Turcja 2011 - skromna relacja -wojaż autkiem by jacky & maryla...

witam,

otwierając wątek zaprosiłem do pomocy w dopracowaniu niektórych naszych detali wojażu...

acha...  zapomniałbymprzedstawiamy się ...

 

naszą mocną inspiracją była wyprawa AD 2009 do Kapadocji...

bylismy pełni niedosytu Turcji...

i na rok 2011 zaplanowaliśmy - troszkę powędrować na trasie po Bałkanie i samej Turcji...

a potem pobyczyć się na plaży w Kizkalesi...

pytanie dlaczego tak i tam ?

no cóż - starzejemy się i lubimy wygrzewać stare kości w ciepełku...

i to zapewnia nam właśnie Kizkalesi...

a tradycyjnie jak co roku pojechaliśmy nową trasą, niestety - mało jest o niej w przewodnikach - stąd  starałem się pozyskać pomoc z sieci, liczyłem na bywalcow TwS...

w kolejnych wpisach podajemy więcej detali...

teraz tylko zarys planu...  a potem w detalach jego realizacja... 

1. termin startu na 3 tygodniowy wypad zaplanowałem na 27 sierpnia...

2. trasa tradycyjnego włóczenia się - przy sprzyjającej pogodzie - via SK, HU, RO i BG - wjazd do TR przez Małko Trnovo / Derekoy...

a potem: Istambuł ( bez zatrzymywania się ), Izmit, Golcuk, tutaj dwie opcje ( albo Yalova albo Iznik - tam z 2 noclegi ), Bilecik, Bozuyuk, stamtąd dwie opcje ( detale później ), Cay, Konya, Mut, Silifke, Kizkalesi...

chciałem trasę przejazdu wykorzystać do sensownego zwiedzania, niestety wszelakie przewodniki są więcej niż skromne...

w sieci tureckiej też niewiele udało mi się zdobyć...

ahoy...  ( eee - jak to jest po turecku ? )...  teraz już wiem - jednym z odpowiedników jest merhaba... 

Nie wiem, jaka jest Wasza znajomość języka tureckiego, ale zawsze warto ją poszerzyć przed wyprawą :) Na dobry początek polecam nasz mini-poradnik języka tureckiego - kilka podstawowych zwrotów otwiera wiele drzwi...

Co do samego wyjazdu - to chyba się do Was odezwę na priva w najbliższym czasie ;)

Tureckim odpowiednikiem ahoj jest yahu!

nam sie kłania...

i to bardzo nisko...

a już maryla ma kota na tle nazw kulinarnych, te to nadzwyczaj potrafi zapamiętać...

ja zazwyczaj ograniczam się do klasycznego arabskiego ( nie myląc z pewnym obywatelem z nazwiskiem pisanym z dużej litery )...

salam alejkum...

cieszą mnie obydwie opcje - kontaktu na forum i na priva - niewiele mamy do ukrycia ale jaka jest radocha jak uda się nam spotkać na trasie z znajomkami z sieci...

nieraz już nam to się zdarzało...

a jak by do tego doszło w TR - to kolejna radocha :-)) 

Chcemy wyjechać w październiku pozwiedzać troszkę i odpocząć o ile pogoda dopisze bo jak widać ciepło już tam wtedy nie jest...jest nas trójka podróżnikow Mamy za sobą podróż do AFRYKI autostopem i teraz chcemy dalej jeszcze i nie zatrzymywać marzeń NASZE maleństwo ma 3 miesiące Jakie miejsca polecacie co przez dwa tygodnie warto przeżyć, jakie miejsce koniecznie zobaczyć w Turcji?KASIA WALDEK OLIWKA

z moich subiektywnych informacji wynika, że październikowe ciepełko utrzymuje się w TR dość mocno ale dopiero w stanach stałych od Riviery Tureckiej...

im bliżej granicy syryjskiej tym cieplej...

a co do zwiedzania w towarzystwie maleństwa to już temat wart samodzielnego wątku...

Kto zamierza być w Turcji w październikowym czasie? Wciąż rozważamy opcję samochodową:) szukamy chętnej rodzinki:) nasze maleństwo już nieco starsze urodzona 11 kwietnia tego roku jest coraz silniejszym maluchem...

jedziecie z 3 miesięcznym dieckiem autostopem do Turcji? :-)

Mam nadzieję, że mylnie to zrozumiałeś, bo jeżeli to prawda, to jednak jest to hardkor :)

To pisałam ja, planująca jazdę do Turcji samochodem z dwójką maluchów - ale na autostop bym jednak nie wpadła.

Pierwszy raz jechałem z moja córka jak miała 3 miesiace. Ale na Mazury i do hotelu. Ale za granice i to tak daleko nidgdy nie zabrałbym tak małego dziecka.

Mimo tego, ze jestem lekarzem i zawsze mam ze soba zestaw "Mały chirurg i Mały internista"

No to się wyśmienicie składa, że 'jedzie' z nami lekarz. Czy byłbyś tak miły i rzucił okiem na tekst o Apteczce podróżnika? Może masz coś do dodania lub wykreślenia z tej listy?

zanim wypowie się Piotr - na co liczymy...

to uważam apteczkę TwS jako super wzorzec...

wybieram się w przyszłym tygodniu do lekarza pierwszego kontaktu aby pozyskać recepty na medykamenty osiągalne tylko tą drogą...

ale teraz nifuroksazyd bywa do nabycia już bez recepty...

a ja z uwagi na swoje katarowe przypadłości - zabieram jeszcze z dwa opakowania sudafedu, nie jest to klasyczny lek, ale skutecznie zmniejsza dokuczliwość lejących się strug z nosa a przede wszystkim łzawiących wtedy niesamowicie oczu...  

Ok. Tylko trochę namieszam.

 

Może wg problemów:

 

1.Niezyt zoładkowo-jelitowy czy tzn biegunka podróznych. Oczywiscie żadnego wegla czy nifuroxazydu. Nowoczesna medycyna tego nie stosuje bo nie dziala. No chyba, że ktos wierzy. Ja polecam ciprofloxacynę (Cipronex). WHO tez. Drugi lek to rifaxymina (Xifanax). U dzieci do 12rz pozostaje  tylko Biseptol bo oba powyzsze sa niedozwolone.  Plus objawowo smecta. A profilaktyczne ayran.

2. Dolegliwosci bólowe- paracetamol, ibuprom, pyralgina i rozkurczowo no-spa dla pan na te trudne dni.

3. Alergia- jakis preparat z cetyriziną. Sam biore zawsze encorton- jako preparat ratujacy zycie w razie b.nasilonej reakcji alergicznej.

4. Ewentualnie jakis antybiotyk o szerokim spectrum np preparat amoxycyliny

5. Choroba lokomocyjna- Na pewno zadziała haloperidol. Ale to lek z działaniami ubocznymi i nie każdy lekarz przepisze. Troche mniej skuteczny ale i bezpieczniejszy jest diphergan. Preparaty OTC maja skutecznośc placebo.

6. Urazy-woda utleniona, plastry, bandaze. Na skrecone kostki polecam nie zwykly elastyczny tylko takie beżowe np firmy 3M. Sa pokryte klejem i kostka nim owinieta czuje sie prawie jak w opatrunku gipsowym. A łazenie po kamieniach u osob ze sklonnosciami sprzyja skreceniu kostki.

7. Filtr UVa i uVB co najmniej 20. ja smaruje sie 50 a i tak wracam opalony.

 

Wstyd sie przyznac ale nie sprawdzilem jakie leki mozna dostac w Turcji bez recepty.

 

 

czy wymienione przez Ciebie konkurencyjne medykamenty dla nifuroxazydu są do kupienia w PL bez recepty ?

bo ustawiam się w kolejce do medyka pierwszego kontaktu już w przyszlym tygodniu z listą zapotrzebowań farmaceutycznych ...

[nota bene - nifuroxazyd zdał egzamin podczas wojaży po RO ( 2003 i 2004), TR ( 2008 ) i Egipt ( 2009 )]

Niestety leki, które są na prawdę skuteczne, są w Polsce najczęściej na receptę. Nifuroxazyd jest środkiem nieskutecznym a wręcz szkodliwym. A że zadziałał. Cóz ma skutecznośc placebo. Poza tym i tak wiekszosc biegunek podroznych ustepuje samoistnie i rzadko kiedy nalezy zastooswac lek. Bez leku trwaja tak samo długo. To jest punkt widzenia od strony medycyny. I to nie polskiej ( bo u nas nifuroxazyd-lek nigdzie indziej nie znany, to panaceum na każdą sraczkę) tylko zalecen WHO i usa-tych, którzy zajmuja sie takimi problemami.

sami Budeini zachodząc do ateki ponoć pytają się o nifuroksazyd dostarczany do Egiptowa w ramach apteczno-hurtownianych afer...

i co ? 

I nic. Iza prosiła mnie o porade to odpowiedziałem. I to gratis bo lubie TwS.

 Za długo już robię w tej branży, zeby mi sie chciało dyskutować z tzn "mądrościami ludowymi" i innymi urban legend.

I tak sie dziewię, że upierasz sie przy nifuroxazydzie. Przecież wiekszosc Polakow stosuje profilkatyke i leczenie za pomoca trunków wysokoalholowych. Nie znam ani jednego, ktoremu by to zaszkodzilo. A wielu pomogło. I co?

Dziękuję Piotrze za poradę, a przy okazji za miłe słowa dotyczące TwS! Czy mogę Twoje wskazówki przekopiować do sekcji Zdrowie? Tam więcej osób je znajdzie i z nich skorzysta.

BTW, ciekawe skąd się wziął ten mit Nifuroxazydu? Przyznaję, że przez wiele lat też go woziłam, chociaż zaniechałam jakieś 4 lata temu w zamian stosując wzmożoną ostrożność co do tego, co jem i piję.

Wydaje mi się, że wiele osób myli biegunkę podróżnych z innymi przypadłościami, związanymi np. ze zmianą diety z polskiej na śródziemnomorską. Co do mnie, to prawdziwe zatrucie zdarzyło mi się w Turcji tylko jeden jedyny raz (na prawie 10 wyjazdów). Od tego czasu omijam z daleka Adanę i ostrożnie poczynam sobie z wodą podawaną w restauracjach do posiłków...

Wstrzymaj sie. poszukam tego artykułu o biegunce podróznych. Może wynajde jeszcze cos ciekawego.

Za każdym razem miałęś biegunke podróznych? Nie zazdroszczę.

alebo faraona dopadała nas akuratnie przemiennie...

:-))

ps - o wymienione przez Ciebie farmaceutyki, które zrozumialem są zamiennikami nifuroxazydu ( czyżby moja niekumatość ) zostały określone godzinę temu w aptece jako antybiotyki dostępne jeno za receptą...

więc jak to jest, bądź tak dobry i oświeć starego jacky...  

Tłumaczyłm juz. Wartosc nifuroxazydu jest zerowa. Wiec trudno byloby wskazac jego zamiennik. Natomiast podalem nazwy lekow jakie mozna stosowac.

to oznacza, że jeden z kierowców rezygnuje ze swojej roli na rzecz opiekuna maluchów...

to jest całkiem zrozumiałe, ale noc absolutnie nie w blaszanej puszce ...

...

tym samym - trasa słonecznikowa odpada, jest zbyt słabo naznaczona spalniami dla dzieci i dorosłych, Romkowo się kłania, prawie na kazej trasie co kilkadziesiąt km do wyboru jeden lub dwa pensjonaty... 

Jak poszukasz to nocle znajdziesz bez problemu. Wujek Goole pomoże.

Jak dla mnie liczy sie bezpieczenstwo i czas. Predkosc podrozna na drodze jednojezdniowej to ok 60/h, autostrada 100/h. Jednojezdniowka powoduje tez znacznie wieksze zmeczenie. Trzecia kwestia to bezpieczenstwo. Autostrada w Serbii jest pusta. A na lokalnych drogach moze pojawic sie np osiolek.

Za autostrade trzeba zapłacic. Ale na lokalnych drogach czekaja panowie z suszarkami.

via Romkowo alebo przez słoneczniki...

rozwiązałem kiedyś...

może dla pasażerów jazda autobahną jest szybsza - mnie jako kierowcę usypia, znużenie dopada mnie już po godzinie...

wolę trochę "osiołkowych" atrakcji...

a smerfy - czają się na serbskiej rurze pod wiaduktami ( chroniąc łepetynki przed słońcem ) i tak samo hulają nieźle wypasionymi furkami z kogucikiem w krainie Draculi...

a w tym roku też zarezerwowalem taką opcję jako możliwą do wystąpienia w przypadku nagłego załamania pogody w tej części €py, co mnie spotkało lońskiego roku we wrześniu, zatem wtedy nastawię się na pchanie rurą...

dlatego też ( dzienks) zakodowalem sobie Twoją radę o kempingu w Roszke, lubię takie klimaty i opcja kempingu jak się tylko pojawi na trasie jest równoważną z motelem/pensjonatem... 

na przejazd do Kizkalesi widzę taki grafik czasowy:

1. pierwszy nocleg w okolicach Deva ( RO )...

2. opcja 2 noclegów w BG ( na linii Obzor, Czernomorec, Łozeniec ) dla zmycia zmęczenia całorocznego przepracowania,

najdalszy punkt noclegowy to Małko Tarnovo...

może być skrócony pobyt w BG ale już kolejne w TR...

3. Yalova jako kurort z ciepłymi wodami lub Iznik jako wspomnienie starożytności...

4. potem centrum zachodniej Anatolii - kompletna cisza w przewodnikach i w sieci...  tam też improwizowany nocleg...

5. przed dojazdem do Kizkalesi - zwiedzanie ciekawostek w Silifke lub mały skręt do Tasucu - bardzo nam się tam podobała sama plaża...

 

zatrzymaliśmy się tam na parkingu na drugie śniadanko wracając z Kizkalesi w roku 2009, dopiero po iluś tam miesiącach badając wstecz mapki satelitarne doszedłem gdzieśmy byli...  

...

 

zasadniczo trzymam się reguły a raczej kilku powiązanych...

noc jest do spania i to w pensjonacie / motelu, których nigdy nie rezerwuję a w ramach improwizacji łapię na trasie odliczając ca 2 godziny do zmroku...

wyjątek jest pierwszy i ostatni etap w okolicach domu, ale ten odcinek mogę pokonać z zawiązanymi oczami...

zaczynam urlop wyjeżdżając z podwórka i tam go kończę...

...

acha - naważniejsze - poszukuję porady bywalca w tureckich mineralnych ciepłych wodach, przejeżdżaliśmy przez kilka takich kurortów i zaden z nich nie jarzy mi się podobieństwem do tych znanych z Bratankowa...

jakaś dziwna pozostałość z starych czasów a raczej z obyczajowości muzułmańskiej - odrębne dni korzystania z basenów pod chmurką dla płci brzydkiej i dla pięknej...

cuś by się mi to dziwne zdawało iść na basen a marylę samą zostawić w pensjonacie...

chociaż na filmikach youtube zdawało mi się, że na basenie w Yalova widziałem miks towarzyski...

wyjaśnienie tego zjawiska mile oczekiwane... 

    

 

Do Turcji jeżdże przez Serbię. 1. nocleg na kampingu przed samym Roszke.

ATRzeba zjechac z autostrady. Sa bungalowy i pokoje. Cena w pokoju 15 juro.

Byłem tam 2 tyg temu. Pustki. Autostrada zabrała im sporo klientów. Drugi dzien nocleg w Stambule. Jezeli wjedzie sie wieczorem po 22 to nie ma takiego ruchu w miescie i GPS doprowadzi na Sultanahmet. Tu mozna zarezerwowac hotel albo szukac w ciemno. Ale po 2 dniach podrozy warto od razu sie polozyc od razu do łózka. A dalej jak kto lubi. Druga opcja to skret w Edirne na Canakkale.

Po drodze nalezy pamietac ze przejscie do Serbii , Bułgarii i Turcji sa w weekend oblezone. Roszke mozna objechac, Edirne tez, przez Grecję co dostarcza nowych wrazen.

Niestety ciepłych zrodel w Turcji nie doswiadczylem. A w sierpniu to musi byc ciekawe doswiadczenie. Choiaz moze woda bedzie tam chlodniejsza niz w lagunie kolo Oludeniz :-).

Kizkalesi oczywiscie warto polecic. Ale polecalbym  zatrzymac sie troche dalejna zachod w okolicach Anamur. Kapiel na plazy gdy nad głową mamy starozytne Anamurium dostarcza niezapomnianych wrazen

A obok zamek do zobaczenia z nieodłacznymi zółwikami w fosie.

 

 

O, to, to - również polecam zajrzenie do Anamuru. Ogólnie cześć wybrzeża zaczynając od Anamuru, a na okolicach Kizkalesi/Silifke kończąc jest warta nieco czasu, nie tylko na plażowanie. Poszukajcie w tamtych okolicach Nieba i Piekła oraz Splamionego Krwią Miejsca Szaleństwa - wrażenia gwarantowane :)

"acha - naważniejsze - poszukuję porady bywalca w tureckich mineralnych ciepłych wodach, przejeżdżaliśmy przez kilka takich kurortów i zaden z nich nie jarzy mi się podobieństwem do tych znanych z Bratankowa... jakaś dziwna pozostałość z starych czasów a raczej z obyczajowości muzułmańskiej - odrębne dni korzystania z basenów pod chmurką dla płci brzydkiej i dla pięknej..." W zwykłych basenach chyba nie; w łaźniach owszem. Mówię o prawdziwych tureckich łaźniach, bo w tych stargetowanych wyłącznie na zagranicznych turystów panuje koedukacja. Ale co to za łaźnia, w której siedzi się w kostiumie kąpielowym... A jeśli chodzi o bratanków, to w Budapeszcie też są tureckie łaźnie (wybudowane w czasach tureckiego panowania nad Węgrami) i tam również panuje rozdzielność płciowa.

Co do zachodniej Anatolii to polecam Ci TwS-owy poradnik dla niezdecydowanych podróżników - jest tam rozdział o tej części Turcji oraz link do nieco bogatszego źródła po angielsku.

to jest to co szukam...

mam jeszcze trochę czasu na przestudiowanie wg Twoich wskazówek...

oczywiście będzie bardzo dobrze, jak uda mi się zaliczyć dwa, no max 3 punkty na trasie przejazdu ale wiem, że jadę - bo chcę jechać trasą prawie że nieznaną bywalcom hoteli w Alanya dowożonym z lotniska busami... 

dzisaj wykonałem jeden z podstawowych punktów programu...

odebrałem kartę Ecuz...

maryla ma wieloletnią - emerycką...

ja muszę ciągle odświeżać...

ostatnio łońskiego roku przed wrzesniowym startem do TR...

cuś mi gdzieś się zakodowało, że ponoć teraz do pół roku karta ma ważność...

podjechałem z rana do NFOZ, ze starym - zeszłorocznym blakietem wersja doc ze strony netowej...

a te pierony wymieniły blankiet na stronie www i okazało się, że cała dyferencja jeno w tytule blankietu...

w pracy ściągnąłem nowy, wypełniłem i podkolorowałem do zielonej barwy, wydrukowałem i tuż przed szesnastą odebrałem nową kartę ważną do połowy stycznia AD 2012...

pewnikiem ktuś się zastanawia po co mi karta ECUZ do Turcji ?

proste jak drut...

na trasie mam dwakroć po 5 dni w UE, ( tam i powrót ) czyli SK, HU, RO i BG a kto wie, czy jeszcze w drodze powrotnej nie zaimprowizuję przez Grecję...

...

niezależnie od powyższego mam umówioną swoją agentkę PZU na wypisanie polisy medycznego ubezpieczenia pod nazwą Vojażer oraz autkowy Asistance...

ale to już bajka na kolejny post...

od dzisiaj odliczanie...

czyli 40 DDW...

skrót myślowy znany ...

mam nadzieję, że chociaż z grubsza uda mi się oddać atmosferę dni przygotowań do wyjazdu tak by móc po powrocie zmienić tytuł na w znanym moim stylu "dziennik pokładowy"...

już wkrótce powklejam  mapki i omówienia tras...

cierpliwości...

dopiero co wyłażę z remontowych zaległości... 

ciąg dalszy odliczania, czyli...

39 DDW...

i wspomnienie "starzyków" z Kizkalsi, do którego zmierzamy...

znaczy się pławienie w cieplutkim morzu analogicznie jak w bratankowym basenie...

a granica z Syrią tuż - tuż...

nawet

a to własnie wspomnienie ubiegłorocznego przejazdu przez Konya...

spotkaliśmy tam polską wycieczkę z Alanya, paniusiom to się w łebkach nie mieściło, żeśmy osobiście dojechali własną puszką na 4 kółkach...

a teraz...  

się nie obejrzałem, jak zacząłem fizyczne przygotowania sprzętu wyjazdowego...

a licznik wskazuje 38 DDW...

na początek poszedł a właściwie poszła maszynka dwupalnikowa, elektryczna do gotowania...

wozimy ją od kilku lat, prawie zawsze się przydaje ...

tym razem też ją zabierzemy na dnie bagażnika...

listę zabieranego sprzętu mam od dobrych 10 lat gotową, jest przyklejona do wewnętrznych dźwiczek szafki kuchennej...

na jej podstawie zaczynamy i kontrolujemy przygotowania...

zazwyczaj zaczynam 2 tygodnie przed wyjazdem...

tym razem wcześniej, bo musiałem uporządkować pokój gościnny, który czasowo gościł nasz sprzęt...

a ponadto kupka na którą zaczynam składać sprzęt przypomina o kolejnych punktach do przygotowania...

taka maszynka samonakręcająca...

na horyzoncie jeszcze jest teraz apteczka wyjazdowa, ale to już jest extra bajka... 

przelicznik wskazuje 36 DDW...

hm, jakie skojarzenia ?

patrzę jednym okiem na monitor tv...

a tam tyle się dzieje...

jakieś zamachy w Norwegii, sytuacja powodziowa w środkowej €pie...

tyle zdarzeń niby przypadkowych, ale możemy się o nie otrzeć podczas wyjazdu...

jeśli tylko łagodnie, bez skutków, czyli szkód bezpośrednich to co najmniej mogą wpłynąć na jakieś tam opóźnienie w podróży...

pal licho, jeśli to jest na początku, nie będzie wielkiego płaczu jak pojedziemy na przykład dzień dłuzej w kierunku TR....

gorzej będzie, że jak wyliczymy czas powrotu do PL na styk i utkniemy w zatorze, to wtedy trzeba będzie wołać do dyrekcji - zlituj i daj jeszcze jeden dzień urlopu - żeby tylko...

dlatego tak planuję powrót, by mieć jeden dzień zapasu i nadwyżkę jaka pozostanie zagospodarowuję na termalnych moczydłach w Bratankowie... 

co jest tożsame z tamtejszymi piwniczkami...

 

 

Mamy taką nadzieję i trzymamy kciuki za powodzenie wypraw: Waszej i naszej. Podróżowaliśmy już w różnych okolicznościach geopolitycznych, w ramadanie, podczas wyborów, wizyt głów państwa i jakoś zawsze była to raczej atrakcja niż przeszkoda.

piszę krótko...

DDW 35...

a dlatego, że poprzednio wyedytowany tekst wiatr z kosmosu tam go zawiał...

a teraz pokrótce o  przygotowaniach dnia sobotniego, 23 lipca...

( nasza lipa ogrodowa już dawno straciła kwiecie )...

sensowny akcent poszedł na:

- przygotowanie prasy polskojęzycznej ( tytułów nie reklamuję ) na czas plażobyczenia,

- dywagacje na temat żywienia na trasie przejazdu,

- przeglądowi Bezdroży ( pozyskanej dzięki znajomości z Carnivalką - może tu kiedyś "wdepnie" ),

- luknięciu na mapę papierową i znalezieniu jednej z podopcji wojażu w zachodniej Anatolii...

- wczytaniu się w opis Izniku...

- zaprojektowaniu wizyty u pani stomatolog...  

 

a tak sobie w między czasie - tureckie bezdroża, czyli zwykła droga "wojewódzka"...

 

 

  

czyli tradycyjny poobiedni poczęstunek "kieliszkiem" herbaty...

w lokanta - gdzieś na trasie ...

ale i naczynia i herbata turecka to znów oddzielne dwa tematy...

a po drodze ... 

34 DDW...

zatem w niedzielę wzięliśmy się za porządkowanie 2 toreb podróżnych...

zasadnicza zmiana - to wymiana czajnika elektrycznego, poprzedni już od kilku lat nam dokuczał, więc poszedł do rezerwy a jego miejsce zajął przetestowany przez kilkanaście dni nowy...

poza tym naprawiałem "naciągi" do zamków niby błyskawicznych do owych toreb...

a na wieczornej mszy nasza Xsarcia przeszła po raz drugi pokropek Św. Krzysztofa, a co, od przybytku głowa nie boli... 

dzisiaj na liczniku 33 DDW...

i przygotowane scany mapy I - szego dnia tureckiego...

 

najpierw walka na przejściu granicznym ...

a potem szukanie ściany płaczu w pierwszym większym miasteczku...

potem przebijanie się przez most w Istambule...

a pod koniec dnia - rozwiązywanie dylematu - Iznik czy Yalova...

znalazłem wariant pośredni - zakwaterowanie w Izniku a stamtąd wypad do Yalova na tych parę godzin - wszak to niedaleko i można zobaczyć kurort a może zaznać rozkoszy kąpieli w termach ...

czyli 32 DDW..

przypadkiem skontrolowałem dzisiaj rano przed wyjazdem do pracy kartę ECUZ należącą do maryli...

i lekko zdębiałem...

przedawniła się w maju...

a ponoć 5 lat ważna ...

juak ten czas upłynął - od czasu wyrobienia...

zatem wydrukowałem wniosek i jutro rano albo po południu ( w środy NFOZ do 17ste arbajci ) podchodzę do pokoiku panienki z NFOZu...

poza tym czynimy sobie dywagacje na poziomie wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą, czy co jest przydatniejsze dla duszy - motel z apartamentami czy pensjonat rodzinny ? 

nie idzie o same luksusowe uwarunkowania a raczej o podteksty co nam może przynieść oszczędność na kosztach a co nam da kontakt z rodziną właścicieli pensjonatu...

ja liczę na przyklad na bliższą szkołę kulinarną pod auspicjami gospodyni...

czyli 31 DDW...

znalazłem swoją mapkę porównawczą tras do BG...

ma ona zasadnicze znaczenie w moim zaplanowaniu dojazdu do i z TR...

z rozmaitych względów będę preferować trasę via Romkowo...

ale też i trasa serbska obcą mi nie jest i jest w rezerwie na okoliczność rozmaitych a nieprzewidzianych wydarzeń...

w każdym bądź razie trasami tymi dociera się do 2 przejść granicznych z TR od strony BG - czyli Edirne i Małko Trnovo...

ponieważ o tym etapie, czyli PL - BG/TR pisałem sporo w swoich repotrażach na innych forach - więc nie znajduję uzasadnienia do ponownego kopiowania...

gdyby jednak ktokolwiek uznał za sensowny powrót chętnie udzielę dodatkowych wyjaśnień, raczej na forum, chyba, że zakres zapytania wskazywałby na konieczność zachowania poufności pewnych detali...    

 

 

a na liczniku DDW 30...

wczoraj pokazałem porównanie tras...

na mapie fajosko to-to wygląda...

długo by porównywać...

w każdym bądź razie - nam trasa via Romkowo bardziej pasuje...

od lat małymi kroczkami cuś realizujemy w ramach zwiedzania...

 tak na przykład w roku 2008 zaliczyliśmy....

zamek w Hunedoarze...

 a potem jeszcze całkiem nie zaprogramowane zwiedzanie monastyru w Lainici...

 

 

 

 

 

a tamże niezakapturzony mnich...

 

oraz...

malownicze wejście do głównego sanktuarium... 

 

 

a na liczniku DDW 29...

a na razie = na dzisiaj nihil novi...

dopiero przed nami cały weekend...

u nas podobnie, jutro szał zakupów przedwyjazdowych. BTW, bywasz na tym gg?

czekam na Ciebie po przywołaniu...

każdego dnia jakąś cząstkę przeznaczamy na pogaduchę ...

a zaczynamy gadać o kązdym kolejnym wyjeździe jeszcze w drodze powrotnej...

taką  mamy tradycję...

a na indywidualne życznie Izy...

jawię się w tureckiej koszulce...

żeby sprezentować, jak pisze się Istambuł...

ps - koszulka kupiona w ichniej biedronce ...

akuratnie wypadł mi jeden dzionek w bytności sieciowej...

czyli licznik wskazuje DDW 27...

a być może nastąpi korekta o jeden dzień mniej, bo nadal przymierzam się do dodatkowego ( wcześniejszego ) dnia urlopu tak by wystartować już w piątek...

z sieci docierają wiadomości, że niektóre odcinki w Romkowie załapują się na zatory, między innymi w okolicach Cozia...

sygnały podają, że weekendowe zatory wyliczone były nawet na 4 godziny...

także wiadukt Giurgiu / Russe przeciążony w weekend...

zastanawiam się na ile są to info prawdziwe, czasami Angst hat grosse Augen, a na ile skutkiem powiększenia się ilostanu 4 kółek w Romkowie na które nakłada się niefrasobliwość zarządców infrastuktury drogowej uruchamiającej prace remontowe akurat w dni największego natężenia ruchu...

ale nie ma strachu, mam przygotowanych bardzo wiele wariantów trasy via Romkowo, tylko nie przez zieloną Ukrainę...

      

adnotacja przyszłego  dziennika pokładowego...

26 DDW...

przyszło lekkie uspokojenie co do trasy via Romkowo, między innymi od Wawo, że przejazd przez most ( viaduct ) w Cozia zajął ca 10 minut...

widać dzieciaki nie pchały się prze most w szczyt weekendowy...

z głównych przygotowań niewiele...

raczej oscyluję ciągle w rejonie medykamentów, cóż zdrówko nie najwyższych jest polotów...

i cuś na katar trzeba też trzeba mieć, dopada mnie nie tylko w zimę...

jeszcze tylko trochę prac około gródka - padła mi ostatnio podkaszarka i chyba za jakiś tydzionek trzeba będzie kupić nową, bo stara - pracująca non stop od roku 2005 odmówiła pracy...

na razie nie mam konceptu fotograficznego - co by tu wstawić...  

Tak tylko nieśmiało podpowiadam, znaczy się :)

tylko dwie dedykacje z Sovata...

to taka solidna kombinacja naszych polskich odpowiedników górskich i mineralnych kurortów...

ale to jeszcze wszystko przed Wami z dużym wyprzedzeniem czasowym...

 

to

Strony

cardiologistsnode