun  - czyli powrót nad Morze Czarne  

od tej pory improwizacja noclegowo - zwiedzeniowa

czyli

Kesap

Espiye

Tirebolu

Gorebolu

Trabzon

Yomra

Surmene

Rize

Pazar

Arhavi

Hopa

Sarp / Sarpi - pogranpunkt

Batumi - 1 - 2 noclegi

Kobuleti

Poti

Borżomi 1 - 2 noclegi

uf - ta Gruzja - być może też będzie "namiastką" Syrii do której to krainy nie zdążyłem przed zamieszkami - musiałem się zadowolić relacją forumowcza Grześku ( VF ) ...

czytałem na forum kaukaskim fantastyczną relację z wyprawy przez Gruzję, Armenię ( szkoda, że jeszcze granicę z Turcją mają zamurowaną ) aż dość mocno w głąb Iranu - ale gostek miał terenówkę z napędem na 4...

z tą Gruzją - która być może będzie na prawdę symbolicznym udekorowaniem wyprawy to tak jak w roku zaplanowałem sobie Hiszpanię, potem po lekturze prasowej dołożyłem sobie samochodowe camino, czyli Santiago de Compostella a na sam koniec uzupełniłem o Fatimę i Tomar w Portugalii...

teraz to dzięki netowi można dużo się dowiedzieć praktycznych rzeczy a przed laty - AD 2000 - to zdążyłem się załapać na raczkujące forum Pascala - później przyklejowe do onetu a na koniec schamiałe...

i podstawa - mapa papierowa, przymierzam się GPS - myślę o TOMTOMIE, ale i bez niego sobie dobrze radzę - najlepszym satelitą jest słońce...

na dzisiaj amen...

PS - maryla się buntuje, bo chce na plażę ale zagroziłem, że pojadę sam...

hehehehe...     

 

 

Po pierwsze oczywiście pochwalam decyzję o odwiedzeniu Amasyi, nie będziecie rozczarowani! Po drugie, co do dalszej trasy, to sądzę, że warto rozważyć opcję jazdy przez Turhal i Tokat (z jaskinią Ballica po drodze), w Tokat zjeść słynny kebab z bakłażanem i odbić od razu na północ, w kierunku na wybrzeże czarnomorskie, przez Niksar do Unye.

Sivas radzę sobie darować, chociaż ze względu na moją fascynację historią tego miasta jeszcze tam wrócę, a przy okazji wybiorę się do Divrigi - miejsca z listy UNESCO, głęboko w górach.

Trasa przez Susehri, Sebinkarahisar do Giresun jest oczywiście ogromnie malownicza, ale zawsze jest jakieś ale... Odcinek od Susehri aż do wybrzeża wiedzie przez Góry Pontyjskie, wjeżdża się na ponad 2200 metrów n.p.m. W 2011 roku długie odcinki były w totalnym remoncie, co oznaczało kompletny brak nawierzchni, długie jazdy szutrówką i w konsekwencji cały dzień za kierownicą, bez możliwości dobrego popasu. Poza przystankiem w Sebinkarahisar trudno tam nawet o stacje benzynowe, a silnik naszego pojazdu nieźle się zagrzał wjeżdżając na przełęcz Egribel (2230 m).

o właśnie o takie porady mi chodziło...

kojarzyłem już Wasze wcześniejsze ostrzeżenia ale jeszcze nie przykładałem ich do swojej trasy, która była i jest dopiero pierwszym szkicem...

Gdyby to były już wyremontowane drogi to bym się ich nie obawiał, posmakowałem trochę owej tymczasowej szutrowej nawierzchni w ostatnich 3 latach...

mimo zaliczenia już 11 latek przez moją cytrynkę ( co roku nabożnie serwisowanej - mechanikom też trzeba dać zarobić ) nie obawiałbym się podjazdów ale "bojałbym" się wybitej szyby przez kamień innego lokalnego jeźdźca ...

 

 

 

...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

zresztą już w drodze powrotnej też będę rozważać hardcorowe odcinki...

zatem w najbliższych dniach poprawki w schemacie trasy wyjazdowej i wiązanie ich z opisami na TwSie, bo w rękopisie mam już odnośniki do "bezdroży"...

oczywiście wiele punktów czynię elastycznymi, nieraz zależnymi od pogody, bodajże w jednym z Waszych opisów i fotek wyczaiłem ślady wjazdu do miasta po dopiero co przeszłej nawałnicy...

nie - nie zapomniałem o swoim projekcie...

aczkolwiek jeszcze kilka dni temu zastanawiałem się nad postawieniem znaku zapytania przy tytułowej Gruzji...

dlaczego ?

bo znalazłem luki w "oprogramowaniu" ubezpieczeniowym tj szczegółowej destynacji...

lecz od dzisiaj włączyła się do pomocy zaprzyjaźniona agentka ubezpieczeniowa...

i nie ma strachu - projekt można przeprojektować, jest tyle ciekawych miejscówek do zobaczenia w wschodniej TR, że "straty" nie będzie...

nie zaspypiam gruszek w popiele i przeszukuję net w poszukiwaniu gruzińskich opisow...

w sumie jest ich sporo ale jakże mało przystających do naszej koncepcji, większość z nich - tzn. opisów innych wojaży - dotyczy realizacji wykonanych drogą lotniczą, reszta busami i koleją...

jak ten anegdotyczny góral - waham się ale nadal zbieram siły...

póki co - załatwiłem sobie drobiazg - aktualizację karty ECUZ oraz pobrałem druki wniosków paszportowych - owe dokumenty tracą ważność w czasie naszego wyjazdu i szykuje się nam finisz z ich ( nowych paszportów )odbiorem tuż przed wyjazdem ...

w niedzielę sesja mapowo projektowa, przysiadam nad poprawkami Izy, jej opisami i trasą powrotną...    

nie przejmujta się jak powiada pewien Jurek...

bo calkiem i nieraz gołkiem nad projektem pracujemy...

dzisiejszy efekt to dołożenie znaku zapytania przy Gruzji w tytule...

znaczy się, że zaczyna zabrakować czasu w projekcie...

rąk nie załamuję ale do realiów się przymierzamy...

i zawsze są dla nas podstawą plany awaryjne...

dopóki co to licznik wyjazdowy wskazuje DDW 33...

witam, my z chlopakiem rowniez planujemy przemiezyc turcje, zaczynamy od Istanbulu, przez Alantya, prawdopodobnie Anamur, Cappadocia obowiazkowo i pociagiem do Tatvan. Z tamtad z tego co widzimy nie bedzie latwo do Batumi, ale stwierdzilismy, ze musimy!!!!!!!takze Gruzja musi byc zaliczona! Ma ktos jakies inne propozycje na trasie a alantya przez cappadcia do gruzji?

Co to za miasto - tajemnicze skrzyżowanie Alanyi i Antalyi?

Trasa dojazdowa – z Gruzją

Dzień pierwszy: DG ( domek ) – Villany lub Oroshaza ( ? ) na trasie serbskiej lub Gothatea ( przed Deva ) na trasie rumuńskiej

Dzień drugi – do Nis / Sofia / Hisaria / Belozem lub odpowiednio Giurgiu / Shumen

Dzień trzeci – Czernomorec / Łozeniec  / Małko Trnovo lub Harmanli

Dzień czwarty – Edirne / Kirklareli –166 km -  Istambuł – 85 km Izmit – Adapazari – ( zjazd z autostrady ) Sogutlu – Ferizli - 54 km – Karasu – 43km - Akcakoca  

Nocleg / ew. 2 dniowy wypoczynek między Karasu a Akcakoca / nad Morzem Czarnym – strefa plażowa

Dzień piąty – Akcakoca – 38 km – Dűzce – 45 km – Bolu – 42 km – Yenicaga – 13 km – Gerede – 32 km – Ismetpasa – 29 km Cerkes – 27 km – Kursunlu – 33 km Ilgaz skręt w lewo 24 km Ilgaz Milipark – 39 km – Kastamonu / Bezdroża strona 451  /

Dzień szósty – Kastamonu – 69 km Tosya – Osmancik – Merzifon – 156 km – Suluova – 34 km – Amasya (Bezdroża str 442)

Dzień siódmy – Amasya – 82 km Turhal – 45 km ( Jaskinia Ballica ) Tokat – 53 km – Niksar – 135 km – Ünye ( Morze Czarne ) -  Persembe – Ordu – 55 km - Giresun  ( Iza info - Dom Nauczyciela przed wjazdem do miasta od strony Sebinkarahisar

Dzień ósmy – Giresun – 6 km – Kesap – Espiye -  36 km – Tirebolu – Görele – Eynesil – 86 km – Trabzon / strona 474 Bezdroża

Dzień dziewiąty – Trabzon – Yomra – Arakli – ( Surmene Kastil ? ) – Surmene – 58 km – Rize – Pazar – Ardesen – Findikli – Arhavi  - 108 km-  Hopa – 37 km – Sarp/Sarpi ( przejście graniczne ) – 18 km – Batumi – 30 km –Kobuleti – 40 km - Poti  

Dzień dziesiąty – Poti – km - Samtredia – km – Zestaponi – km – Surami – km – Husurlu ( skręt ) – Borżomi – 76 km - Ahalcide – Turkgözű ( przejście graniczne ) – Ölcek ( w prawo ) – 97 km górskiej drogi – Camlicatak – ( w lewo ) – 74 km Kars

Dzień jedenasty – Kars – Sarikamis – 119 km – Horsan – 83km – Erzurum – 55 km – Askale – 38 km – Tercan – 62 km ( przed Tanyeri ca 6 km skręt w lewo ) – 85 km – Tunceli – 67 km – Kovancilar – 62 km – Elazig – Ergani – 147 km – Diyarbakir  – 92 km – Siverek – 36 km – Firat Iskalesi ( przeprawa promowa ) – 17 km – Narince ( nocleg )

Dzień dwunasty – NarinceNemrut DagiArsameia – 30 km – Kahta – 34 km – Adiyaman – Bozova – 140 km – Sanliurfa – Birecik – Gaziantep – 380 km - Adana – 40 km – Tarsus – 25 km – Mersin – 40 km – Erdemli – 34 km – Kizkalesi

Trasa powrotna

Dzień pierwszy – Kizkalesi – Bilecik / Pamukova,  Dzień drugi – Pamukova – Małko Trnovo / Obzor,

Dzień trzeci – Małko Trnovo / Obzor – Gothatea, Dzień czwarty – Gothatea – Bogacs

Dzień piąty – Bogacs - domek 

 

 

 

Trasa skrócona ( bez Gruzji )

 

Dzień siódmy – Asmasya – 82km – Turhal -  45 km ( Jaskinia Ballica ) – Tokat – 61 km  - Yildizeli – 47 km – Sivas – 80 km – Kangal – 106 km – Divirgi ( Ulu Cami ) 

Dzień ósmy – Divirgi – 113 km – Saraycik – ( w prawo ) – 61 km – Komuskan – 38 km – Malatya ( Aslantepe ) –

Dogansehir – 122 km Gölbasi – ( w lewo ) – 75 km – Adiyaman ( Pirin Magarasi ) – 34 km - Kahta – 50 km – Narince

Dzień dziewiąty – Narince - Nemrut DagiArsameia – 30 km – Kahta – 34 km – Adiyaman – Bozova – 140 km – Sanliurfa – Birecik – Gaziantep – 380 km - Adana – 40 km – Tarsus – 25 km – Mersin – 40 km – Erdemli – 34 km – Kizkalesi

to jest nadal jedynie zarys i dopiero teraz zaczynam pogłębiać wiedzę o poszczególnych punktach - wyznacznikach trasy...

nadal mam też zaległość świeżą analizy odcinka 6 i 7 relacji Izy a tam wstępnie widziałem sporo ciekawych informacji...

rzecz jasna naszą jazdą rządzić będą inne parametry, choćby ten jeden najważniejszy - tylko ja mam uprawnienia sternika do kierowania cytrynką...

i tak dalej... 

Jacky, zajedziecie się tą trasą. Nawet w wersji skróconej dni 7,8, i 9 wyglądają na niemożliwe do realizacji, o czasie na zwiedzanie nie wspominając. Szkoda tak pędzić, niewiele odwiedzając, a Ty jeszcze bez zmiennika.

Przykładowo, my jadąc z Amasyi i zwiedzając jaskinię Ballica, pod wieczór dotarliśmy do Sivas, a Ty chcesz tego samego dnia gnać jeszcze do Divirgi. To jest trasa górska i kręta, jeszcze Was psy rasy (nota bene) kangal napadną, jak po nocy będziecie się przedzierać. Mapy Googlowe podpowiadają, że to 7 godzin samej jazdy bez przystanków... i ja to potwierdzam.

Dzień 8 - z Malatyi można pojechać bezpośrednio na Nemrut i tam zanocować. Inaczej czasu nie będzie na samą Malatyę, a przecież... patrz nasze TwS-owe motto.

Dzień 9 - z Nemrut do Kizkalesi to 9 godzin jazdy, a zwiedzanie Sanliurfy chyba w innym wymiarze czasowo-przestrzennym... O Tarsie nie można nawet marzyć. Czemu się upierasz przy Kizkalesi?

Ogólnie wpadłam w oszołomienie i nie wiem, co Ci napisać w komentarzu do tego planu...

zawsze stawiałem sobie ambitne plany a w toku prania korygowałem...

ośmieliłem się go opublikować, by zebrać i praktyczne i krytyczne uwagi...

będą rezygnacje z poszczególnych punktów - ot - choćby jak Wasza z Izmitu - co jak co - nie nawidzę wielkich miast a nam "polaczkom" jeszcze TR widzi się jako zaściankowy a biedny kraj...

dopiero szczena odpada jak się widzi tamtejsze wieżowce i bryki na autobanie...

akcent kładę na zwiedzanie i odpoczynek - czytaj postoje w małych, kameralnych miasteczkach...

i do dziś żałuję, że w Izniku tylko jeden nocleg i dzień spędziłem ...

ile punktów na mojej trasie - tyle googlowania o owych miasteczkach...

a równolegle ściąganie materiału z opisów na TwS...

przykład - Malatya - wiedziałem i...  zostawiłem sobie na deser...

a najbardziej cenię sobie wskazówki o stopniu trudności w poruszaniu się po drogach - szczególnie tych górskich...

już pierwsze km podjazdu pod Iznik dały mi się poznać jako więcej niż wspomnienie z czasów dziecięcych, gdy na sąsiadujący plac przyjeżdżała na Wielkanoc wędrowna karuzela...

proszę też o wyrozumiałość - przy zauważeniu przekręcania nazw miast - piszę pomijając tureckie liternictwo - czasami wkręcam podobne - germańskie umlaty - jednakowoż "zabrakowywuje" mi tureckich literek z kutasikiem na dole...

:-)

zaintersowanych a mających szerszą wiedzę zapraszam do obalania moich planów i teorii...

PS - to właśnie Ty podpuściłaś mnie na Divigri - sporo sobie pogoogolowałem...

i to Nemrut Dagi...

aj waj...   

Myslałem, ze to trasa tegorocznego Tour de Turkye a to prosze jacky jedzie odpoczywać. He, he kazdy odpoczywa jak lubi, ale zeby za kierownicą auta?

 

skoro trasa tegorocznego Giro d'Italia wiedzie przez Danię..

różności bywają na tym świecie...

ale całkiem - gołkiem - serio...

stawiam sobie plan - życie wykazuje, że dzielę go potem na dłuższy aniżeli jeden rok...

PS... ręce mi drżały jak lukałem na trasę z Borżomi do Kars...

zrezygnowałem z opcji lepszej drogi by nie ryzykować jazdy wzdłuż granicy z krajem zagrożonym atakiem imperialistów z Hameryki i jeszcze partyzantów z Kurdystanu...

a na pewno rezygnując z kontroli pojazdu do kilkanaście km w poszukiwaniu kałasznikowów... 

dzisiaj po dłuższej przerwie spowodowanej zajętością w goszczeniu przyjaciół ze świata turystyki ( i nie tylko ) powróciłem do tematu...

powrzucalem sobie lokalizacje domów nauczyciela na swoje trasy, trzeba przyznać, że we wszystkich większych miastach - ale nie kombinatach / molochach - przynajmniej tych interesujących mnie turystycznie - są owe domy...

i zadaję sobie ( i nie tylko pytanie ) - jak może być tam z wolnymi miejscówkami w czasie mojego wojażu ?

przypominam, że idzie o ponad 2 tygodnie - z wskazaniem na drugą połowę czerwca...

a zatem, czy w owych czasie - chyba jeszcze nie skończy się rok szkolny - będą szanse na cuś więcej niż pocałowanie klamki ?

prawie w każdym z owych miast jest po kilka takich domów, jedne mają po kilka łóżek - inne po sto kilkadziesiąt...

trochę przekręcając nazewnictwo - ale piszę sobie - Ogretmenevi - czy pokazywanie tubylcom kartki z wydrukiem owej nazwy wystarczy ?

bo wymowę przekręcę...

zresztą tubylcy powinni mieć lepszą orientację gdzie co się znajduje - nieraz w swoich wędrówkach zadawałem pytania o noclegownie miejscowym smerfom - potrafili dać dobre wskazówki...

...

ponadto posurfowałem po sieciowej mapie satelitarnej i jakoś nie udało mio się na niej znaleźć przejścia granicznego w Turkgozu, a takie przymorskie w Sarp / Sarpi było sobie ...

czy ktoś wie więcej o Turkgozu - droga wg satelity niczego sobie ale budynków pogranpunktów już nie dowidziałem...

...

DDW 24 - czas biegnie nieubłagalnie a mnie się zdaje, że coraz mniej wiem ...

ale to tak zawsze...    

Nie jest prawdą jakoby budynków przejścia w Turkgozu nie było widać z kosmosu . 41.587810, 42.818353 - budka wartownika i szlaban graniczny - wjeżdżając od strony gruzińskiej należy się tu zatrzymać aby wartownik mógł wklepać do komputera numer rejestracyjny auta. Potem należy podjechać tu 41.586921, 42.817932 ( stanowisko do odprawy paszportowej - kierowca odprawia się jako pierwszy ) a następnie poczłapać tu 41.587294, 42.817755 aby odprawić samochód - pozostawiając samochód i pasażerów przy punkcie odprawy paszportowej.Dopiero po odprawieniu tej ceremonii można podjechać do drugiego szlabanu 41.586670, 42.818184 , gdzie powtarza się procedura wklepywania numeru rejestracyjnego do komputera. Opisana procedura zajęła nam około dwóch godzin ( z przerwami na reanimację systemu komputerowego straży granicznej ) . Oprócz nas nikogo na przejściu do odprawy ni było.Oczekiwanie na uruchomienie komputerów upływało w milej atmosferze pogawędki na migi z tureckimi służbami granicznymi i konsumpcji dostarczonych przez funkcjonariuszy arbuzów. Uwaga ! (Według stanu na 14 .07.2010 r.) Po gruzińskiej stronie na odcinku około dwóch kilometrów przed przejściem droga praktycznie nie istnieje. Dojazd do tureckiego szlabanu to off- road w czystej postaci. Koleiny na czymś ,co kiedyś było szutrówką sięgają około 50 cm głębokości, a pod górkę pełznie po tych wertepach sznur cystern na irańskich numerach obładowanych mazutem. Po stronie tureckiej droga jest dobrze utrzymana. Żeby nie być posądzonym o marudność , to napiszę ,że gdybym mial drugi raz przekraczać granicę turecko - gruzińską , to w ciemno wybrał bym to właśnie przejście . W sezonie Sarp/Sarpi jest zatłoczony niemiłosiernie, ciężko dopchać się do okienka po pieczątkę , a opisywane w internecie przejścia z pośrednikami obiecującymi przyśpieszenie odprawy za drobną (100$ od łebka ) opłatą , nie są ani trochę przesadzone. W Turkgozu była cisza i spokój oraz niemalże rodzinna atmosfera .

rewelacyjna pomoc...

jak czytałem dzisiaj rano to aż nie mogłem uwierzyć, że nie tylko moje wypociny przedwyjazdowe są czytane ale też, że znajdzie się dobra dusza Anonima, który takowe porady mi udzieli...

naprawdę - nie wiem jak dziękować....

myślałem o pozyskaniu pewnej wiedzy z forum kaukaskiego ale akurat z uwagi na awarię głównego lapka pracuję na zastępczym sprzęcie, gdzie program antywirusowy blokuje mi doń dostęp a odblokować nie mogę, jako, że to sprzęt firmowy :-(

plan wojażu zakłada przekraczanie granicy - jak mi się zdaje - przed szczytem sezonu, więc chyba nie powinno być tak źle w Sarpi - ponadto będę mieć wizę kupioną już wcześniej na granicy BG / TR i liczę na dwukrotność jej ważności podczas chwilowego opuszczania terytorium TR na rzecz oględzin ziemi gruzińskiej...

chyba nie każą mi po raz kolejny płacić frycowe na granicy...

nie wiem jakim autkiem jechałeś ale ja nie mam 4 x 4 - po prostu zwykła xsarcia cytrynowa i jeśli owe 2 km można powolusi przejechać na jedynce nie tracąc zawieszenia to może obejdzie się bez strachu...

aczkolwiek większy chyba strach przeżyłem podczas powrotu z TR w roku 2010, gdy postanowilem sobie skrócić trasę z Harmanli do Velkiego Trnova drogą internacjonalną - tamże dwakroć w okolicy atomowej elektrowni przeżyłem horror i thiller w zdwojonej szacie...

powtarzam, otrzymana porada podnosi mnie na duchu i zachęca do podjęcia może aż nie tak ryzykownej podróży...

PS - czy można jeszcze się zapytać o wrażenia z dalszej trasy po TR, czyli czy droga jest nie tylko dobrze utrzymana ale jak jeszcze z zaopatrywaniem w sieczkę dla koników spod maski oraz z noclegami i jadłodajniami aż do czasu dotarcia do "środkowej" części TR ?       

Co do wizy tureckiej:

Kiedy kupujesz ją na przejściu  granicznym Turek pyta o narodowość i każe pokazać paszport. Polacy otrzymują " Multiple entry visa valid for 30 days" za 15 ojro .Nam dostały się wizy z kawalkiem bloczka z którego były odklejane ( jak znaczki na poczcie ) na marginesie pisało ,żę to dla Polaków ,Węgrów i bodajże Litwinów czy Łotyszy . 

 

co do przejścia w Sarp:

 

Nie liczył bym na taryfę ulgową przed sezonem. To jest główna ( i niemalże jedyna  - pomijając polożone na totalnym zad***u Turkgozu ) droga lądowa do Gruzji i Armenii- o Czeczenii i innych  takich nie wspominając .Cały "mrówczy " przemyt idzie przez to przejście .Pasażerowie autobusów odprawiani są razem z jadącymi osobówkami - na piechotę , po wysadzeniu z bagażami z pojazdów .

Wyjeżdżając z Turcji należy pamiętać ,że odprawa paszportowa i celna to dopiero połowa szczęścia.Należy jeszcze w odpowiednim okienku " odmeldować samochód zanim ustawi się w kolejce do szlabanu ,żeby Turcję opuścić  

 

Co do drogi za przejściem w Turkgozu:

 

Droga na całej długości nie odbiega od dobrych tureckich standardów.Po Gruzji nic nie będzie w stanie Was zaskoczyć "in minus".

Co do spania nie potrafię się wypowiedzieć .Podróżujemy takim zestawem jak tu opisałem http://niebanalnyturysta.pl/czym-podrozujemy/campery-przyczepy-campingowe/172-offroad-hotel , więc z natury rzeczy na hotele nie zwracamy uwagi :)) .Z paliwem nie ma problemów ,głodem też nie przymieraliśmy.

 

Na koniec pytanie natury ogólnej

 

Czy opisana przez Ciebie trasa po Gruzji prowadzi Was do jakichś konkretnych , upatrzonych obiektów ,czy też wytyczona jest ot tak ,żeby  zobaczyć kawałek Gruzji .

Już się tłumaczę ze swojej dociekliwości - nie jest to najciekawsza część Gruzji , co więcej wydaje mi się ,że podróż po jej południowo zachodnim krańcu da wam fałszywy obraz tego fantastycznego  kraju .Ja zakochałem się w północnej i wschodniej Gruzji .

Krajobrazowo i pod względem zabytkow  wschodnia Turcja (obszar między przejściem w Turkgozu a jeziorem Van) jest nieporównanie ciekawsza niż ta część Gruzji ,którą planujecie .Najwięcej informacji o tych terenach można znależć na stronach ormiańskich .Upraszczając nieco sprawę , można stwierdzić ,że Ormianie mają do tych ziem stosunek podobny jak Polacy do Kresów.

 

pozdrowaśki Piotr

Trochę nieaktualne masz info wizowe, Piotrze. Od zeszłego roku Polakom wydaje się wizy 90-dniowe ważne 180 dni, typu multiple-entry. Więcej pisaliśmy o tym i dyskutowaliśmy w tekście 'Dobre wiadomości wizowe dla Polaków'.

Jacky: co do ponownego przekroczenia granicy tureckiej na jednej wizie, to nie ma z tym problemu - przetestowaliśmy podczas zawracania na granicy w Kapikule. Najpierw wbito nam pieczątkę wyjazdową, po zawróceniu - wjazdową, a w Malko Tarnovo - znowu wyjazdową, wszystkie na tym samym znaczku-naklejce.

No cóż, granicę turecką widzialem z bliska ostatni raz końcem lipca 2010 i moje informacje o wizach  istotnie do najświeższych nie należą

 

Pozostaje mi staropolskim obyczajem odszczekać pod ławą   to co o nich napisałem  

 

 

pozdrowaśki Piotr

Przejrzałęm oferty domów majace strony w necie- z reguły w miastach-kurortach. Z tego co sie zorientowalem bo czasami brak wersji angielskich i polskich :-) ceny  dla nienauczycieli wcale nie sa atrakcyjne. No chyba, ze to ceny wywolawcze.

też je - tzn. ceny oglądałem i jestem co najmniej lekko zdegustowany - ale raczej rozrzutem cenowym w miejscach do spania służących...

w ubiegłych latach płaciłem za dwójkę od 35 lira do 80 $... w tym ostatnim przypadku to - to był jedyny przypadek - zazwyczaj nie płacę więcej niż 25 €...

domy nauczyciela zatem jarzą mi się na poziomie cen średnich - przypuszczam, że w ich okolicy - a jakże - będzie czuwać konkurencja...

raczej nie liczę na zbijanie ceny ale na średni komfort pobytu do ktorego zaliczam spokój duszy i ciała o spokojnie zaparkowane autko...

...

sztuką nie tylko dla sztuki będzie znalezienie noclegowni niezbyt odległej od miejsca gdzie realizować zamierzam spacer poglądowy tudzież sesję fotograficzną dla celów wspomnień z urlopu i dla wiedzy potomnych...    

80juro za dwójke. To zaszalałes! Nigdy nie płaciłem wiecej niż 40 juro za dwójkę. A  wymagania mamy.

raz do roku szaleję...

ale warto było i mamy z marylą wspomnienia...

PS - w owym roku nie byliśmy na Sylwku więc w przypadku sytuacji podbramkowej, gdy za bardzo przeciągnąłem strunę w wojażu i w poszukiwaniu ogrzewalnli Św. Brata Alberta już miałem niewielkie szanse - po prostu odwaliłem zaległą zabawę...

ponoć czasami tak "cza"...

PS - jestem ciekaw na ile "cza-cza" różni się od rakijki ?

:-)

absolutnie nie umniejszając rad Izy...

:-)

1. zwrotne przekraczanie granicy na tej samej wizie - dopiero ponowne wczytanie się w słowa Izy upewniły mnie, że nie będzie zdziwienia tureckich pograniczników widzących mnie w drodze powrotnej i klepiących stempelek na tym samym znaczku pocztowym...   eee... wizowym.... 

może tylko będą chcieli zapoznać się z moim bagażem ale poza ewentualną nadwyżką czaczy jako zamiennika rakiji nic się nie doszukają...

2. dobór Turkgozu - i w ogóle trasy po Gruzji...

ot - zupełnie przypadkowy, generalnie cały ten wypad ma być tylko zwykłym rekonesansem, po prostu jakby "randka w ciemno"...

znane mi są nazwy Batumi, Kutaisi, Borżomi a do wielkich miast typu Tbilisi nie lubię zaglądać...

jadąc w 2009 do Kapadocji miałem już wtedy mieszane myśli co do Gruzji lecz spasowałem za poradą też Piotra - tyle, że moda i admina na pewnym forum śródziemnomorskim...

postraszył mnie fatalnymi drogami...  to znaczy ich nawierzchniami...

Gruzja 2009 poszła w odstawkę...

i teraz zaprojektowany odcinek Gruzji zobaczyłem na obrzeżach posiadanej mapy Turcji, potem sobie pomarzyłem o trasie aż do Morza Kaspijskiego - a co - nie wolno ?

tak za jednym zamachem zaliczyć trzy morza ?

realia czasowe sprowadzają mnie na ziemię...

być może i w tym roku skończy się na przymiarkach...

ale nie odstępuję...

3. środek lokomocji - autko - 11 letnia Xsara, majątek utopiony u mechaników by zawsze była sprawna, nie boję się daleko jechać - kilka razy przetestowałem ubezpieczenie "autopomocy", towarzystwa ubezpieczeniowego nie będę reklamować bo nie są moim sponsorem tylko odbiorcą składki...

nie ukrywam, że jestem dość spóźnionym wiekowo kierowcą jako, że samo prawo jazdy nabyłem dopiero w wieku lat 41 a od tego czasu nabiłem dojazdami do pracy i urlopowymi wyjazdami ponad 4 setki...

i traktuję wyjazd jako rozpoczęcie i zakończenie urlopu a tym samym wypoczynku już na własnym podworku...

był czas, że myślałem o zakupie przyczepki, właśnie takiej składanej ale jak policzyłem czas jej używalności a tym samym koszt zakupu i eksploatacji - to już wolę kimnąć się tanim hoteliku...

aczkolwiek mocno zazdroszczę bytowania - kamperem i przyczepką zbudowaną wg koncepcji autorskiej Piotra...

sam nieraz zachodzę na kempingi i zagaduję innych wojażerów...

4. jednym z czynników motywujących mnie do dłuższej tegorocznej trasy jest okazja długiego urlopu zaczynającego się w Święto Bożego Ciała a kończącego się w niedzielę 1 lipca, może wszystko to wziąć w łeb jeśli jakieś zawirowanie w firmie spodowuje decyzję odmowną szefostwa - już nieraz miałem takie przypadki...

stąd plany awaryjne - skrócona wersja może skierować mnie w rzadziej odwiedzane regiony Bułgarii, Montenegro, Macedonii - tam też miałem krótkie rekonesanse z burczeniem pod nosem - ja tu jeszcze wrócę...

===

Batumi i Turkgozu... 

jeśli tam to jest w Batumi jest permanentny tłok mrówczany - to czy czuje się go non stop przez 24 h i 7 dni ?

na pewno nie można porównać go dosłownie do naszych mrówczanych szlaków sprzed lat ale przecież nawet w owym czasie wiadomo było, kiedy jest luźniej...

tak jak trzeba uważać na zatłoczenia na trasach Kurdystan <=> UE ( głównie Germania ) w pewne dni tygodnia - to może jednak znajdzie się doradca z taką wiedzą ?

teraz wspomniał mi się rok 1996 - pojechaliśmy do BG i utknęliśmy na przejściu granicznym w Nadlac - Serbowie wprowadzili z zaskoczenia wizy dla Niemców i sporo wiary przeniosło się z trasy słonecznikowej na karpacką...   staliśmy w oczekiwaniu na wjazd do Romkowa całe 10 h...           

szacun

owocować będzie przyspieszonym studiowaniem informacji o tym co może nas spotkać na trasie...

a jak życie nam powiada - najwięcej informacji - takich najbardziej przydatnych - pozyskiwałem w ostatnich dniach przed startem...

improwizacja jest ponoć cechą urodzonych nad Wisłą...  eee... Przemszą...

jestem gotów zmienić zaplanowaną trasę jak tylko dostanę solidne a zaciekawiające wskazówki...

 

Co do waszych planów 

Czy na odcinku Giresun – 6 km – Kesap – Espiye -  36 km – Tirebolu – Görele – Eynesil – 86 km –Trabzon / strona 474 Bezdroża

Dzień dziewiąty – Trabzon – Yomra – Arakli – ( Surmene Kastil ? ) – Surmene – 58 km – Rize – Pazar – Ardesen – Findikli – Arhavi  - 108 km-  Hopa – 37 km – Sarp/Sarpi ( przejście graniczne ) – 18 km – Batumi – 30 km –Kobuleti – 40 km - Poti   

planujecie "zboczenie" do klasztoru Sumela ? -w moim rankingu jest to zdecydowanie najciekawszy obiekt  w tamtym regionie .

 

Podrugiej stronie granicy- w Batumi - namawiam na zarezerwowanie sobie pól dnia na ogród botaniczny - 111 hektarów roślinności z 7 różnych stref klimatycznych  , wszystko to usytuowane na nadmorskim klifie 

 

na trasie – Poti – km - Samtredia – km – Zestaponi – km – Surami – km – Husurlu ( skręt ) –Borżomi – 76 km - Ahalcide – Turkgözű ( przejście graniczne )  

 warto zrobić mały skok w bok i zamiast jechać z Borżomi  przez Ahalcide  

(jak przypuszczam tożsame z Achalciche ) 

pojechać nieco na południowy wschód i zobaczyć Wardzia (gruz.: ვარძია)  w transkrypcji angielskiej Vardzia http://maps.google.com/maps/place?ftid=0x0:0x0&q=41.375278,43.2575&t=h&cad=src:ppiwlink&ei=TLi6T8upJNXQ_AajpsSaDA&dtab=2

- wykute w pionowej skale miasto - klasztor.

 

N a  odcinku Dzień jedenasty – Kars – Sarikamis – 119 km – Horsan – 83km – Erzurum – 55 km – Askale – 38 km – Tercan – 62 km ( przed Tanyeri ca 6 km skręt w lewo ) – 85 km – Tunceli – 67 km – Kovancilar – 62 km – Elazig – Ergani – 147 km – Diyarbakir  – 92 km – Siverek – 36 km – Firat Iskalesi ( przeprawa promowa ) – 17 km – Narince ( nocleg )

 aż się prosi ,żeby nadłożyć 34 kilometry i zaglądnąć do Ani - średniowiecznej stolicy Armenii - miasta 1000 kościolow . (http://www.virtualani.org/citymap.htm ),  a potem ( wiem , wiem , powtarzam się ) pojechać na południe , nad jezioro Wan  rewelacyjną trasą widokową wzdłuż armeńskiej i irańskiej granicy, na przełęcz 2660 m n.p.m pod Araratem i dalej do Dogubayazit  a potem przez Van Tatvan i Batman do Diyarbakir  , zaliczając po drodze jeszcze przeprawę przez pola lawowe wulkanu Tendürek Dağı

 

 

pozdrowaśki Piotr

to jak coca cola ( którą pijam tylko w formie turcoli ) - rewelką...

1. klasztor Sumela - widziałem ten obiekt na mapie TR ( papierowej ) podczas pierwszej analizy i wstępnego projektowania - obiekt "kupiony"...

Ponadto jest sporo info o regionie Trabzonu...  

Oby tylko nie trafiło nam się przypadkowe "przeludnienie"... 

2. ogród botaniczny w Batumi - roślinność czyli kwiaty i krzewy to jest nadzwyczajny konik maryli, więc stracimy tam sporo czasu - już teraz obmyślam jakimi sposobami będę musiał odwodzić ją od przemycania stamtąd rozmaitych szczepów na pożytek domowego ogrodnictwa...

3. Wardzia - też wątek przewijał mi się we wstępnych analizach i też został kupiony

===

poczynając od przerwy śniadaniowej w pracy a potem wolnych chwil - guglałem ile się dało na podane wątki ...

i strach mnie ogarnia - bo tak mało czasu na uporządkowanie wiedzy i projektu...

o Ani też w sieci czytałem...

ale mroczne jakieś opinie i fotki były - takie odniosłem wrażenie...

z trasy wzdłuż granicy z Armenią i Iranem to nawet widząc jej zaznaczenie atrakcyjności na mapie - chyba po raz kolejny zestrachowałem ...

widać niby trasa górska - ale jaki stan nawierzchni...

do tej pory zetnąłem się z relacją Wojtka Franza na cro.pli ale nie wiele doczytalem się o jakości dróg...

także te wysokości - od dzisiaj moje autko jest w rękach solidnego mechanika, tradycyjnie dokupuję ubezpieczenie auto-pomocy ( strzeżonego nie tylko Allach strzeże )...

a jeśli już - to którym brzegiem jeziora Van wracać - północnym czy południowym ?

tak - piszesz o Batmanie i innych miejscowościach - a ja już papierową mapę złożyłem...

jestem pewien, że Ty masz już ten spłachetek ziemi w pamięci, też powoli się łapię nad tym, że po przejechaniu choć raz danej trasy zapamietuję ją...

sześć lat temu pojechałem w ramach improwizacji do BG - bez żadnej mapy - bo wyjechaliśmy z domku tylko na baseny termalne do SK, przewodnikiem na trasie był dziennik pokładowy z lat ubiegłych ale raczej służył do porównywania czasów pokonywania danych odcinków ...

słusznie zauważyłeś, że zdarza mi się lekko przekręcić nazwy miejscowości , po prostu wpierw zapisywałem sobie w rękopisie na kartce papieru a potem przepisywałem do notatnika w lapku...

zatem zastanawiałem się dzisiaj czytając o Wardzi rozmaite teksty - co będzie lepiej - nocując w Achalciche - pojechać do Wardzi marszrutką czy własnym autkiem ?

są minusy czekania i tłoczenia się w marszrutce ale za to ręce cały czas pozostają wolne do focenia ...

no i zawsze te swojskie klimaty - atmosfera ...

w TR też zacząłem lubieć dolmusze - jak nie miałem tam swojego autka ...

...

17 DDW - a miało być więcej - na życzenie rodziny maryli przyspieszyliśmy wyjazd i brakuje mi miesiąca do solidniejszego przygotowania...

pozostaje liczyć na porady Iudexa i innych życzliwych wojażerów...

PS - jakimś cudem dzisiaj program antywirusowy odblokował mi dostęp do forum kaukaskiego...

z tym, że tam nadal brak relacji jadących z własnymi koniami, relacje z punktu widzenia Pegaza nie zawsze są przekładające się na zapotrzebowania wiedzy solistów...

pozdrawiam, dziękuję i proszę o praktyczne porady jakie się jeszcze skojarzyć mogą...

wszystko będzie skonsumowane i wykorzystane...

włącznie z czaczą - lokalną odmianą rakijki...

i juz sobie szykuję smaka ... 

       

 

Ani też rekomenduję ;) 

Wardzia - też fajna, chociaż przy Hasankeyfie wymięka. no i Wardzii nie planują zatopić.

a w marszrutce do Wardzi (nie pamiętam czy z Ahalkalaki czy z Ahalcihe) którą jechałam na 10 osób było 10 turystów, w tym 10 Polaków - więc jeśli tylko o atmosferę chodzi, to jedźcie autem :) 

 

a co do różnic między czaczą a rakiją: może rakiji się nie pije do śniadania?

i ta porada Elli jest już cenną wskazówką...

dzienks...

a jeśli już w okolicy Wardzi zamelinowałbym się na przykład na 2 noclegi - to co jeszcze wrzucić do programu zwiedzania...

===

16 DDW...

dzisiaj autko odebrane od mechanika - czuje się jego przygotowanie do tak długiej podróży...

Wyjazd do Wardzi marszrutką zamiast własnym autem to kiepski pomysł. Pomijając polonijne klimaty w busie  ,to własnie w ten sposób pozbawiasz się wielu ciekawych fotostopów. Trasa do Wardzi , jeżeli chodzi o nawierzchnię jest  w górnej strefie stanów średnich. Dwa lata temu odcinek  między Khertvisi ( Xertvisi według innej translacji )  a Wardzią był w remoncie .Przypuszczam ,że do dziś ulepili tam całkiem zacną drogę.

 

Co do fotostopów:

Zaczynasz od zamczyska w Khertvisi ( u zbiegu rzek   41.479245, 43.285264   )potem masz gustowny przełom Mtkvari  oraz w promocji do tego : kościółek w Phia ,jaskinię Gelsunda i Jolda , fortecę Tmogvi ,ruiny karawanseraju i dopiero potem Wardzia jako wisienka na torcie .

 

poza Wardzią nie są to atrakcje światowego formatu , ale nudzić się nie będziesz.

 

Przegląd atrakcji regionu Samtskhe-Javakheti   

jest tutaj  http://psity.ge/?fun=gallery&lang=2 .Mam również obfotografowane tablice informacyjne  miejscowej informacji turystycznej  gdzie poszczególne atrakcje są zlokalizowane na dość szczegółowych mapach z podanymi koordynatami GPS  . W razie "W" mogę podesłać na priv , bo pliki mają po 10 MB

 

 

pozdrowaśki Piotr

bardzo interesujący, jako, że nie wszystkie obiekty i krajobrazy  są stosownie doceniane w przewodnikach lub osobista ich ocena bywa różna...

czasami aż obawiam się przejechać bardzo blisko - tak blisko, że wystarczy tylko zjechać kilka km z trasy a przegapi się...

obecnie jednak gospodarze terenu dbają o oznakowanie i widząc charakterystyczne brązowe tablice warto zatrzymać się, bo nie są one montowane bez uzasadnienia...

widząc przysłane przez Ciebie fotografie mniemam, że bracia Gruzini też nasiąkli już ową mentalnością informacji turystycznej...

Trasa wiedzie drogą o bardzo dobrej jakości ,szeroką i równą .Wysokości  n.p.m. również nie należy się obawiać ..nie zaobserwowałem aby jakieś auta miały po drodze problemy związane z brakiem tlenu. To nie jest droga górska typu "baranie kiszki " , gdzie na każdym zakręcie widzisz swoją tylną tablicę rejestracyjną .

 

Co do jeziora Wan:

Ja jechałem południową stroną .Nęciła mnie Twierdza Wan ( Van Kalesi ) i wysepka Ahtamar z ormiańskim kościołem .Wcześniej - absolutnie obowiązkowy- punkt programu w postaci Ishak Pasa Saray . 

 

 

pozdrowaśki Piotr

spływają kolejne njusy...

a ja nie wierzę w pechową trzynastkę...

wszelkie zabobonne przekazy przyjmuję jeno jako zalecenie wzmożonej ostrożności w bytowaniu na tym marnym świecie...

trochę wcześniej luknąłem na stronę paszportową - auswajsy są do odbioru, nie minął nawet miesiąc od złożenia wniosków - z początkiem tygodnia startujemy do Katowicowa po odbiór...

szkoda tylko tych starych - tak dużo jest w nich kolorowych pieczątek - wiz znaczkowych...

dziesięć latek wojażowania...

trochę dodatkowo żałuję, że nie wykorzystaliśmy tych paszportów do zwiedzenia kraju, który nie lubi "sąsiadów"...

ale to już historia - ciągle się pocieszam, że idą nowe czasy...

a w mieszkanku została ustanowiona "kupka wyjazdowa" na którą trafiły juz pierwsze przedmioty ekwipunku - przede wszystkim te niedawno nabyte...

także sprawdziłem wedle zalecenia Izy, że istnieje formularz kontaktowy na TwSie, cóż, jestem przyzwyczajony do odmienej postaci...

cóż, człek się całe życie uczy...

i raz jeszcze - 13 DDW...

jutro - będzie już tylko 12 DDW...    

a już zrezygnowałem z solidnego się przygotowania...

kilka imprez rodzinnych pod rząd w ostatnie weekendy i zero przysiadania nad mapami ...

żeby nie pomoc Piotra nasuwającego ciekawe rozwiązania u Gruzinów i aktualizowane a poszerzane przez Izę wątki - szczególnie te o Ani itede - to chyba miałbym randkę w ciemno z TR...

ale nie załamuję się, choć dzisiaj w świeżo serwisowanym autku strzelił wahacz lewy - autko ponownie u mechanika...

a tuż przed południem tyle było radości po odbiorze nowych paszportów - takich z dodrukowaną nad RP akcesją do UE...

pewnikiem tradycyjnie pojedziemy z wydrukami a na trasie będziemy rewaloryzować trasy wojażu...

pilnie studiowane prognozy pogody...

  

skrót powszechnie znany...

==

autko ponownie w naprawie, tym razem dosłuchałem się jakiegoś dziwnego szumu podczas jazdy powrotnej z urzędu wojewódzkiego po odbiorze paszportów...

dzisiaj pan mechanik potwierdził - łożyska do wymiany ...

cóż - 220.000 km na liczniku...

...

accuweather straszy mnie pogorszeniem pogody na powitalne dni w TR...

...

cóż, czasami zdarza się nastawić zegar do pracy wstecz, gorzej, że nie akceptuje tego zegar biologiczny...

...

a tu za przyczyną PiotraMKS odświeżanie pamięci maturalnej i zadania do rozwiązania...

oj żesz Ty Mojżesz...   

czarne chmury gromadzą się nad Gruzją, tak wynika z prognozy accuweathera na dni zaprogramowane na ten kraj...

co prawda nie będzie zimno ale mokro...

chętnie przeczytam kilka słów Piotra i Elli - jak zinterpretować ten czas, te miejsca, wszak to kraj prawie o klimacie subtropikalnym ale zawsze góry są górami...

tym nie mniej cieszę się niezmiernie, że Iza ( przy silnym udziale Piotra ) podsuwa mi ( prawie jak na patelni - tacy ) wątki o TR wschodniej, ktore być może okażą się więcej niż kołem ratunkowym, gdyby gruzińska aura nie miała dla nas wspomagania bóstw podróży ( nie wnikam w działanie "oka proroka" )...

ostatnie dzisiaj godziny to porządkowanie dokumentacji, przede wszystkim odnalezienie karty KGS - będzie ona doładowana za Derekoy...

przegląd informacji do tej pory zebranych - wszak czeka nas mocna improwizacja...

nastawiam się na trasę przez RO i BG - Małko Trnovo, stamtąd planuję ruszyć na podbój...

ale analizy prognoz pogody trwać będą aż do środowego wieczoru, gdy poproszę Was o trzymanie kciuków...      

Wywołany do tablicy zgłaszam się

 

 Ja deszczu w Gruzji z bliska nie widziałem, ale za to po drodze , w Turcji , wody z nieba było pod dostatkiem.Na waszym miejscu nie związywałbym się uczuciowo z myślą o kąpieli w Morzu Czarnym.Kiedy w północnej Turcji leje , to wszystkie rzeki spływające z gór  niosą niesamowite ilości mułu.Z poziomu drogi wygląda to bardzo widowiskowo - w czarnych wodach Morza Czarnego  , u ujścia rzek pojawiają się beżowe  plamy brudnej wody  z mułem.Przybrzeżne prądy rozwlekają to potem wzdłuż plaż , co skutecznie zniechęca do kąpieli.  

Z proponowanych do zwiedzenia w Gruzji obiektów   "na mokro" da się bez problemu zobaczyć ogród botaniczny .Wardzia  też da się zwiedzić , trzeba będzie zachować ostrożność , bo skały z pewnością będą śliskie ale w co bardziej eksponowanych miejscach są barjerki .

 

Co do trasy przez Rumunię i Bułgarję - z moich obserwacji wynika , że jest ona wolniejsza niż przez Serbię i Bulgarję ( chyba , że przez ostatnie sześć lat poprawiono radykalnie stan dróg ).

 

 

pozdrowaśki Piotr

 a ja deszcz w Gruzji widziałam. w sumie całkiem deszczowy był mój 2tygodniowy pobyt (na przełomie sierpnia i września): burzowe noce były m.in. w Bordżomi (taaaaka burza, pioruny waliły, deszcz zacinał, całe szczęście że trafiliśmy na jakąś chatkę, bo namiot by nie przeżył) i w Wardzi (też burza z piorunami, ale nie taka straszna. a może po prostu schowana w namiocie nie widziałam jaka straszna była). Poza tym zdarzyło się, że w Abastumani  i Tbilisi cały dzień lało jak z cebra, a w rejonie Adigeni non-stop siąpiło. 

Tak więc właśnie, góry to góry, deszczu się można spodziewać.

Piotrowi i Elli...

ich jakże lakoniczne podpowiedzi dały mi dużą wiedzę...

nie mogę zbytnio ryzykować z uwagi na stan zdrowia maryli - jest po 3 operacjach protez stawu biodrowego...

i tego bynajmniej nie ukrywam, takie jest życie "ciekawskich tego świata"... 

więc dopiero w TR podejmiemy decyzję co dodalszej trasy...

czyli rezygnacji z GE lub kontynuacji...

ale na pewno nic nie pójdzie na marne...

jeśli nawet odłożymy Gruzję na "za rok". to i literatura uzbiera się bogatsza...

dzienks raz jeszcze...

a teraz idę luknąć na accuweathera...

bo kalendarz wykazuje 3 DDW....

aż ciary biorą...

lubię ten dreszczyk przed wyprawą...

PS - co jeszcze mi Iza podpowie ?     

Gdyby Gruzja tym razem  nie doszła do skutku , to na otarcie łez jest taka wiadomość

http://www.loter.pl/wizz-air-do-gruzji-kijow-kutaisi 

 

pozdrowaśki Piotr

Cóż, trzeba było przeprojektować wojaż...

żadna praca nie poszła w komin...

być może trzeba będzie tam polecieć...

ale nie stresuję się - jeszcze tyle pięknych miejsc w TR do poznania pozostało... 

na razie odliczanie wskazuje już tylko 40 godzin...

...czemu rezygnujecie, jeśli wolno zapytać? Z drugie strony - wschodnia Turcja wystarczy na więcej niż 2-3 tygodnie zwiedzania :)

jest odłożeniem w czasie...

gdzieś tak na przyszły rok...

podstaw "przełożenia" jest kilka - poczynając od znacznych kosztów ubezpieczenia Voyażera, braku zasięgu ubezpieczenia typu assistance i zielonej karty...

również zbyt pobieżnego przygotowania - zabrakło na to miesiąca o który przyspieszyliśmy wyjazd...

z Turcji wschodniej chcę zrealizować Nemrut Dagi - zrezygnowałem z niego w roku 2009, przychodzi czas na odlożone segmenty...

także z Twoich propozycji ( jakże pięknie ilustrowane fotografiami Piotra ) też "cuś" wybierzemy...

wpadłem, żeby się odmeldować - do startu 6 godzin...

a tu "bankomat" TwS nieczynny...

zastrajkował, czy co ?
trzymajcie za nas kciuki...

a sami trzymajcie się zdrowo, długoterminowy prognosta pogody dla PL minę ma pochmurno - deszczową...

heja... 

Pogoda w PL mało nas w tej chwili interesuje, bardziej ta w Irlandii :)

Pieknych widokow, dobrej drogi, smacznego jedzenia, przyjaznych  ludzi, wygodnych lozek!!!

Juz teraz ciesze sie na relacje, zdjecia, przepisy itp!!!!!!!!!!!!!!!! ( nawet troche zazdroszcze..... ;) ale i podziwiwiam!!!

Pozdrawiam,

Lux

wróciliśmy późną nocką, zmęczeni ale pełni wrażeń...

materiału fotograficznego i faktograficznego starczy prawdopodobnie aż do zimy...

plan zasadniczny - ten po korekcie ( rezygnacja z Gruzji i Van ) - wykonany, choć w skromnym zakresie...

najwięcej wrażeń dostarczyła wyprawa na Nemrut Dagi...

a relaksu bajkowego - plażowanie w Kizkalesi...

już wkrótce start pełnej relacji...

Właśnie miałam zakładać wpis poszukiwawczy, a tu proszę, wróciliście szczęśliwie :) Czekamy niecierpliwie na początek relacjonowania wrażeń i opisy odwiedzonych miejsc oraz zjedzonych potraw. Tymczasem nam zegar odmierza ostatnie dni do wyruszenia na wyprawę - przejmujecie pałeczkę w aktywności na TwS na najbliższy miesiąc, bo my w piątek wyruszamy (właśnie wyjęłam ze skrzynki wyczekiwaną zieloną kartę).

Strony