Osmańska tradycja wyruszania na wojnę z Edirne (Adrianopola) była już od dawna ugruntowana, gdy sułtan Mehmed II planował swoją decydującą kampanię przeciwko stolicy Bizancjum. Pierwsze lata jego drugiego panowania poświęcone były przygotowaniom do realizacji długo pielęgnowanego marzenia – zdobycia Konstantynopola. Edirne odegrało kluczową rolę jako baza, z której rozpoczęto całą wyprawę.
Jednym z najlepiej znanych źródeł opisujących szczegóły tych przygotowań jest kronika znana po polsku jako "Zmierzch i upadek Bizancjum w obliczu najazdu Turków osmańskich", autorstwa bizantyjskiego historyka znanego jedynie jako Doukas. Był on świadkiem wielu wydarzeń swojej epoki – w 1451 roku przebywał w Edirne, gdy zmarł sułtan Murad II, a Mehmed II powrócił do stolicy. Nie był jednak naocznym świadkiem samego oblężenia Konstantynopola, ponieważ w tamtym czasie przebywał prawdopodobnie na Lesbos lub Chios. Doukas miał oczywiście swoje sympatie i antypatie – darzył szczególną estymą Murada II, którego opisywał jako człowieka, który "prawdziwie gardził wojną i miłował pokój". Syn Murada II - Mehmed II - nie zasłużył na podobne uznanie – Doukas często określa go po prostu mianem "tyrana".
Historyk szczegółowo opisał przygotowania do zdobycia Konstantynopola, które odbywały się głównie w Edirne, gdzie Mehmed II rezydował w Nowym Pałacu i skrupulatnie planował każdy krok. Ostatnie miesiące 1452 roku spędził, rozważając możliwości zdobycia bizantyjskiej stolicy. Po ukończeniu budowy fortecy Rumeli Hisarı – rozpoczętej w kwietniu i zakończonej już w sierpniu 1452 roku, w zadziwiająco krótkim czasie nieco ponad czterech miesięcy – sułtan stanął wobec innych praktycznych problemów. Największą przeszkodą były pozornie nie do zdobycia Mury Teodozjańskie Konstantynopola. Według relacji Doukasa, Mehmed miał wieczorami przechadzać się ulicami Edirne, pragnąc zachować anonimowość – a wszystkich, którzy rozpoznali go i pozdrowili jako sułtana, kazał zabić. Nawet jeżeli jest to przekaz mocno przesadzony, ulice Edirne stały się z pewnością niebezpieczne po zmroku.
Rozwiązanie problemu Murów Teodozjańskich dosłownie przybyło do Edirne i cesarskiego pałacu w osobie Orbana, odlewnika armat. Sama idea użycia prochu nie była dla Osmanów nowością – przyjęli jego wojskowe zastosowania bardzo wcześnie i z entuzjazmem, m.in. przy niszczeniu muru Hexamilion, chroniącego Peloponez od północy, przez przesmyk koryncki. Kwestia skali tej technologii była jednak zupełnie inna. Orban, prawdopodobnie pochodzenia węgierskiego, był jednym z licznych wędrownych rzemieślników epoki, oferujących swe usługi najwyżej płacącym. Jak relacjonuje Doukas, Orban wcześniej zwrócił się do cesarza bizantyjskiego i jego ministrów, pragnąc znaleźć zatrudnienie w Konstantynopolu. Jednak zubożałe imperium nie było w stanie zapłacić jego pensji, a tym bardziej pokryć ogromnych kosztów materiałów potrzebnych do stworzenia olbrzymiej armaty.
Wówczas Orban postanowił zmienić stronę i, jak pisze Doukas, "udał się do barbarzyńcy" – czyli do Mehmeda II. Szybko przekonał sułtana, przechwalając się, że "kula wystrzelona z mojej armaty zamieni w pył nie tylko te mury, ale nawet mury Babilonu". Mehmed zapewnił mu wszelkie potrzebne materiały, w tym brąz zebrany z kościołów i budynków publicznych regionu. Przez trzy miesiące Orban odlewał gigantyczną broń w Edirne, gdzie wykopano ogromny dół odlewniczy, do którego wlano stopiony metal. Rezultatem była jedna z największych armat, jakie kiedykolwiek zbudowano – nazwana z racji swojej skali Bazyliką.
Próby armaty przeprowadzono prawdopodobnie w styczniu 1453 roku, przed pałacem sułtana. Zachowano wszelkie środki ostrożności – Doukas wspomina, że "cały Adrianopol został powiadomiony, iż nadchodzący huk i wybuch będą niczym grzmoty z niebios, aby nagłe wstrząsy nie pozbawiły ludzi mowy ani nie wywołały poronień u kobiet w ciąży".



