2012 Turcja dookoła

Termin
Rozpoczęcie: 
05/09/2012
Zakończenie: 
03/10/2012
Podróżnik: 
Lukroman
Organizator: 
brak

Gdyby nasz "osiołek" umiał mówić, napisałby lepszą, bardziej prawdziwą i barwną relację z naszego "Tour de Turkye", ale... W tej niezręcznej dla niego - wszak jest pełnoletni - sytuacji wyręczę go, tak jak on nas wyręczał z dźwigania naszego domku na plecach. A było co: normalne M2 z kuchnią, sypialnią, łazienką, spiżarnią i lamusem na wszelkie "przydasie". I z każdym dniem przybywało nowych trofeów, miejscowych specjałów i prezentów. W sumie 3 tony na biedne 85 KM - ale dał radę; trzeba go pochwalić, że nie zawiódł i szczęśliwie przemierzył prawie 11 tys. km, w tym ponad 6 tysięcy km po TURCJI.

Mapka trasy


Dojazd


Rozpoczynają się przygotowania: nawiązanie znajomości z Turcją w Sandałach, czerpanie wiedzy, planowanie trasy i wyposażenia odbyło się z Waszą pomocą. Samochód, z problemami, przygotowałem ja, a Hania zrobiła "babską" część - oto nasze "tureckie" jedzenie :))

DojazdNasze tureckie jedzenie

Wyjechaliśmy ze Szczecina 5 września o 13-tej. Autostradami niemieckimi (bezpłatnie), czeskimi (18 euro za 1 m-c) dojechaliśmy późną nocą do Słowacji. Ponieważ nie chcieliśmy płacić 14 euro za 80 km trasy, pojechałem przez miasteczka, kierując się na Komarno. Nocleg znaleźliśmy przy stacji kolejowej Chemolak Smolenice. Nazajutrz obejrzeliśmy zamek w Trstinie, potem zwiedziliśmy piękne miasto Trnava (mieliśmy tam przedsmak Kapadocji, oglądając pomieszczenia wykute w skale).

DojazdTrnava

DojazdTrnava, nie Kapadocja

Przed granicą kupiłem paliwo do pełna (bo za euro) i przejechaliśmy Dunaj po raz pierwszy. Dalej już świetnymi węgierskimi autostradami, nie opłacając winietki, gdyż wydało nam się, że 1-dniowa jest zwolniona (na tabeli była kreska...). Przejechaliśmy Magyarorszag ciurkiem, nie zatrzymywani, aż do granicy z Serbią. Tam podlegliśmy kontroli paszportowej i celnej – dość pobieżnej, ale z zaglądaniem do środka kampera. Przez Serbię jechało się długo, płacąc za odcinki autostrady do Nowego Sadu (4,5 euro - bo samochód wyższy niż 1,90 m), do Belgradu 3 euro, do Niszu 9,5 euro. Przespaliśmy noc na stacji paliwowej przed Niszem. Potem już drogą jednopasmową, wijącą się wąwozem wzdłuż rzeki i toru kolejowego dojechaliśmy do granicy bułgarskiej.

DojazdDroga Serbia - Bułgaria

Tu znów kontrola, dosyć pobieżna, opłata 8 euro za winietkę i – kierunek Sofia. Droga prowadzi przez centrum miasta. Ruch umiarkowany, bez trudu przejechaliśmy przez ścisłe centrum, zatrzymaliśmy się nawet, aby zrobić zdjęcia.

Dojazd

Sofia stara i nowsza

DojazdSobór Aleksandra Newskiego

Autostrada A1, miejscami tylko dobra nawierzchnia, przeważnie tarka (lepiej jechać po poboczu!) do okolic Płowdiwu, dalej zwykła droga, na wielu odcinkach kiepska, a ruch duży (przeważają tureckie tiry). Przed granicą tankujemy do pełna, płacąc kartą. Teren przygraniczny jak po hekatombie – opuszczone, zrujnowane „sklepy”, „bary”, stragany, itp., gdzieniegdzie czynne, ale bałagan i brud rzucają się w oczy. Odprawa bułgarska bez problemu (opuszczamy UE) i wjeżdżamy na strefę bezcłową.

Inny świat: przestrzeń, czysto, duży budynek z restauracjami, sklepami bezcłowymi, biurami. Zatrzymujemy się na parkingu, aby rozeznać sytuację, robimy zdjęcia startowe do „Turcji w sandałach”.

TurcjaGranica - Turcja w sandałach

Turcja Granica - start do TwS

Powrót do spisu treści


Wjazd do Turcji


Pilot z polskiego autokaru wyjaśnia, gdzie trzeba pójść po wizę. W małym kantorku, za miejscem odprawy paszportowej schowany! Kupujemy wizy po 15 euro i wjazd. Kontrola paszportowo-wizowa, potem kontrola dokumentów samochodu (dowód rej., ubezpieczenia, zielona karta) zakończona wpisem do mojego paszportu. Dobrze, że urzędnicy robią swoje nie pytając po turecku, bo umarł w butach :) Na koniec przeszukanie samochodu i droga wolna. Trzeba kupić karty autostradowe, pytamy na granicy Polaków w busie, ale nie wiedzą. Jedziemy zatem, kierunek Istanbul. Pojawia się wreszcie autostrada z bramkami, na jednym stanowisku uprzejmy pan sprzedaje nam kartę KGS za 20 euro. Lirów nie mamy, bo nie było gdzie wymienić, noc... Jedziemy, droga się dłuży, myślałem, że do Stambułu jest bliżej...

Wreszcie wjeżdżamy do molocha, kierując się na most nad Bosforem. Bez trudu, choć w napięciu i stresie, wjeżdżamy na pięknie oświetlony most, o zmieniającej się barwie oświetlenia. Z prawej Złoty Róg, ale trzeba szybko jechać, nie ma czasu na obserwacje. Próbuję nagrywać na okularach, przekazuję je Hani, wyszło niezbyt udanie. Za mostem zatrzymuję się i robię kilka zdjęć na most z azjatyckiej strony.

Turcja

Most na Bosforze

Turcja

Most na Bosforze

Potem kierujemy się na Ankarę. Jest weekend, droga zapchana (godz. 12 w nocy) i w dodatku jakiś korek, samochody lawirują, każdy chce być lepszy. Po godzinie minęliśmy jakąś stłuczkę, droga się udrożniła i jechaliśmy wypatrując miejsca na nocleg. W końcu zatrzymaliśmy się na dużym parkingu autostradowym. Dobranoc...

Powrót do spisu treści


Turcja dzień pierwszy: Bolu - Yenicaga - Safranbolu


Jedziemy dalej, mając widok na Morze Marmara, potem, w okolicach Düzce, przy autostradzie znajduje się duży obiekt handlowy typu Outlet. Z przyjemnością zgłębiamy jego klimatyzowaną zawartość. Niestety, nie ma wi-fi, recepcja nie mówi po angielsku, a zawartość i ceny odstręczają moją zakupoholiczkę od sięgania po portfel.

Outlet koło DüzceOutlet koło Düzce - współczesny karawanseraj

ParkshopParkshop - od mydła do powidła

NowoczesnośćNowoczesność, a wi-fi nie ma!

Jedziemy dalej, do Bolu. Wreszcie pojawia się odjazd w kierunku południowym, którym - wg nawigacji - mamy dojechać do jeziora Abant. Ale droga pnie się ostro w górę, serpentyny, osiołkowi ciężko, dobrze, że droga z pasem dla powolnych... nie trąbią... Po osiągnięciu przełęczy widzimy, że autostrada pokonuje to wzgórze tunelem. Frajerzy z nas. Ale widoki piękne!

Niewielu przejeżdżających to zła prognoza dla licznych - na przełęczy - knajpek i kramów z wszystkim. Rezygnujemy z jeziora, wszak na mapie jest kilka innych, wykąpię się, na pewno!

Jedziemy do Bolu - musimy wymienić euro na liry, kupić kabel do ładowarki 12V naszych komórek (świeżo kupiony, a nie działa), jakieś jedzenie i paliwo. Po drodze stacje oferują motorinę nawet po 3,35 TL/litr. Wjeżdżam do centrum, w labirynt wąskich uliczek, wreszcie placyk, zatrzymuję się byle jak, ale biorę przykład z innych. Szukam kabelka po licznych sklepikach z komórkami, w jednym znajduję, ale nie sprzedadzą za euro. Gdzie jest kantor? Tam, w centrum, pokazują.

Zostawiamy samochód, idziemy na azymut. Trafiamy na Yildirim Beyazit Cami (Ulu Cami) oraz Tas Hani (bazar), a przy nim ruchome schody - zjeżdżają na plac z fontanną. To centrum: banki, hotele, urzędy. Trafiamy na kantor (Doviz), wymieniamy 700 euro po 2,275 YTL. Potem oglądamy z ciekawością ekspozycję starych przedmiotów codziennego użytku, zawieszonych na ścianie starej łaźni (Hamam). Niektóre znamy, takich samych lub podobnych używali nasi dziadkowie... Parę zdjęć, wracamy do samochodu przez bazar, Hania ciekawie przygląda się towarom, nie znajduje niczego dla siebie, za dużo chińszczyzny...

Bolu

Bolu - uliczki Sehir Merkezi

Bolu

Bolu - Tas Hani

Bolu

Bolu - Ulu Camii

Bolu

Bolu - Hamam z ekspozycją

Bolu

Bolu - fontanna w centrum

Bolu

Bolu - uliczka handlowa

Po drodze zachodzę do jeszcze jednego sklepu z komórkami, pokazuję mój htc i wtyczkę do zapalniczki. Młody szybko łapie o co chodzi, bierze kilka kabli, idzie do samochodu, przymierzamy - nic nie pasuje. Zanim zebrałem się szukać dalej, pobiegł do sklepu „konkurencji” i przyniósł kabel pasujący, podłączyliśmy, ładuje! Chcę płacić (w sklepie żądali 10 lira), chłopak odmawia, kładzie rękę na sercu – gift. Niezwykłe! Nie widziałem żadnego innego klienta w jego sklepie, wyszedł z niego, pozostawiając otwarty, szukał kabelka u sąsiadów, znalazł i podłączył - gratis. Naprawdę nie chciał pieniędzy. Pierwszy i przedostatni raz spotkaliśmy Turka, który nie chciał pieniędzy!!!

Kierowani przez „papugę” opuszczamy centrum i kierujemy się na autostradę. Przy drodze tankuję do pełna ropą po 3,75. Wjeżdżamy na Istanbul-Ankara Otoyolu i śmigamy ile osiołek może. Po drodze jest jezioro Yenicaga, czas na popasul. W lasku nad jeziorem kilka rodzin piknikuje, nad brzegiem wędkują. Woda brudna, plaża brudna, nikt się nie kąpie, ja też nie będę! Jemy obiad w samochodzie, chociaż w pobliżu jest bufet z niedrogim menu.

YenicagaJezioro Yenicaga

YenicagaJezioro Yenicaga

Jedziemy dalej autostradą, po drodze mijając miasteczko Gerede, tam odjazd w kierunku Samsun drogą E80. Do Safranbolu przyjeżdżamy w nocy, parkując w okolicach starego miasta – Carsi. Zwiedzamy parę uliczek, ale słabo oświetlone, zdjęcia nie wychodzą. Parkujemy na noc.

SafranboluSafranbolu - muzeum

SafranboluSafranbolu - przed Carsi

Powrót do spisu treści


Dzień drugi: Safranbolu - Kastamonu - Osmancik


Rano budzą nas koguty i dzieci: hello, hello, money, bon-bon... Przejeżdżamy przez centrum, zawracamy w okolicach otogaru, parkujemy na ulicy Hamamonu Cad.

Pan parkingowy z drukarką biletów chętnie pomaga, bilet wkłada za wycieraczkę, (potem policzy za każdą godzinę... zapłaciliśmy 5 lirów), idziemy zwiedzać miasto.

Najpierw kierujemy się w lewo, w górę, oglądając osmańskie domy, niektóre zamienione na pensjonaty i hoteliki, przytulone do zbocza skały, górującej nad tą dzielnicą miasta (można tam wjechać samochodem terenowym od strony północnych wzgórz), wąskie uliczki, meczet. Wracając widzimy mały kamienny mostek nad dolinką, która po drugiej stronie drogi staje się kanionem.

SafranboluSafranbolu - typowa zabudowa

SafranboluSafranbolu - ulica w Carsi

SafranboluSafranbolu - domy w Carsi

Idziemy w kierunku Cinci Hani wąską uliczką, zastawioną stolikami, przy których popijają czaj miejscowi. Turyści są widoczni, ale nie ma tłoku. Wchodzimy na dziedziniec (opłata 1 lira/osobę), zwiedzamy (1 lira/os). Niby hotel, ale trochę muzeum - w pomieszczeniach na dziedzińcu urządzono tematyczne wystawy z manekinami, obrazujące dawniejsze życie w karawanseraju. Wolno także wejść na górne kondygnacje, zobaczyć apartament oraz panoramę miasta z tarasu na dachu. Korzystamy z tych okazji, robimy zdjęcia.

SafranboluSafranbolu - Cinci Hani

SafranboluSafranbolu - Cinci Hani

SafranboluSafranbolu - Cinci Hani - jedna z ekspozycji tematycznych

SafranboluSafranbolu - Cinci Hani - apartament

SafranboluSafranbolu - Cinci Hani - apartament

SafranboluSafranbolu - Kazdagli Camii

SafranboluSafranbolu - Hidirlik Tepesi

SafranboluSafranbolu - Cinci Hani - toaleta

Wychodzimy z obiektu wprost na urokliwą uliczkę bazarowo - kawiarnianą. W Cafe Nostalgi wypijamy cay oraz zjadamy lokum, wyrabiane podobno na miejscu (niesmaczne). Potem przechodzimy do Koprulu Mehmet Pasa Camii. Na Koprulu Meydani oglądamy, stojący w cieniu, zegar słoneczny, potem zwiedzamy meczet z 1661 r. od środka, na bosaka, Hania odpowiednio zasłonięta. Nic szczególnego nie zobaczyliśmy.

SafranboluSafranbolu - Cafe Nostalgi

SafranboluSafranbolu - w Cafe Nostalgia

SafranboluSafranbolu - Ahmet Pasa Camii

SafranboluSafranbolu - przed wejściem do meczetu Ahmet Pasa

SafranboluSafranbolu - w Ahmet Pasa meczecie

SafranboluSafranbolu - zegar słoneczny wskazuje czas modlitwy

Potem wędrujemy nastrojowymi uliczkami, trafiamy na Informację Turystyczną, dostajemy mapkę oraz informację, że wi-fi złapiemy w Cinci Hani. Meczet Kazdaglioglu „olewamy”, natomiast Cinci Hamami budzi nasze zainteresowanie i Hania postanawia skorzystać. Wracam więc do samochodu po odpowiednie okrycia i przybory, przekazuję żonie, która dzielnie oddaje się w ręce łaziebnych. Wg. późniejszych informacji: została zaprowadzona do centralnej sali z ośmiokątnym podestem marmurowym do masażu. Na otrzymanym ręczniku lnianym została poddana: pilingowaniu (ostrą, namydloną rękawicą), opłukaniu wodą z wiadra, masażowi mydlaną pianą, opłukaniu. Następnie był masaż twarzy, głowy, mycie włosów, odpoczynek. Trwało to ok. 2 godziny, była jedyną klientką. Zadowolona z usługi, zapłaciła 35 TL.

SafranboluSafranbolu - uliczka

SafranboluSafranbolu - Cinci Hamami

SafranboluSafranbolu - Cinci Hamam wewnątrz

Ja w tym czasie ponownie poszedłem do Cinci Hani, poprosiłem o password do wi-fi i korzystam z cywilizacji netowej. Wypijam kawę po turecku, potem czaj, obsługa sympatyczna, uśmiechnięta. Płacę w kasie, wydają paragon i resztę, nikt nie wymaga napiwku nie widać też boxu na tipsy. Żegnamy przyjemny Cinci Hani, wracamy do auta, wjeżdżamy na przeciwległe wzgórze Hidirlik Tepesi, żeby zdjąć panoramę Dolnego Miasta. Do Czajhanu – pięknego tarasowego budynku zawieszonego nad murem – nie zaglądamy, nie ma gdzie zaparkować. Pomijamy inne części miasta i wyjeżdżamy w kierunku Kastamonu.

SafranboluSafranbolu - widok na Carsi z Hidirlik

SafranboluSafranbolu - widok z Gumus Tepesi - z Safranbolu aż po Karabuk

Jedziemy dobrą górską drogą, przecinającą góry porośnięte lasem (prawie jak w Polsce), pola i nieliczne wsie. Po drodze widzimy zamek w miasteczku Arac, wyraźnie odbudowany, więc nie zbaczamy z trasy.

Droga Safranbolu - KastamonuDroga Safranbolu - Kastamonu - lasy jak w Polsce - sosny, mech...

Arac - Kastamonu

Arac - Kastamonu - Kale - twierdza z czasów bizantyńskich

Po trzech godzinach dojeżdżamy do Kastamonu. Z daleka widać blokowiska oraz Kale, ku której kieruję „osiołka”.

Wjeżdżamy na główną ulicę, przedzieloną - ujętą w betonowe koryto – rzeką Gok, skręcamy w lewo, mijając wyglądające na stare: meczet i hamam. Hania fotografuje liczne domy osmańskie, dużo z nich jest bliskie ruinacji. W przeciwieństwie do tych w Safranbolu raczej nie są to hotele czy pensjonaty, lecz mieszkania tubylców.

KastamonuKastamonu - rzeka Gokirmak przedziela Kastamonu

KastamonuKastamonu - Sinanbey Camii 1571 r.

KastamonuKastamonu - droga ku Kale

KastamonuKastamonu - Przekrój przez dom 'osmański'

Docieramy do podnóża cytadeli, parkujemy naprzeciw „wodospadu”, idziemy po schodkach w górę, potem bitą drogą do Kale.

KastamonuKastamonu - sztuczny wodospad u stóp Kale

Na drodze do twierdzy kramy z wyrobami pamiątkarskimi, jak to przy turystycznej atrakcji. Na szczęście sprzedawcy nie są zbyt natarczywi.

KastamonuKastamonu - miejscowe drukowane szmatki sprzedają przed Kale

Przez łukowo sklepioną bramę wchodzimy do Kale, bezpłatnie. Wewnątrz trochę bizantyńskich murów, większość odbudowana, otwory do pomieszczeń podziemnych zakratowane. Na szczycie dwie armaty, przejście do baszty bramnej, nieodłączny maszt z wielką flagą Turcji.

Kastamonu

Kastamonu - wejście do Kale

KastamonuKastamonu - Kale - zamek z epoki bizantyńskiej

KastamonuKastamonu - wieża bramna

KastamonuKastamonu - na szczycie Kal

No i najważniejsza atrakcja: piękna panorama miasta i okolicy.

KastamonuKastamonu - widok na centrum

 

KastamonuKastamonu - Saat Kulesi

Widzimy piękną wieżę zegarową, przy niej jakaś impreza dudniąca bębnami. Postanawiamy tam jechać. Schodzimy przez basztę, ale schody kończą się 1,5 m nad drogą, więc z uwagi na osłabione Anine kolana wracamy tradycyjną drogą. Kierujemy się główną drogą na północ, potem jeżdżę po uliczkach, nie mogąc trafić do wieży. Zapytaj od drogę! - krzyczy mój pilot, sama zapytaj - koniec dyskusji. Widzimy pałac gubernatora, nowoczesne obiekty handlowe, minarety, stare domy osmańskie i całkiem nowe bloki, a wieży zegarowej nie!

KastamonuKastamonu - pałac gubernatora

KastamonuKastamonu - w mieście

KastamonuKastamonu - nowe miasto

Z tego szukania wyniosło nas na obrzeża miasta i postanawiam dalej już nie kluczyć tylko obieram kurs na Tosya drogą nr 775. Przed miastem droga osiąga przełęcz 1650 m npm.

droga Kastamonu - TosyaDroga Kastamonu - Tosya - przełęcz

Potem w dół, miasto mijamy po ciemku, nie znajdując nic ciekawego do obejrzenia, jedziemy w kierunku Merzifonu. Docieramy do miasta Osmancik, gdzie zostajemy na noc, na placu u podnóża skały, nad rzeką Kizilirmak. Przechodzimy pięknie oświetlonym mostem Koyunbaba zbudowanym w 1489 r. na drugą stronę, widzimy osiatkowane boisko i grających amatorów, meczet, budynki publiczne, znaczy – nic, zwykłe miasto... Wracamy, zaglądam do dziury w skale – obiecująca :)

OsmancikOsmancik - most Koyunbaba

OsmancikOsmancik - jaskinia?

Powrót do spisu treści


Dzień trzeci: Osmancik - Amasya - jaskinia Ballica


Nocleg na placu targowym w Osmancik zostaje przerwany około pierwszej - dobijają się żandarmi. Krótka dyskusja - oni po turecku, ja po angielsku, niemiecku, dogadujemy się na migi. Sprawdzają tylko, czy wszystko OK?. Na kartce piszę: gece uyumak yarin OK? Pomaga, odchodzą. Ale śpimy czujnie! Widzimy zjeżdżających się rolników i sprzedawców, jedni całą noc szwendają się, inni śpią pod derkami, płaszczami lub kartonami, niespokojnie jest do rana.

Wczesna pobudka - oglądamy skałę z twierdzą w pełnej krasie. Biorę latarkę, aparat, wchodzę do dziury. Najpierw schody wykute w skale, potem piaszczysta skała, ale ktoś założył sznur – poręczówkę. Hania wycofuje się, ja się wspinam, adrenalina nie pozwala się wycofać! Stromym tunelem wciągam się na górę, lina zawiązana na patyku, zapartym o ściany, nie budzi zaufania, obraca się, gdy się po nim pnę na górę, niebezpiecznie!!!

OsmancikOsmancik - twierdza

OsmancikOsmancik - tunel do twierdzy

OsmancikOsmancik - wyjście na powierzchnię

Wychodzę na płaszczyznę powyżej murów, pełno tam otworów - zapadni, więc po spojrzeniu z góry na ulicę tarasowym zboczem wchodzę na skały powyżej, kierując się na widoczny na szczycie maszt z flagą. Nie jest łatwo, wulkaniczna skała jest śliska, a idę po urwistej, wschodniej stronie. Zdobywam wreszcie szczyt, fotografuję naokoło i powrót.

OsmancikOsmancik - widok z murów twierdzy

OsmancikOsmancik - schody na górę twierdzy

OsmancikOsmancik - widok z Kale na wschód

OsmancikOsmancik - na szczycie Kale

Wybieram inną drogę, wydeptaną ścieżką, w końcu nie jestem tu pierwszy :) Ścieżka zamienia się w stromy żleb, chwytając się korzeni zjeżdżam butami w dół dość niebezpiecznie. W końcu łapię się grubego drutu, który dobrzy ludzie pozostawili jako poręczówkę, pobujałem się trochę na pionowej ścianie, wymurowanej z kamieni (przez Hetytów? Greków? Seldżuków? Osmanów?) i zeskoczyłem u jej podstawy. Potem doszedłem do ulicy i wróciłem do samochodu.

Hania w tym czasie zdobywała zamek inną trasą, docierając do murów obronnych.

OsmancikOsmancik - okno w murach Kale

OsmancikOsmancik - widok przez okno

OsmancikOsmancik - widok na miasto

Nie wiadomo kto i kiedy wybudował zamek Kandiber, zamek obronny, w którym nie ma bramy ani drogi wjazdowej, są natomiast tunele, podobno sięgające do rzeki w okolicach mostu. Może tablica coś wyjaśnia???

OsmancikOsmancik - tablica na grobowcu (?) u podstawy Kale

Po dawce adrenaliny trzeba odreagować – pijemy kawę, potem robimy na bazarze zakupy. Hania swoim zwyczajem wybiera pomidory z wystawy – „subiekt” przybiega, nie wolno! Prowadzi do wnętrza straganu, tu można wybierać ze skrzynek wszystko, nie psując wystawy! Warzywa (pomidory, ogórki, paprykę), winogrona w 3 rodzajach pakuje do foliówek, potem znosi do wagi elektronicznej, tam szef waży, nastawia ceny, nic nie kumamy z tych zabiegów, ale cena jest uczciwa a towar dobry, bo smaczny. Z fontanny naprzeciw tankuję wodę do kampera, sprzedawcy żywo komentują, jeden podchodzi i po niemiecku (?) objaśnia, że wie do czego nam woda... Niestety, zdolności lingwistyczne nie wystarczyły na pogawędkę.

OsmancikOsmancik - wodopój przed bazarem

Jedziemy dalej, kierunek – wschód, doliną, w której widoczne są zagony ryżu???

OsmancikOsmancik - dolina Kizilirmak z poletkami ryżowymi (?)

Około 11-tej miejscowego czasu dojeżdżamy do Amasya. Najpierw krążymy trochę po ulicach, żeby się rozejrzeć w mieście, potem, z pomocą „parkometru” ustawiam się na nadrzecznej ulicy, przed Mustafa Bey Hamami, obok Medresy medycznej Darusiffa-Birmarhane Medressi (zamknięte!) i skweru z pozostałościami rzymskiej świątyni (?), udekorowanym oryginalnymi „rzeźbami”.

AmasyaAmasya - przed Mustafa Bey Hamami

AmasyaAmasya - medresa medyczna i pomnik przeszłości

Ulica prowadzi do Placu Ataturka, z pomnikiem Ojca Turków oraz Gumuslu Camii (pierwszego meczetu otomańskiego, z drewnianą „kopułą”), przy którym zasiadamy na ławeczce, podziwiając panoramę góry Harsene, z grobowcami, zamkiem i cytadelą.

AmasyaAmasya - Ataturk Meydani

Po chwili odpoczynku (gorąc 38*) idziemy w kierunku mostu Hukumet, z niego pięknie prezentują się, zawieszone nad „Zieloną Rzeką”, domy osmańskie - aktualnie restauracje, hotele, konagi.

AmasyaAmasya - domy osmańskie nad Zieloną Rzeką

Po drugiej stronie mostu, w pobliżu wieży zegarowej, jest punkt informacji turystycznej. Od uczynnego chłopaka dostajemy folderki tematyczne oraz wskazówki, jak trafić do grobowców, ba! chce nas tam zaprowadzić! Dziękujemy uprzejmie i ulicą wzdłuż torów kolejowych (które niespodziewanie wyłaniają się z tunelu) idziemy w oznaczonym kierunku, podziwiając ładnie utrzymane „domy osmańskie”,

AmasyaAmasya - ku grobowcom skalnym

Aż wreszcie, po schodach i tunelem pod koleją, wchodzimy na ogrodzony teren „muzeum”. Wstęp: po 3 liry za osobę.Oglądamy po kolei te dzieła starożytnych mistrzów, żałując, że samych grobowców nie ma. Duże wrażenie robią schody i półki, wykute w skale, a bliższe przyjrzenie się grobowcom też budzi podziw – wszak w litej skale wykuta została pieczara z łukowym sklepieniem, a w środku, otoczony korytarzem, grobowiec właściwy, z prostą facjatą z oknem (pewnie po pochówku zamurowanym). Niemało pracy i znajomość skały – to doceniam.

AmasyaAmasya - grobowce pontyjskie

Amasya

Amasya - grobowce wykute w skale

Amasya

Amasya - grobowiec skalny

AmasyaAmasya - ruiny pałacu

W morfologicznej niszy widoczne wykopaliska dawnego pałacu, częściowo, dla lepszego efektu, zrekonstruowane. To już chyba czasy bizantyjskie, bo w ścianach widać typową dla tego okresu cegłę. Łaźnia Pałacu Dziewcząt nie robi wielkiego wrażenia, raczej nazwa :)

AmasyaAmasya - Pałac Dziewcząt

Ścieżka prowadzi, schodami wykutymi w skale, do drugiej grupy grobowców.

AmasyaAmasya - schody do grobowców

AmasyaAmasya - schody do grobowców

Amasya

Amasya - grobowiec skalny (króla pontyjskiego)

Mamy tutaj wspaniały widok na miasto Amasya.

AmasyaAmasya - widok na miasto od grobowców

Schodzimy nad rzekę Yesilirmak i przez most Madenus przechodzimy na południową stronę. Znów budzą zachwyt osmańskie domy, których tarasy, czy raczej balkony, wysunięte są nad wodę; w środku są atria i ogrody, mają piękną, harmonijną formę. Piękne Hatuniye Mahallesi!

AmasyaAmasya - nad Zieloną Rzeką

Nadrzeczny Ziya Pasa Bulwar zaprasza do odpoczynku w towarzystwie licznej młodzieży, sprzedawców miejscowych przekąsek, starych sarkofagów i kolumn oraz nowych rzeźb. Ale nie czas na odpoczynek, tyle jest do zobaczenia! Po drugiej stronie ulicy Sułtan II Beyazid Kulliye – kompleks zbudowany w 1486 r, z medresą (aktualnie biblioteka, posiadająca podobno niezwykłe zbiory manuskryptów, w tym Koranu), meczetem, turbe i imaretem. W medresie ochroniarz patrzył na nas niechętnie, więc wyszliśmy, w meczecie się modlili, więc poczekaliśmy w ogrodzie, pełnym turków (inaczej: aksamitek) i starych platanów.

AmasyaAmasya - medresa w Kulliye Beyazid II

AmasyaAmasya - park przed meczetem

AmasyaAmasya - umywalnia przed meczetem Bejazida II

AmasyaAmasya - portyk Meczetu Sułtana Beyazida II

Amasya

Amasya - w meczecie

AmasyaAmasya - mirhab w Sultan II Beyazid Camii

Po zwiedzeniu meczetu (dwa różnie zdobione minarety, piękny portyk, rzeźbiony w osmańskie stalaktyty portal, kolorowe okna z bogatą ornamentyką), idziemy wzdłuż rzeki - ładnie prezentują się Yaliboyu Houses i most Alcak (widać stare rzymskie filary, na których pobudowano nowy most), a potem skręcamy w ulicę Pocztową, mijamy Bedestan (kryty bazar), z narażeniem życia przechodzimy dwujezdniową, oddzieloną barierkami Mustafa Kemali Pasa Caddesi, widzimy meczet, ale nie jest to Burmali, to Kilari Camii, za nim, otoczony szczelnym płotem Tashan (nie obejrzymy karawanseraju), za nim, spowity kurzem wzniecanym przez robotników – Burmal Minare Camii, z widocznym atrybutem – spiralnie zdobionym minaretem.

AmasyaAmasya - spiralny Burmali Camii

Obchodzimy meczet w koło, kierujemy się na Ataturk Meydani, potem do sklepu, kupujemy parę potrzebnych rzeczy, i do samochodu. Medresa medyczna, choć powinna być otwarta – jest zamknięta!

AmasyaAmasya - medresa medyczna - Darüşşifa (Bimarhane)

AmasyaAmasya - Muzeum Sarayduzu

Z żalem opuszczamy Amasyę. To miasto ma urok i klimat, aby w nim pobyć kilka dni, ale my musimy się spieszyć.

W nocy dojeżdżamy do Jaskini Ballica. Parkujemy pod murem, po chwili przychodzi trzech budrysów, pytają, czy będziemy spać (tak zrozumieliśmy z gestów), odpowiadam kartką z Osmancika i zrozumieli. Możemy być spokojni, oni tu czuwają :)

Powrót do spisu treści

Odpowiedzi

ale nie spiesz tak się - nagroda konkursowa Cię na pewno nie ominie...

a będzie co porównać z przebiegu trasy...

czekamy na ciąg dalszy ...

Jacky, ja zwlekam, bo czekam na Twoją relację z Kastamonu. Byliśmy tam, ale jak czytam Twoją relację, to jakbyśmy nie byli :) Proszę, nie daj nam dlugo czekać, kontunuuj!

Za fakt, że jesteście ze Szczecina, a stamtąd najdalalej do naszej ukochanej Turcji, nalezy Wam się specjalna nagroda od Czytelników, za czym wnioskuje.... szczecinianka z Santockiej ;)

 

 

zamieszkajwturcji

Pięknie pozdrawiamy z z niedalekiego Pogodna, z ul. Cieszkowskiego, a Santocką jadę do pracy. Zanosi się w tym roku na to, że w maju lub czerwcu będziemy sąsiadami w Kusadasi ,,,

ale nie u nas kupujecie???

zamieszkajwturcji

Wyjazd sponsorowany przez naszego partnera handlowego, dla  ok, 100 osob z calj Polski. Szczegółów jeszcze nie znam, kupują w warszawie.

Amasyę - odpuściłem - zakładając za pełnię relację Izy...

ale Twoje wędrowca opisywanie - powala...

chyba trochę podobnie w porównaniu do Kastamonu...

przefrunąłeś jak wróbelek elemelek...

wzajemne dopełnianie się, czyni maestrię...

a samochwała ciągle w kącie stała... 

Amasya jest najpiękniejsza!

Byliśmy zbyt krótko, pozostal niedosyt, ale za tym idzie nadzieja, że kiedyś powrócimy i pobędziemy. Teraz tylko przelecieliśmy...jak elemelek (uwaga: jest taka załoga kamperowa "elemelki", ale to nie my :), więc raczej jak struś pędziwiatr :))

Co do opisywania: Amasya jest opisana w TwS, Iza zrobiła to lepiej niż ja po największych staraniach, zresztą relacja jest z podróży, nie z wiedzy encyklopedycznej.

Kastamonu pozostawiam Tobie, ponieważ rozpocząłeś opis i byliście tam dłużej i lepiej przygotowani. Czytam Twoją relację i uzupełniam wiedzę o tym mieście, dzięki Tobie wiem, czego żałować :)

 

A ogólnie - podróżowanie ma swój rytm dobowy i plan, trudno zwiedzać jak zmrok zapada, więc nawet najlepsze kąski trzeba czasami "odpuścić" nieprawdaż?

Pozdro

 

 

trudne i do wyrażenia i do porównania...

tym razem i ja zwiedzałem z Tobą ( Wami ) Tokat...

też o nim trochę napiszę i polustruję fotkami...

...

masz bardzo ładne fotki z Tokatu, czyżbyś się wreszcie wstrzelił ?

pozdrawiamy  

Teraz masz, Jacky, również i mapkę z trasą spaceru Lukromana i Hani po Tokacie - możesz sobie porównać z Waszymi peregrynacjami!

Aż mi się łezka w oku kręci czytając, jak podróżowaliście trasą znaną nam z 2011 roku. Przy okazji czuję też ukłucie zazdrości: podczas naszych odwiedzin karawanseraj Mahpeti Hatun był zamknięty na okoliczność Ramadanu, więc obfotografowaliśmy go tylko z zewnątrz. Komanę Pontyjską też widzieliśmy tylko przez ogrodzenie - akurat nie było nikogo, kto mógłby wykonać telefon i nas wpuścić, a włamywać na stanowisko archeologiczne się nie chcieliśmy.

Wykopaliska te są raczej nie fotogeniczne, zarysy budynków zabezpieczone z góry folią przyciśniętą workami z piaskiem (w Turcji wiele razy widzieliśmy ten sposób), brak planszy i żadnej innej informacji. Ale obiecujące, że są prowadzone prace.. Turcji można zazdrościć, że ma tyle wykopalisk i współczuć z tego samego powodu...

 

 

dzięki Tobie zobaczyłem to co tego roku nie było mi dane... także i odcinki drogi dojazdowej, nie wystraszyłyby mnie, bo kto wie czy kilka gorszych nie było pod Divrigi... ale będę się czaił na przyobiecany wątek o Ani, tajemniczej Ani... łatwiej przezimować ( za oknem pierwsze płatki śniegu ) ten miesiąc i tą porę...

Czekam na ten obiecany wątek rozwijający tematykę Ani. Osobiście zachwyciły mnie zdjęcia z dojazdu do Ani - od wybrzeża przez Kackar, zupełnie inna bajka niż zachód Turcji, no i te siedzące sokoły, suszący się nawóz, wszystko super!

Ale muszę się też stawić i odpowiedzieć na zadane pytania :) Po pierwsze te napisy patriotyczne z Atatürkiem na zboczach górskich. Önce Vatan oznacza Po pierwsze ojczyzna. İzindeyiz plus portret Atatürka nad nim składają się na rebus Atam İzindeyiz! czyli Ojcze, podążamy za tobą czyli idziemy wytyczoną przez wodza ścieżką.

Co do Meryem to zapewne wiecie, że to po turecku Maria, również ta, która była matką Jezusa. Stąd m.in. nazwa Meryemana czyli 'Dom Matki Marii' - słynny domek w pobliżu Efezu. W islamie Jezus uważany jest za jednego z proroków, a jego matka jest traktowana z szacunkiem. Być może również jest mocno kojarzona z Polską, stąd próby nawiązania kontaktu przez odwołana do niej.

Acha, od 2012 roku Ani znajduje się na liście miejsc oficjalnie oczekujących na wpisanie na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, więc sprawy idą w dobrym dla tego miejsca kierunku :)

Odniosłem wrażenie, że Kurdowie różnią się w niektórych aspektach islamu i że Matka Jezusa (Meryem) jest przez nich czczona, a przez Turków nie (tak mi się wydawało przynajmniej -  że zacytuję klasyków :) Może różnią się te narody nie tylko językiem (mieliśmy na ten temat wykład w Dyiarbakir, ale o tym później), ale i religią?

słucham i czytam...

jaki ten świat ( nie tylko turecki ) ciekawy...

Kurdowie to skomplikowana społeczność. To, co można w wielkim skrócie powiedzieć o ich języku i religii opisałam w szkicu Języki i wyznania religijne Kurdów. Zachęcam do samodzielnego wyciągania wniosków i zgłębiania tematu, jeżeli macie chęć i czas :)

Nie bardzo rozróżniam niuanse religijne, nawet po przeczytaniu Twojego krótkiego kompedium. Widoczne jednak są jednak liczne grobowce męczenników i świętych, czyli sufich (?), czyli kult jest żywy. Liczne turbesi świadczą o znaczeniu tych świętych zmarłych, a odwiedzający je pielgrzymi oczekują jakichś łask za ich wstawiennictwem. W naszej kulturze zamiast grobowców stawiało się pomniki, ale intencja podobna. Szczególny przypadek do mauzoleum niedaleko Ishak Pasa Saray. Tam naprawdę był tłum wiernych,  takie indywidualne pielgrzymowanie. (o tym później)

W Kars jest mauzoleum czy też instytut sufi Ebu’l –Hasan Harakani MerkeziKars

 

Kars

 

 

Tak się zastanawiam, czy ze względu na scenę kąpieli w jeziorze Wan nie powinno się oznakować relacji jako 'tylko dla dorosłych' :P To znacznie by zwiększyło jej poczytność, jak sądzę ;) Zdjęcia pól lawy super, coś tam się rzeczywiście żarzy, Ararat jak zawsze wypadł dostojnie, a wodospad - fotogenicznie. Ogólnie to coraz bardziej zazdroszczę, zwłaszcza tych pustych dróg i wielkich przestrzeni...

Bardzo przepraszam, to zdjęcie pojawiło się tam przypadkiem, i nie powinno sie pojawić. Dzisiaj zginie  razem z opisem Van.

Niestety, kilka razy już zdarzyło się, że po załadowaniu etapu relacji w trybie Edycja i po wciśnięciu Podgląd, Mozilla resetuje się i całą robotę diabli biorą

(czy tylko mnie to się zdarza?)

Potem, ponownie wklejając zdjęcia "na chybcika" dostają się zdjęcia niechciane (nie tylko niecenzuralne).

co miałem dzięki Tobie zobaczyć to zobaczyłem...

nie było nic do obrazy choć obraz sylweki nadzwyczaj przedni...

ma Hania czego pilnować przed zakusami innych przedstawicielek płci pięknej...

===== 

to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi..

Wielki Meczet w Diyarbakir jest podobno (tak pisze Przewodnik W. Korsaka) wzorowany na Meczecie Omajjadów w Damaszku.

Czy tak jest - porównajcie sami...Damaszek

 

DamaszekMeczet Umajjadów w DamaszkuMeczet Omajjadów

Meczet Omajjadów

 

Meczet Omajjadów

Meczet OmajjadówGrobowiec Saladina

Meczet Omajjadów

Meczet Omajjadów

 

i odnajdźcie 10 szczegółów różniących te meczety :))

ale jaja, byłam na Nemrucie równo rok przed Wami - co do dnia! ;)

 Do Diyarbakir nabraliśmy kilkudniowe opóźnienie: w kraterze zabawiliśmy cały dzień u pana z campingu, zdobyliśmy też prawdopodobnie-najwyższy punkt na kraterze (ciężko to nazwać szczytem), a w drodze do Diyar zwiedziliśmy Hasankeyf, Mar Gabriel i Madrin... ale widzę, że spotkaliście naszego znajomego -mówię o Alim, człowieku z wnętrza sklepu z pamiątkami, tego w niebieskiej koszuli, czapeczce z daszkiem. Świat jest taki mały :D 

Zazdroszczę Wam Wielkiego Meczetu! (rok temu był zamknięty, bo w remoncie) za to udało nam się wejść do któregoś z kościołów :)

 

EDIT: A jednak nie na Nemrucie, ale w Diyarbakir się zrównaliśmy (z dokładnością do roku) - zmyliły mnie 3 dni podróży do Turcji, których nie wliczacie w rachubę ;)

Daty łatwo porównać - część zdjęć ma ustawiony datownik.

Szkoda, że pojechaliście o rok za wcześnie - gdybyśmy się spotkali na Nemrut, to by dopiero były jaja! 

Szczytu Wam zazdroszczę najbardziej. Niestety, Hania ze swoim kolanem na resztkach wiązadeł nie nadawała się na wędrówki wspinaczkowe a samą zostawić i iść? Niedyrydy...

Więc mówisz, że to był Ali? Patrzyłem rozbawiony, jak to niby przypadkiem muskał, ocierał, dotykał moją ślubną, przymierzając na niej różne fatałaszki i zachwalając efekt... Ale i tak kupiła tylko jeden szal. Tym niemniej gość jest  kontaktowy (po angielsku), sympatyczny,  opowiedział dużo informacji o Wielkim meczecie i innych, ale nie spamiętałem...

Pozdro!

 

 

 

Akurat zdjęcie z tablicą pod Nemrutem robiliście tym drugim aparatem - więc po szybkim porównaniu z moją fotką: 

Tablica pod Nemrutem

i przeliczeniu dni stwierdziłam że lokalni graficiarze mieli rok na pomazanie jej. 

 Droga na szczyt nie była szczególnie ciekawa, może poza żółwiem:  

żółw nemrucki

 uwielbiam fotografować żółwie, to takie proste uchwycić je w kadrze! :D nie to co węże, ich nie widzieliśmy, ale zostawiły ślady:

skóra węża

ślady węża

Poza tym droga się usuwała spod stóp (droga w dół - nie schodzenie, a zjeżdżanie), a u góry przydała się znajomość podstaw wspinaczki skałkowej ;] 

 Widoczki - owszem, nieziemskie, ale Wy też je mieliście z przełęczy na kraterze :) na dodatek jak dochodziliśmy do szczytu zachmurzyło się, zaczęło nas straszyć grzmotami, więc z samej fotek góry nie mamy, a te co mamy to zachmurzone :( (oczywiście z dużej chmury mały deszcz - tu:brak deszczu, mogliśmy zostać dłużej, przejść kawałek dalej, strzelić więcej fotek, może by się nawet rozjaśniło)  

Reasumując, ja bym sobie zazdrościła Hasankeyfu i Mardinu (które chyba pominęliście... a może jeszcze do nich wrócicie?) niż szczytu

a Ali rok temu mówił, że pół roku wcześniej wrócił z UK, gdzie poprzednie 10 lat był operatorem kamery w BBC - a z racji na kurdyjskie pochodzenie i bliskowschodnie skille językowe bywał też tłumaczem lub komentatorem (ponoć komentował finałową potyczkę z Osamą bin Ladenem). 

Jego głównym zajęciem w tamtych czasach było zagadywanie turystów, zgadywanie z jakiego są kraju (po akcencie), zapraszanie na herbatę/lemoniadę... nas zaprosił też na partyjkę tavli i do domu na nocleg, raki, sziszę i miliard opowieści - głównie o Turcji, Turkach i Kurdach (przez to że mieszkał 10 lat w UK miał dość obiektywne spojrzenie na nich, a jako Kurd był "w temacie"). nasi znajomi byli w Diyarbakir kilka dni po nas i też go spotkali;)

 Ogólnie, nieco dziwny człowiek, ale ciekawy, sympatyczny, pomocny i mówił interesujące rzeczy.

(uff, Ella 1:0 TwS w konkurencji wstawiania zdjęć ;])

 

Ella, wstaw jeszcze parę zdjęć i refleksji z Nemrut, byłaś przecież w Campingu nad Gorącym jeziorem .... Plz :)

Zdjęcia super, no i wstawione samodzielnie - gratuluję!

Wasza relacja wniosła wiele nowych informacji, przydatnych szczegółów i powiew świeżości do Turcji w Sandałach! Oczywiście czekamy na obiecane 'podwątki' zwłaszcza z Ani, bo stamtąd zdjęć nigdy za wiele! Szkoda, że GPS zawiódł, to zawsze wiele dodaje, ale my też mieliśmy problemy podobnego rodzaju :(

Świetna relacja i inspiracja do kolejnych wyjazdów do Turcji w rejony dotąd nie poznane:) 18 września 2012 ja również obijałam nieco z trasy, aby przynajmniej spojrzeć na turecką Nysę, bo też urodziłam się w Nysie:) Pozdrawiam, Ania.

Dziękuję za miłe słowa,  ale - wschodnia Turcja jest dość dobrze poznana i opisana... tylko odwiedzana rzadziej :)

A tamtejsza Nysa nie jest tak popularna w Turcji jak nasza w Polsce !

Kosmicznie ciekawa relacja. Gratuluję pomysłu i realizacji! I zazdroszczę!

Dziękuję za miłe słowa, choć wiem, że grzecznościowe, bo "pisarz" ze mnie jak...  Do podróży po Turcji samochodem, zwłaszcza kamperem, zachęcam, bo to kwintesencja kamperowania: dobre drogi, wolny dojazd do każdej atrakcji,  uprzejmi i uczynni ludzie... Na szczęście nie mieliśmy do czynienia z urzędnikami, bo nasza ocena mogłaby być inna...