2012 Turcja dookoła - część 2


Dzień czwarty: Ballica - Tokat - Komana - Unye


Rano jesteśmy pierwszymi zwiedzającymi, płacimy po 6 lirów i samodzielnie schodzimy do jaskini. Nie wolno fotografować, więc zdjęcia robimy ukradkiem, bez flesza. Niestety, nie udają się. Nagrywam na okulary szpiegowskie – za mało światła, prawie nic nie widać! Po wyjściu kupujemy zatem CD z nagraniem. Jaskinia jest piękna, trochę za mało światła, nie są podkreślone takie charakterystyczne dla niej formy naciekowe i „grzyby”. Ale ogólnie super!

Ballica

Jaskinia Ballica - meduzy

Jaskinia BallicaJaskinia Ballica - grzyby

Po wyjściu wypijamy kawę na tarasie, przypatrując się skromnemu urządzeniu, pracy młodego kelnera i jego starego pryncypała, obsługujących przybyłych w tym czasie turystów niemieckich oraz ogarniając piękne okoliczności przyrody.

BallicaBallica - góry wokół jaskini

Obraliśmy kierunek na Tokat, po drodze, w Pazar, Hania kupuje gorący ekmek, zawinięty w gazetę, który natychmiast rozszarpujemy i zjadamy. Pyszny!

PazarPazar - piekarnia, serwująca gorący ekmek

Przy drodze pojawia się zabytkowy budynek – to Mahpeti Hatun Karawanseraj. Wchodzimy do środka, jest czynny, bezpłatny, więc zwiedzamy, pijemy czaj, zdejmujemy na oba aparaty.

PazarPazar - karawanseraj

PazarPazar - karawanseraj - część zimowa

Pazar

Pazar - karawanseraj

W Tokat parkujemy na słynnej ulicy Sulusokak Caddesi w pobliżu meczetu Ali Pasa Camii.

TokatTokat - meczet Ali Pasa

TokatTokat - wjazd w Sulusokak Cad.

TokatTokat - meczet Alego Paszy

Uwagę zwracają kolumny portyku, różniące się od siebie (podejrzewam, że wykorzystano stare kolumny greckie lub rzymskie) oraz żółto-czarne kamienie obramowujące fasadę, łuki, okna (trochę to przypomina kościoły w Toskanii).

TokatTokat - meczet Ali Pasa

Tokat

Tokat - w meczecie

W środku malowidła na ścianach, wyposażenie typowe, jak to w meczecie. Zaliczamy przymeczetową toaletę, dość obszerną.

TokatTokat - toaleta przy meczecie

Idąc w kierunku ulicy oglądamy grobowiec Burgan Hatun, posadowiony znacznie poniżej obecnego poziomu terenu, dlatego otoczony jakby fosą. Sąsiadujący przez ulicę skwer (z fontanną-wodospadem) zbudowany jest na dachu bazaru, wejście po schodach pozwala dojść do bulwaru, przy którym przycupnął Ali Pasa Hamami. Oglądamy z zewnątrz, mamy ochotę na skorzystanie z łaźni, ale ostatecznie nie odważymy się wejść...

TokatTokat - jeden z wielu grobowców

TokatTokat - łaźnia

Idziemy uliczkami, potem bulwarem, trafiamy na duży bazar. Sprzedają tam m.in. miejscowe smakołyki – pekmez (coś jak rzadki dżem lub konfitura z owoców, np. winogron) czy Asma Yapragi (znane też jako dolma), kiszone lub marynowane liście winogron, do zawijania nadzienia, a’la gołąbki).

TokatTokat - bazar

TokatTokat - słoje z Asma Yapragi

Idąc Meydan Cadessi zaglądamy do odrestaurowanego Sedir Han, i przechodzimy do Hatuniye Camii, który zbudował Bajazyd II dla swej matki.

TokatTokat - dawny karawanseraj

TokatTokat - Hatuniye Camii

TokatTokat - tablica na meczecie

Po przejściu przez gwarny, targowy Meydan trafiamy na Tas Hani, odnowiony, ale klimatyczny bazar, gdzie sprzedają yazmacilik – ręcznie drukowane, czy raczej stemplowane, tkaniny i wyroby.

TokatTokat - Tashan

TokatTokat - w Tas Hani

TokatTokat - miejscowe wyroby drukowane

Na bazarze panuje atmosfera pikniku, wychodzimy na ulicę, obok jest Gok Medrese, najbardziej znany zabytek Tokatu. Wewnątrz ściany są/były(?) wyłożone turkusowymi płytkami, ale na zewnątrz „niebieskiego” nie widać.

TokatTokat - Gok Medresi

W dodatku furtka jest zamknięta, nie zobaczymy nic więcej... Idąc dalej ulicą widzimy stary klasztor derwiszów Sumbul Baba Zaviyesi i dalej grobowiec Sentimura.

TokatTokat - odremontowany klasztor derwiszów

Kierując się brązowymi tabliczkami ku zabytkom epoki bizantyńskiej idziemy klimatycznymi uliczkami, ale gubimy ślad i zmierzamy w kierunku Kale. Wąskimi uliczkami, pośród osmańskich domów, raczej w złym stanie, dochodzimy do samochodu i jedziemy kilkaset metrów na zachód, oglądając starą dzielnicę, w niej odrestaurowany bedesten (obecnie muzeum), meczet, hamamy, medresy, karawanseraje i domy, zbudowane chyba z antycznych kamieni.

TokatTokat - uliczki starego miasta

TokatTokat - widok na Kale

TokatTokat - bedesten na ulicy Sulusokak Cad.

TokatTokat - w starej dzielnicy

TokatTokat - w starej dzielnicy

Zawracamy na główną ulicę i opuszczamy Tokat, kierując się na północ.

Veni, vidi... (jak powiedział w tej okolicy Cezar), a jutro kąpiemy się w Morzy Czarnym!

Zaraz za Tokat mapa pokazuje wykopaliska (to prawdopodobnie Commana Pontica, antyczne miasto pontyjskie, w którym zmarł św. Jan Chryzostom, arcybiskup Konstantynopola, powracający z wygnania w Armenii), skręcam zatem do wsi i podjeżdżamy do stanowiska. Ochroniarz najpierw zadzwonił do przełożonych a po uzyskaniu zgody wpuścił „turisti” przez druty kolczaste na teren wykopalisk.

Nie było wiele do zwiedzania, zapoznaliśmy się zatem z Mehmetem czy Ahmedem i jego kolegą, pogadaliśmy o ME, pokazaliśmy kamper i pożegnaliśmy czule, miziając się policzkami (tylko ze mną, z kobietą poprzestali na podaniu ręki). Zrobiłem zdjęcia pobliskiej tamy i rzeki, niestety, nie widać było seldżuckiego mostu na Iris (Yesilirmak, Zielona rzeka przepływająca przez Tokat i Amasyę), podobno zbudowanego w 2 dni! Za to widzimy filary starego mostu na rzece niedaleko Niksar.

droga do NiksarDroga do Niksar - most rzymski? bizantyński?

Przez miasteczko przejeżdżamy bez zatrzymania się (a warto było, bo tu działał jeden z ojców kościoła, św. Grzegorz Cudotwórca, tutejszy biskup Neocezarei z III w.) i dalej, przez Pontyjskie Góry. Dobra jazda kończy się na wys. 1000 m, bo wjeżdżamy w chmury, pojawia się mgła, deszcz, a na dodatek droga odcinkami jest bardzo kiepska;

Tokat - NiksarTokat-Niksar - dolina rzeki Yesilirmak

Niksar - UnyeNiksar-Unye - przez Góry Pontyjskie, ok. 1300 m npm.

I tak prawie do Unye, dokąd docieramy w nocy. A tam miasto rozświetlone, tłumy na nadmorskim bulwarze, ciepło, morze szumi... Nadmorski park z boiskami, place zabaw z urządzeniami rekreacyjnymi, pięknie oświetlone zmieniającymi się kolorami, plaża, restauracje, bary, kioski, wszędzie pełno ludzi, głośna muzyka, wesoło, nowocześnie – jaki kontrast z Tokatem! Sprawdzamy sprawność fizyczną na huśtawkach, spacerujemy do późnej nocy.

Unye

Unye - nadmorski park

Unye

Unye - promenada

Unye

Unye - park rekreacyjny

Potem szukamy miejsca na nocny postój i znajdujemy nad samym morzem. Do snu kołyszą nas fale Morza Czarnego.

Powrót do spisu treści


Dzień piąty: Unye - Ordu - Giresun - Trabzon


Rano kąpiel zapoznawcza w morzu, po śniadaniu w trasę, nie widząc nic ciekawego do zwiedzenia przejeżdżamy przez Unye nadmorską autostradą kierując się na Ordu.

Unye

Unye - pierwsza kąpiel w Morzu Czarnym

Ordu

Ordu - kolejka linowa

W mieście zauważamy wagoniki kolejki linowej nad nasza drogą, więc parkujemy i za 5 TRY mamy fajną przejażdżkę na górę Boztepe. Z wagonika mamy niezwykłe spojrzenie na zabudowę miasta; ze wzgórza, turystycznie zagospodarowanego, rozciągają się piękne widoki na morze, plaże, góry, i samo miasto Ordu. Śladów starożytnego miasta Cotyora nie widzimy. Za to możemy zajrzeć do minaretu Yali Camii i zobaczyć z góry Fontannę Osman Pasa Sadirvan (1842).

Ordu

Ordu - widok z kolejki linowej

Ordu

Ordu - widok z wagonika

Ordu

Ordu - Yali Camii

Ordu

Ordu - fontanna

Wystarcza nam to, więc jedziemy dalej, do Trabzonu. Autostrada wiedzie przez góry, serwując piękne widoczki na morze, zatoczki, góry i tunele. Zauważamy, że każdy wolny placyk, czy nawet ulice, zasłane są plandekami, na nich leżą... orzechy laskowe, przesypywane, mieszane, dla lepszego wyschnięcia.

Droga Giresun - TrabzonDroga Giresun-Trabzon - jeden z wielu tuneli na tej autostradzie

Ordu - TrabzonOrdu Trabzon - suszące się orzechy laskowe

Mijamy miasta, wszystkie podobne, raczej nowoczesne, ale ze śladami antycznej przeszłości, np. Giresun.

GiresunGiresun - mury miasta

GiresunGiresun - grecka katedra z XVIII w., obecnie muzeum

Czas szybko mija i dojeżdżamy do Trabzonu. Droga do Sehir Merkezi pomija kościół-muzeum Hagia Sophia na przedmieściu (pierwsza porażka). Nie działa nawigacja, kieruję się tablicami i wyjeżdżamy w centrum, naprzeciw murów zamku, więc nawracam i wjeżdżamy na wzgórze zamkowe.

TrabzonTrabzon - widok na Kale

Parkuję na wąskiej ulicy przy Kale, zwiedzamy:

TrabzonTrabzon - Ickale Camii

TrabzonTrabzon - mury zamku i dolina Kuzgun

...meczet Icikale przy Cytadeli (nieturystyczny, choć z czasów Beyazyda), wejście do baszt zamku prowadzi chyba przez mieszkania, przylegające do murów i nie da się wejść (druga porażka). Nie działa nawigacja, a mapki miasta nie mamy, więc atmosfera robi się nerwowa... Zjeżdżamy na dół, kierując się mapką z przewodnika (sic!) wjeżdżam w deptak Uzun Sokak – tłok, chaos, nerwy – dowlekamy się do Ataturk Alani – nie ma mowy o zatrzymaniu się.

TrabzonTrabzon - ulica? deptak?

Kieruję na Boztepe, ale tracimy orientację i wyjeżdżam w okolicach portu. Nawrotka, powrót nadmorską autostradą do centrum, znów omijamy Aya Sofya, przejeżdżamy koło stadionu Trabzosporu i parkujemy niedaleko Atapark. Tutaj widzimy cmentarzyk, drewniany domek na palach (zabytkowy spichlerz), pomnik Ataturka, armatę (o! jaka wielka!), fontannę. Przy ulicy znajduje się Gulbahar Hatun Camii i grobowiec matki Selima I. W głębi jest fontanna ablucyjna, a kiedyś była także medresa, imaret i hamam, czyli typowy osmański kompleks kulliye. Z pobliskiego mostu Hatun oglądamy świeżo zagospodarowaną dolinę Kuzgun oraz mury twierdzy, z basztą i mostem Zagnos.

TrabzonTrabzon - cmentarzyk przy Atapark

TrabzonTrabzon - erander - typowy dla regionu budynek gosp.

TrabzonTrabzon - Gulbahar Hatun

TrabzonTrabzon - Gulbahar Turbesi

TrabzonTrabzon - dolina i most Zagnos

TrabzonTrabzon - baszta Zagnos

Przechodzimy na teren zamku średniego oglądamy Orthisar Camii, czyli dawniejszą XIII w. katedrę Najśw. Marii Złotogłowej, w której podobno pochowani są Komnenowie.

TrabzonTrabzon - Orthisar Camii

Chcemy ją zwiedzić, ale jakiś miejscowy zatrzymuje nas – źle ubrani! (kolejny pech). No, może i prawda, od razu źle się czujemy w krótkich spodniach... Na dziedzińcu, zamiast grobowców jest podziemna toaleta. Vis’a vis stoją nie wyremontowane budynki, widać przebudowy z różnych okresów.

TrabzonTrabzon - budynek naprzeciw d. katedry

Na przyległym placu jest kilka interesujących budynków, pomnik konny sułtana Selima i pieszego sułtana Sulejmana, jest stąd dobra panorama doliny i zachodniej części miasta. Szukając kolejnych zabytkowych atrakcji idziemy wg. „planu”, mijamy podobny do pałacu meczet Tabakhane, potem kluczymy, szukając ormiańskiego kościoła św. Anny z VII w. ale Kucuk Ayvasil Kilisesi znajdujemy dopiero po długich poszukiwaniach i... uwaga: rozpytywaniach.

TrabzonTrabzon - ormiański kościół św. Ann

Niestety – kościół zamknięty, na schodach siedzą i jedzą... Pech! Na dodatek kończą się baterie w aparacie (tragedia!), więc – powrót do samochodu ulicą K.Maras przez bramę Kazarkapi.

TrabzonTrabzon - ulica Maras

TrabzonTrabzon - brama Kale Kapi (Pazarkapi)

Wyjeżdżamy tunelem wiodącym dawną fosą (?) na nadmorską autostradę, biegnącą tutaj obok portu i lotniska, kierujemy się na wschód. Na pokładzie cały czas nerwowo i nieprzyjemnie, tak że Trabzon będzie się nam źle wspominało...

Mijamy wiele nadmorskich, nowoczesnych miejscowości, które nie budzą w nas chęci ich zwiedzenia, przewodniki o nich milczą, brzegi są przeważnie skaliste, plaż nie ma – po cóż się zatrzymywać? Do wieczora dojeżdżamy pod Pazar i znajdujemy spokojną zatoczkę na nocleg.

Powrót do spisu treści


Dzień szósty: Pazar - Ardesen - Sarp - Hopa - Borcka - Artvin - Savsat


PazarPazar - poranek na plaży

PazarPazar - port

...czyli dalsza podróż ku granicy z Gruzją. Po drodze szukam elektryka, bo spalił się bezpiecznik w ładowarce samochodowej, a bez tego nie funkcjonuje żadna ładowarka. W Ardesen w końcu trafiam do zakładu napraw sprzętu elektronicznego, a młody monter wyciąga z odpowiedniego pudełeczka odpowiedni bezpiecznik i – jako drugi w Turcji – nie chce pieniędzy! Na wszelki wypadek biorę 3 szt., a on z wyciągniętej dłoni wybiera 1 lira. Ja zaś bym go ozłocił za te bezpieczniki! Dużo serdecznych gestów, Allach akhbar, good bye, gule,gule. W mieście jest dużo hurtowni z herbatą, kupujemy dużą torbę tego miejscowego produktu o nazwie Karadeniz Export Tea, a w markecie także inne produkty. Konstatujemy, że większość jest w podobnej cenie jak w Polsce, chleb tańszy, natomiast np. masło czy cukier, są droższe.

ArdesenArdesen - warsztat samochodowy

ArdesenArdesen - ulica na przedmieściu

Góry po południowej stronie drogi porastają plantacje herbaty, pięknie zieleniąc zbocza. Liczne tunele przecinają te góry, schodzące wprost do morza. Ostatni tunel wyprowadza na przejście graniczne z Gruzją. Przyjechaliśmy tylko po to, żeby je zobaczyć, i popatrzyć na Gruzję, nasz cel podróży w przyszłości.

okolice RizeOkolice Rize - plantacje herbaty

Sarp

Sarp - granica z Gruzją

Sarp

 Sarp - przejście graniczne w tle

Za granicą plaża, ludzie się kąpią, opalają. Po „naszej” stronie, takie same morze, ale nikt z niego nie korzysta. Jest tak, jak się obawiałem: Turcy nie potrzebują morza do kąpieli, mają do tego łaźnie! Kobiety wschodu nie przychodzą na plaże, by się opalać, żaden Turek na to nie pozwoli. A kąpią się tylko dzieci i chłopcy.

Wracamy w kierunku miasta Hopa, w końcu znajdujemy kawałek plaży, gdzie jednak są także „normalni” ludzie, kąpiący się i opalający, w tym dziewczyny w bikini, więc i moja kobieta odważa się na zażywanie Morza Czarnego. Woda czysta, ciepła, plaża kamienista, ale jest cudownie!

Hopa

Hopa - plaża

Hopa

Hopa - plaża

Hopa

Hopa - na plaży

Kończymy podróż po regionie Morza Czarnego i odpoczywamy przed jazdą w „dzikie krainy” wschodniej Anatolii. Po obiedzie „osiołek” ruszy w drogę przecinającą jedne z najwyższych gór Turcji – Kackar .

Pierwszy odcinek: Hopa – Borcka. Droga okazuje się dobra – podjazdy nie są strome, wysokość umiarkowana, serpentyny pozwalają zobaczyć piękne widoki z obu stron, na górki pokryte gęstą zielenią plantacji herbaty i drzew. Pośród zieleni, na zboczach rozrzucone są domki, często drewniane, z werandami na palach, czyli takie jak serander wystawiony w Atapark w Trabzonie. Od pobocza szosy do nich lub do poletek herbaty przerzucone są, nad dolinami, wyciągi linowe vargel –służące do transportu towarów w górach. Oczywiście, naszą uwagę przyciągają piękne formacje skalne, niestety, nie znajdujemy minerałów ani okazów paleontologicznych :(

Hopa

Hopa

do Borcka

Do Borcka - plantacje górskie

Droga do BorckaDroga do Borcka - przez góry

Droga do BorckaDroga do Borcka - formacje skalne (margle i wapienie)

Za przełęczą Cankurtaran Gecidi (690 mnp) krajobraz zmienia się – znikają poletka herbaty, zbocza porastają drzewa, z rzadka pojawia się poletko kukurydzy. Nad dolinkami przerzucone są prymitywne, lecz skuteczne, mostki wiszące. Widać, że rejon jest uboższy i słabiej zagospodarowany, ale inwestycje drogowe idą z rozmachem.

Zjeżdżając z przełęczy natrafiamy na kontrolę policyjną – po raz pierwszy od granicy poproszono nas (po angielsku!) o wszystkie dokumenty, policjanci skrupulatnie zapisali nasze dane, wypytali o dalszą drogę i życzyli powodzenia w dalszej podróży.

Sądzę, że nasze dane przekazali kolegom, bo później, podczas licznych „worków” robionych przez polisi i jandarma byliśmy traktowani jak starzy znajomi: aaa!turisti- można jechać dalej; gule, gule!

droga do BorckaDroga do Borcka - przełęcz

droga do BorckaDroga do Borcka - kontrola policyjna

BorckaBorcka - mostek - jeden z wielu

BorckaBorcka - będzie autostrada

W miasteczku Borcka wjeżdżamy w dolinę rzeki Coruh Nehri, wpadającej do Morza Czarnego po gruzińskiej stronie. Rzeka jest wykorzystywana – zbudowano na niej 12 tam i hydroelektrowni, widzimy jedną z nich i jezioro zaporowe.

BorckaBorcka Baraji

BorckaBorcka - zaporowe jezioro - rzeka

Dalej droga wije się wzdłuż rzeki po zboczach wysokich gór Kackar (od południa szczyty do 3377 m npm) i Karcal (od północy, 3415 m npm), doprowadzając nas do Artvin. Miasteczko położone jest na zboczu, dojazd drogą ostro w górę, docieramy tylko do stacji paliw, tankując najdroższą ropę na całej trasie – po 4,05 za litr. Wąskie ulice i strome podjazdy zniechęcają - nie obejrzymy zamku (widać go było z daleka, na wysokiej skale), założonego przez króla Osetyńskiego w 937 r, pod nazwą Livana, a odbudowanego przez Sulejmana Wspaniałego w XVI w. Z daleka widać olbrzymi posąg Ataturka, zbudowany na wzgórzu, oczywiście Atatepe. Pomnik ma wys. 22 m, wykorzystano 40 ton stali i 10 ton miedzi, wokół niego wybudowano ośrodek rekreacyjny, odbywają się tam uroczystości i festiwal tańców.

ArtvinArtvin - w tle Cytadela na skale

ArtvinArtvin - pomnik Ataturka

Jadąc dalej chłoniemy piękno wysokogórskiego krajobrazu, na który nałożono bezpardonowo cywilizacyjne szory dróg dojazdowych do budowy wielkiej tamy Deriner Baraji (wysokość 239 m - siódma na świecie wśród zapór betonowych, długość 720 m, 670 MW).

ArtvinArtvin - Deriner Baraji

ArtvinArtvin - zapora Deriner

Widoki zaiste porażające: piękne i zarazem okropne - gwałt zadany naturze. Dobrze, że rany zaleczy czas i sama natura.

Budowniczowie drogi zadbali o turystów – z platformy widokowej Fatih można dokładnie zobaczyć budowę zapory i całą okolicę.

Na platformie spotkaliśmy parę młodych Kurdów, zrobiliśmy sobie nawzajem zdjęcia pamiątkowe, oni poczęstowali nas zimnym (z termosu) napojem orange, my ich zimnym (z lodówki) Karmi (zalety Karmi to temat na oddzielny wątek).

ArtvinArtvin - na platformie widokowej

ArtvinArtvin - na platformie

Kilka kilometrów dalej droga skręca na wschód, w dolinę rzeki Borta Suyu, dopływu Coruh Nehri, i łączy się z trasą z Erzurun.

Jazda wysokogórską doliną dostarcza niezliczonych „ochów” nad pięknem krajobrazu i zdziwienia nad bezpardonowym traktowaniu przyrody przez budowniczych dróg.

droga do ArdahanDroga do Ardahan - dolina rzeki Borta

droga do ArdahanDroga do Ardahan - przełom rzeki

Pod wieczór dojeżdżamy do Savsat, jest chwila na zwiedzenie Kalesi – twierdzy zbudowanej prawdopodobnie w IX wieku przez gruzińską dynastię Bagratydów. Zamek Satlel został w XVI w. przejęty i przebudowany przez Ottomanów. Od 1961 r. prowadzone są prace archeologiczne, a od 2007 trwa restauracja zabytku.

SavsatSavsat - Satlel Kalesi

Savsat

Savsat - wieża w Savsat Kalesi

SavsatSavsat - dziedziniec Kalesi

SavsatSavsat - Kalesi

SavsatSavsat - kaplica

SavsatSavsat - w Kalesi

Na mnie największe wrażenie zrobiła duża ilość kości zwierząt i (chyba) ludzi, występująca w hałdach wydobywanej ziemi, wyrzucanej poza mury oraz wewnątrz pomieszczeń.

Kamienne budynki (widać pozostałość kaplicy, baszty, mury zewnętrzne oraz zarysy budynków mieszkalnych i gospodarczych) dają wyobrażenie o niegdysiejszej ciasnocie tego lokum.

Dziedziniec był otwarty, nie było już ochrony, natomiast baszty były niestety niedostępne.

Ponieważ zmierzchało, przejechaliśmy przez nieciekawe miasteczko, zatrzymując się na jego południowym krańcu, na placyku nad rzeczką, szumiącą pobliskim wodospadem.

Próbowałem nabrać wody z rury doprowadzającej ją do koryta – poidła, ale chłopcy po turecku i gestami pokazali, żebym wodę pobrał z toalety przy pobliskim meczecie. Ponieważ był tam szlauch, wykorzystaliśmy okazję by napoić „osiołka” do pełna. Hania zaczęła także myć zakurzony samochód, a to nie spodobało się Allachowi – momentalnie spadł ulewny deszcz!!! Schowaliśmy wąż do pomieszczenia i deszcz przeszedł, a samochód został dokładnie opłukany! Powróciliśmy na placyk, nocleg byłby fajny, gdyby nie ten „huk” wodospadu :)

SavsatSavsat - miejsce postojowe, w tle meczet, wodospad

Powrót do spisu treści