Pomysł na wycieczkę ze Stambułu (4-5 dni) - relacja z wycieczki

No więc tak: w pierwszej połowie marca znowu wybieram się do Turcji :) (a propos, 2 dni temu kiedy kupowałem bilety, LOT miał dostępne bilety do Stambułu na wiele terminów w tych okolicach za ok. 400 PLN). Większość czasu spędzę w samym Stambule, ale zostaje mi kilka dni i chętnie bym się wybrał gdzieś dalej.

 

W Stambule ląduję w sobotę po południu, czyli realnie mógłbym wyruszyć dalej w niedzielę rano, może ewentualnie w sobotę wieczorem. Muszę być z powrotem w czwartek wieczorem, czyli zostaje 4-5 dni.

 

Marzy mi się wschodnia Turcja, w której jeszcze nigdy nie byłem. Ze względu na małą ilość czasu, raczej musiałbym się tam dostać drogą lotniczą i skupić się na ograniczonej liczbie miejsc. No i o tej porze roku chyba odpada Nemrut Dagi, o którym też marzę. Więc co byście radzili?

 

Na pewno punktem obowiązkowym jest Sanliurfa, ale co poza tym? Diyarbakir brzmi b. ciekawie (kultura kurdyjska, atomosfera Bliskiego Wschodu itp.), ale może lepszy byłby Gaziantep albo Malatya? I gdzie ewentualnie poza głównymi miastami można by się wybrać na jakąś szybką wycieczkę - na razie przyszedł mi do głowy Harran jako wypad z Urfy, ale może macie coś jeszcze?

 

Właściwie jestem też otwarty na inne sugestie. Chodził mi po głowie Izmir z przyległościami (niby byłem w Izmirze i Efezie, ale to było 15 lat temu i już niewiele pamiętam). Znalazłem też fajną ofertę na loty ze Stambułu do Nikozji i turecki Cypr też mnie kusi.

 

W sumie mam mętlik w głowie, więc może spróbujecie mnie przekonać do jakiejś konkretnej opcji. Chciałbym coś postanowić niedługo, bo później będzie coraz trudniej kupić bilety lotnicze w sensownej cenie.

Czuję się wywołana do odpowiedzi :) Moim zdaniem południowo-wschodnia Turcja to dobry wybór, chociaż 4-5 dni to oczywiście mało czasu. Zresztą niezależnie, gdzie się wybierzesz, to zobaczysz tylko drobny ułamek warty zobaczenia...

Przechodząc do sedna, Urfa to świetny punkt startowy i pewnie spędzisz tam co najmniej 1 dzień, jest co oglądać. W okolicach oprócz słynnego Harranu znajduje się ukryty skarb turystyki archeologicznej, czyli Göbekli Tepe. Jedynym problemem może być dojazd - dolmusze tam raczej nie jeżdżą, o ile nic się nie zmieniło od 2008 roku. Jeżeli się zdecydujesz na ten kierunek, to podam namiary na sprawdzonego osobiście przewodnika. Ewentualnie wypożyczysz samochód.

Drugie miejsce to zdecydowanie Diyarbakir ze swoimi słynnymi murami i meczetami o początkach ginących w mrokach dziejów. Byłam dwukrotnie i chcę tam jeszcze kiedyś wrócić.

No i to by było na tyle - w tak krótkim czasie nie ma sensu jechanie do Malatyi (serce mi się ściska, gdy muszę to napisać), ale jest ona zbyt oddalona, żeby tracić czas na przejazd przez góry. Pojedziesz tam, jeżeli chwycisz bakcyla południowo-wschodniego. Gaziantep - osobiście nie polecam, chociaż mają ciekawe muzeum z mozaikami z Zeugmy.

Pamiętaj tylko, żeby zawsze mieć tam przy sobie paszport - nigdy nie zostawiaj go w hotelu. Kontrole jandarmy potrafią w tamtym regionie być częste i dokładne...

Na zachętę polecam lekturę moich wypocin: Wspomnienie z Diyarbakir oraz Drugie wspomnienie z Diyarbakir, a na dokładkę Galerię murów obronnych oraz szkic historyczny o Oblężeniu Amidy.

aż kładzie na ziemi...

faktycznie - tyle jest ciekawego na ziemi tureckiej...

jako alternatywę na marcową improwizację sugeruję przejazd autobusami wzdłuż wybrzeża...

ja się raz przejechałem - bez żadnego przygotowania - własnym autkiem - od Mersin do Canakkale...

po prostu dla wrażen krajobrazowych ...

Ty masz jeszcze szansę wybrać sobie z palety miast na trasie przejazdów autobusów...

a polska fantazja jest bujna... 

To chyba opcja dla kogoś, kto ma więcej czasu niż ja tym razem... Nie chciałbym spędzić więcej czasu w autobusach niż na zwiedzaniu, no i wolałbym jednak zobaczyć jakieś konkretniejsze atrakcje.

 

Poza tym kwestia terminu - początek marca to w północnej Turcji jeszcze prawie zima. Wolę albo pojechać gdzieś gdzie jest nieco cieplej, albo kręcić się po większych miastach, gdzie łatwiej znaleźć coś do roboty przy kiepskiej pogodzie, niż jeździć po odludziach.

Wiedziałem, Izo, że można na Ciebie liczyć :) Bardzo dziękuję za info, i cieszę się, że jako specjalistka od wschodniej Turcji zaaprobowałaś tę wersję trasy, ku której się skłaniałem. Wiem, że 4-5 dni to niedużo, ale zawsze to lepsze niż nic. Jeśli spodoba mi się w tej części Turcji, zawsze mogę tam wrócić. 

 

Stwierdziłem, że lepiej odwiedzić mniej miejsc, a za to poznać je trochę lepiej niż zwiedzać metodą wycieczek zorganizowanych "atrakcje nr 1, 2 i 3 odhaczone, jedziemy dalej". Po sprawdzeniu rozkładów lotów wstępnie wymyśliłem sobie coś takiego:

- wylot ze Stambułu wcześnie rano w niedzielę, przylot do Urfy ok. 9

- cała niedziela i poniedziałek w Urfie

- we wtorek wycieczka do Harranu, powrót do Urfy

- w środę rano przejazd autobusem do Diyarbakiru

- zwiedzanie Diyarbakiru przez resztę środy i większą część czwartku

- wylot z Diyarbakiru do Stambułu po 21 w czwartek

 

Czy wg Ciebie brzmi to sensownie?

 

Nad Göbekli Tepe jeszcze się zastanawiam. Brzmi i wygląda ciekawie, ale chyba jednak dotarcie tam wymaga sporo zachodu... Zresztą na razie grunt to zarezerwować loty żeby wyznaczyć jakieś ramy wycieczki, a nad tym, co zrobić pomiędzy nimi, mogę jeszcze pomyśleć.

Wg mnie brzmi bardzo sensownie, warto sprawdzić godziny otwarcia różnych lokalnych atrakcji, przykładowo nas siłą prawie wyrzucali z kale w Urfie, bo chcieli zamykać. Nie pamiętam dokładnie godzin otwarcia, ale właśnie zachodziło słońce i ledwo załapaliśmy się na zrobienie fajnych zdjęć z góry. W tym roku podobno jest czynny od 8:00 do 20:00. Podobnie tamtejszy bazar, też się dość szybko zwijali z towarami.

Göbekli Tepe znajduje się zaledwie parę km za Urfą, ale to już sam zdecydujesz. Zresztą, jak się ostatecznie namyślisz i kupisz bilety, to będzie sporo czasu na dogranie szczegółów.

Przemyślałem sprawę i się zdecydowałem. Mam już nawet bilet na lot ze Stambułu do Urfy. Gdyby to kogoś interesowało, kosztował 94 TL. Wg Lonely Planet za bilet autobusowy na tej trasie trzeba zapłacić 70 TL, więc różnica nie jest porażająca, a oszczędza się dobre kilkanaście godzin.

...zdecydowanej postawy. Przy tak ograniczonym czasie na zwiedzanie przelot do Urfy to jedyne rozsądne podejście, zwłaszcza przy korzystnej cenowo ofercie - to w THY, prawda, takie tanie bilety?

Tak, w THY. Do Urfy nie latają żadne inne linie.

Natomiast mam pewien problem co do powrotu z Diyarbakiru. Tzn. problem jak problem - mogę spokojnie kupić bilet w THY za tę samą cenę co ze Stambułu do Urfy, ale znalazłem połączenie Onur Air, nieco tańsze i o trochę wygodniejszej godzinie, tylko nie potrafię kupić biletów na ich stronie.  

Poradziłem sobie nawet z tym, że jest tylko po turecku :) ale mojej karty już przyjąć nie chcą :( Może Tobie przychodzi do głowy jakiś sposób na kupienie biletu inaczej niż przez stronę przewoźnika (a bez dużej prowizji)?

a ja jestem mocno zainteresowany pozyskaniem informacji jak latać po TR...

konkretnie jak można tanio dolecieć z Istanbułu do Mersin ?

albo choćby do Ankary - a potem mogę złapać autobusowe połączenie 2 x na dobę do Kizkalesi...

i jak z przesiadkami w Ankarze - jakie jest tam skomunikowanie aeroportu z dworcem autobusowym ? 

Mersin chyba nie ma lotniska, ale można polecieć do Adany.

A bilety kupuje się na stronach linii lotniczych - główny turecki przewoźnik to Turkish Airlines, lub jak wolisz Türk Hava Yolları:

http://www.turkishairlines.com/pl-PL/index.aspx

a ze Stambułu do Adany lata też:

http://onurair.com.tr/

Do Ankary też można polecieć THY, lotów jest całe mnóstwo. Tak czy inaczej, jeśli chcesz polecieć w miarę tanio, lepiej jest kupować bilet z dużym wyprzedzeniem.

Witajcie:) widzę, że wątek dość stary, ale omawiana podróż zdaje się jeszcze niezrealizowana, dlatego pozwalam sobie dorzucić moje trzy grosze: najtańsze znane mi linie lotnicze latające po Turcji to www.sunexpress.com oraz flypgs.com/en/ - ceny mają zbliżone, nie latają do Urfy ani Mersin, ale za to np. do Adany (blisko Mersin i Kizkalesi), Gaziantep, Diyarbakir, Mardin. Osobiście spośród wschodnich atrakcji Turcji za absolutny punkt obowiązkowy uważam Mardin - wart spędzenia znacznie większej ilości czasu niż Diyarbakir, w pobliżu miasteczka Midyat znajduje się też niesamowite starożytne miasto skalne Hasankeyf. Urfa i Antakya też są warte polecenia, Gaziantep - tylko jeśli po drodze. 5 dni na wschodzie zaplanowałabym następująco: 1 i 2 dzień - Urfa, Harran, Göbekli Tepe 3 dzień - Mardin 4 dzień - Hasankeyf "po drodze" do Diyarbakir 5 dzień - Diyarbakir i lot powrotny do Stambułu. Odbyłam tę trasę w odwróconej kolejności i na wszystko starczyło czasu bez problemu, odległości nie są aż tak duże. Pozdrawiam:) Anka

Podróż faktycznie niezrealizowana, ale bilety na samoloty już dawno kupione - tym niemniej za sugestie lotów dziękuję, przydadzą się na przyszłość :)

Nad Mardin i Hasankeyf pomyślę. Generalnie moje podejście jest takie, że wolę odwiedzić mniej miejsc, ale dokładniej - obejść dookoła i wczuć się w atmosferę. W związku z tym nie wiem czy zmieszczę w programie wszystko co sugerujesz, ale przynajmniej jedno z tych dwóch miejsc mógłbym rzeczywiście odwiedzić.

Poczytałem sobie o Mardin w Lonely Planet, i z jednej strony brzmi b. fajnie, ale z drugiej... miasto leży na wysokości ponad 1300m. Boję się, że o tej porze może tam jeszcze być zima.

Hej, trochę poszukałam po sieci i wygląda, że nie jest tak najgorzej z pogodą w Mardin w marcu. Rzuć okiem na te linki Climate Mardin oraz Mardin Climate History. Temperatury prawie cały czas na plusie, śnieg nie pada :)

Dzięki za znalezisko :) Faktycznie nie jest tak najgorzej. Może bez rewelacji, ale o dziwo wg tej strony Mardin w marcu jest nawet odrobinę cieplejsze niż Urfa, czyli mój argument odpada.

A Ty, Izo, byłaś w Mardinie? Na TwS nie znalazłem żadnego opisu wizyty w tym mieście.

Nie, nie byłam w Mardinie, ale po cichu liczę na Twoją wizytę :)

jak się jeszcze zastanawiasz, to może zachęcę: uważam, że Mardin jest najfajniejszym (w kontekście ogólnego wrażenia - ładności, klimatu, ludzi itp, może też mojego nastroju;)) miastem w jakim byłam :) a napewno jest w TOP3 (chyba z Samarkandą i Stambułem). Wielkie niedopatrzenie że TwS jeszcze tam nie dotarła :P a Hasankeyf - mają zatapiać więc nie można odkładać w nieskończoność wizyty tam - a odwiedzić zdecydowanie warto.

z przedmówczynią!:)) Mardin oczarowuje każdego. Fakt - aby zobaczyć wszystkie miejsca w Turcji, które są tego warte, zabrakłoby życia. Ale być tak blisko i go nie odwiedzić, to już ciężki grzech. Również w ramach zachęty albo raczej zaostrzenia apetytu: http://na-gape.blogspot.com/2011/05/na-granicy-kurdystanu.html - o podróży po wschodniej Turcji z przymróżeniem oka;) Udanej podróży! Anka (ta sama;))

Cóż za zmasowany atak ;)

Chyba mnie już prawie przekonaliście do Mardinu. Natomiast Hasankeyf... hmm... nie powiem, brzmi fajnie, ale to jednak mniej po drodze i nie bardzo się da bezpośrednio dojechać (tak przynajmniej piszą w LP). Chyba za dużo czasu straciłbym na dojazdy - mając tak mało czasu, tego właśnie chciałbym uniknąć.

Bezpośrednio nie, trzeba najpierw dojechać do Midyat i tam przesiąść się w busa do Hasankeyf. Z Hasankeyf jeżdżą busy do Diyarbakir i do Batman. Wszystkie z częstotliwością co pół godziny mniej więcej. Jak wspomniano wyżej - nad Hasankeyf wisi realna groźba zalania przez wody spiętrzone na zaporze, która ma powstać w nieodległej przyszłości. Radzę wziąć to pod uwagę;) z drugiej strony nie musisz przecież nic z góry planować na sztywno, zorientujesz się na miejscu, na co masz ochotę. Tak czy inaczej jestem pewna, że podróż Cię nie rozczaruje (zazdroszczę!) i mam nadzieję (chyba nie tylko ja), że podzielisz się wrażeniami;) Anka

"Bezpośrednio nie, trzeba najpierw dojechać do Midyat i tam przesiąść się w busa do Hasankeyf. Z Hasankeyf jeżdżą busy do Diyarbakir i do Batman."

 

No właśnie, to się mniej więcej zgadza z tym co przeczytałem w LP. Z tymi wszystkimi przesiadkami wyszłoby na to, że stracę dodatkowo z pół dnia na dojazdy. Przy tak ograniczonym czasie IMO nie warto - chociaż obejrzałem w sieci trochę zdjęć z Hasankeyf i są b. zachęcające do wizyty.

Faktycznie może być tak, że polecę do Urfy bez sztywnego planu. Zakładam, że o tej porze roku problemów z noclegami nie będzie, więc mogę być spontaniczny :) Ważne żebym piątego dnia wieczorem był w Diyarbakirze i złapał samolot do Stambułu.

Z drugiej strony, to ma być tylko wstęp do wschodniej Turcji. Jeżeli wypadnie dobrze, to pewnie wrócę w te strony, niewykluczone, że nawet już w tym roku, o bardziej sprzyjającej porze. Nemrut Dagi wciąż mi się marzy, a w marcu nie ma szans żeby tam dotrzeć.

Wylatuję już za 4 dni :) Zasadniczo plan jest taki: najpierw 2 dni w Urfie (z wycieczką do Harranu), potem Mardin i na koniec Diyarbakir. Chociaż niewykluczone, że na miejscu zmienię zdanie. A może macie dla mnie jeszcze jakieś lastminutowe sugestie?

To powyżej oczywiście pisałem ja, tylko zapomniałem się zalogować :)

że trzymamy w redakcji kciuki za powodzenie wyprawy i czekamy na fotorelację ;)

Bylo milo, ale sie nieco schrzanilo, niestety. Najpierw THY odwolalo mi lot do Urfy, przez co z 5 dni zostalo mi 4 (przylecialem wczoraj pozno wieczorem zamiast wczesnie rano jak mialem w planie), a potem zgubili moj bagaz :( Licze jeszcze, ze bagaz przyleci, ale na razie mam problem.

Tym niemniej obejrzalem dzisiaj Urfe. Miasto b. mi sie spodobalo - niestety Kale bylo zamkniete, wiec musialem zadowolic sie spacerem dookol.

Jutro tak czy inaczej wybieram sie do Harranu, a potem zobaczymy w zaleznosci od sytuacji z bagazem.

ale i tak zazdroszczę wycieczki :P

Widzę, że THY ma w nawyku gubienie bagaży, nam też posiali na trasie Stambuł - Izmir. Na pocieszenie - znalazły się po niecałej dobie :)

Kale w Urfie było zamknięte z powodu jakichś godzin otwarcia czy w ogóle?

Miłego zwiedzania Harranu i proszę pamiętaj o jakichś fotkach dla publiczności!

Fotki sa, i nawet teraz bym jakies wrzucil gdyby nie to, ze kabel zostal w zaginionym bagazu :-/

Zaczynam się poważnie niepokoić, czy nie trzeba awaryjnie siadać na koń i jechać do Turcji...

ale może Pavka wpadł w jakieś ramiona Turczynki i zapomniał o "bożym świecie" ?

allach akbahr...

Długo byś na tym koniu jechała :) ale dzięki za chęci.

Otóż żyję i mam się dobrze, ale bagaż został utracony raczej już bezpowrotnie. Ostatnie kilka dni spędziłem w Stambule (zgodnie z planem), i wróciłem dopiero wczoraj wieczorem, dlatego się nie odzywałem.

A więcej na temat podróży już niedługo.

chociaż bagażu szkoda :( Co do konia, to miałam raczej na myśli mechanicznego rumaka marki Peugeot :) Czekamy w redakcji z niecierpliwością na szczegóły wycieczki!

To skoro o wierzchowcach mowa, na dobry początek wklejam jednego z Mardinu :)

A Mardin rzeczywiście jest śliczny, chociaż co do pogody to jednak wyszło na moje - kiedy zajechałem tam wieczorem, trafiłem na śnieżycę :( Następnego dnia śnieg się topił, ale nadal nie było zbyt ciepło, a do tego błoto po pas.

Naobiecywałem, więc wypada wreszcie wrzucić coś na kształt relacji...

Przyleciałem do Stambułu w sobotę wieczorem. Resztę dnia poświęciłem na przywitanie z miastem i spacer po starych i dobrze sobie znanych miejscach, czyli nic ciekawego.

Następnego dnia zaś czekała mnie pobudka o 5 rano :( w celu złapania lotu do Urfy. Zajechałem więc na lotnisko, czekam wraz z resztą pasażerów, najpierw zapowiadają godzinę opóźnienia, potem półtorej... Czekamy, czekamy, aż w końcu okazuje się, że lot odwołano.

Udaje mi się przebukować bilet na wieczorny lot tego samego dnia. Trochę niefajnie, bo z planowanej, i tak już bardzo krótkiej, 5-dniowej wycieczki na wschód zostają 4 dni, ale cóż, siła wyższa. Zamiast się zamartwiać, stwierdzam, że jest ciągle jeszcze rano, mam cały dzień przed sobą, więc warto ruszyć w miasto.

Więc ruszam... najpierw w kierunku Eminonü, a dalej promem przez Bosfor do przystanku Harem.

Tu następują tradycyjne widoczki z promu: dzielnica Galata i mewy

 

 

Z przystani idę, mijając osmańskie koszary Selimiye i po drodze odwiedzając, skądinąd b. ładny, Büyük Selimiye Camii, w kierunku Karacaahmet Mezarlığı, podobno największego cmentarza Orientu.

 

 

 

Przy bramie cmentarza znajduje się zaś właściwy cel mojej wycieczki, czyli...

...Şakirin Camii (Meczet Wdzięczności).

Świątynia jest całkiem nowa, bo oddano ją do użytku w 2009 r., ale w odróżnieniu od większości nowo budowanych meczetów tureckich, zwraca uwagę oryginalną architekturą.

Nad kosmiczną aluminiową kopułą wznoszą się dwa 35-metrowe minarety. Pod kopułą z trzech stron za ażurowymi kratami znajdują się zaś wielkie okna, wpuszczające do wnętrza znacznie więcej światła niż w tradycyjnych meczetach.

 

 

Na dziedzińcu uwagę zwraca fontanna z symboliczną kulą ziemską.

 

 

A najoryginalniejszy jest chyba wystrój wnętrza. Co ciekawe, to pierwsze w Turcji wnętrze meczetu zaprojektowane przez kobietę. Obły, zielono-złoty mihrab, akrylowy minbar i asymetryczny żyrandol z kryształowymi łezkami robią wrażenie. Dywany nowoczesnym stylem dostosowują się do wystroju. I, co ważne w ten zimny dzień, meczet ma ogrzewanie podłogowe :) Dzięki temu można w nim komfortowo siedzieć przez dłuższy czas, czy to modląc się, czy tylko, jak ja, podziwiając wnętrze.

 

 

 

Z meczetu Şakirin poszedłem na przystań w Üsküdarze. Stamtąd wróciłem do Europy, ale tym razem na stronę na północ od Złotego Rogu, do Beşiktaş. Miałem w planie przespacerować się stamtąd pod most na Bosforze (to ok. 2 km) aby wreszcie zobaczyć z bliska Ortaköy Camii, który już tyle razy podziwiałem z wody (poniżej zdjęcie zrobione przeze mnie w 2008).

Niestety, już w trakcie rejsu zobaczyłem, że meczet jest opakowany płachtami oznaczającymi remont. W tej sytuacji postanowiłem zrezygnować ze spaceru w tamtym kierunku i wrócić pieszo do centrum. Resztę dnia spędziłem kręcąc się po dobrze mi już znanych okolicach i nie mam pełnej dokumentacji fotograficznej, ale co mam, to wklejam:

Tylna brama pałacu Dolmabahçe. Żołnierze w szklanych klatkach są tak nieruchomi, że byłem pewien, że są manekinami - dopiero po dłuższej obserwacji stwierdziłem, że jednak oddychają :)

Gotycka wieża Arap Camii (Meczetu Arabskiego), dawnego katolickiego kościoła św. Dominika. Pochodzący z XIV w. budynek stoi w dzielnicy Galata.

Hagia Sofia o zachodzie słońca. Mam już setki zdjęć tego miejsca, ale stwierdziłem, że fotki w takim oświetleniu wcześniej nie robiłem, więc cyknąłem jeszcze jedną :)

No a stamtąd pojechałem na lotnisko Atatürka żeby złapać samolot do Urfy. Tym razem udało się dotrzeć na wschód... przynajmniej mnie. Mojemu bagażowi niestety nie. Kiedy późnym wieczorem wylądowaliśmy na lotnisku GAP, okazało się, że brakuje mojej torby. Biorąc pod uwagę odwołanie porannego lotu, nawet nie bardzo się zdziwiłem. W biurze THY na lotnisku powiedziano mi, że bagaż zostanie automatycznie przetransferowany na lot wieczorny razem ze mną, ale cóż, pewnie coś pokręcili. Trzeba się upomnieć, to pewnie doślą go jutro, myślę (jak się okazało, naiwnie).

No nic, składam reklamację, z pewnymi problemami, bo na tym prowincjonalnym lotnisku nie jest łatwo dogadać się po angielsku. W międzyczasie pozostali pasażerowie mojego lotu zdążyli już zniknąć z lotniska. Jest już ok. 23, a do rana nie ma w rozkładzie innych lotów. Przez chwilę martwię się, że nie będę miał jak dotrzeć do miasta, a z lotniska do centrum Urfy jest 45km. Na szczęście (choć po dość długim oczekiwaniu) udaje mi się załapać na transport busem dowożącym pracowników lotniska. Za jedne 10 lir zostaję odstawiony pod same drzwi hotelu. Jest pierwsza w nocy, bagażu nie mam, ale i tak mi ulżyło - jednak dotarłem na miejsce. Wreszcie jestem na prawdziwym Wschodzie!

W takim razie do tej kategorii zaliczamy również to w Izmirze. Tam przy zgłaszaniu reklamacji zagubionego bagażu trzeba było używać języka migowego, mowy ciała, płaczu i krzyku, bo w językach innych niż turecki nikt z obsługi się nie komunikował :( Oczywiście porę też mieliśmy około-północną... tak chyba musi być, wg praw Murphy'ego dla podróżnych. Podziwiam za to zaradność w organizacji transportu lotnisko-hotel :)

Musimy przyznać, te zdjęcia i opis meczetu Şakirin powaliły nas na kolana. Ciekawa bryła, oryginalne wnętrze, nowatorskie rozwiązania, zwłaszcza mihrab! Prosimy o więcej takich ciekawostek (piszę w imieniu całej TwS-owej redakcji).

A ja dołączam w imieniu czytelników... I na pewno nie jestem wśród nich jedyną zachwyconą.

Aż się chce do Stambułu pojechać, ech.... 

Dzięki za te świetne zdjęcia.

Następnego dnia po wstaniu, zjedzeniu hotelowego śniadania i wykonaniu paru (bezowocnych) telefonów w związku z zaginionym bagażem wychodzę w miasto.

Şanlıurfa to jedno z największych (ok. pół miliona mieszkańców) i najstarszych (to tu podobno urodził się biblijny Abraham) miast południowo-wschodniej Anatolii. Obecną nazwę nadano mu w 1984 r. dodając człon "Şanlı" (chwalebny, zwycięski), ale na co dzień Turcy nadal nazywają je po staremu Urfa.

To, że jestem daleko na wschodzie, widać przede wszystkim po ubiorach mieszkańców. Zwłaszcza starsza część męskiej populacji nosi się tu inaczej niż na obszarach bliższych Europie. Długie szaty albo bardzo luźne w kroku spodnie i chusta (najczęściej arafatka) na głowie to powszechny widok:

 

 

Na dobry początek podczas spaceru z hotelu do najbardziej interesującej historycznie i turystycznie części miasta odwiedzam kilka mniej znanych meczetów. Pierwszy z nich to Yusuf Paşa Camii:

 

Kolejny to pochodzący z połowy XIX w. Hüseyin Paşa Camii:

 

 

A niedaleko stamtąd jest położony Ulu Camii (Wielki Meczet). To już ważny historycznie budynek, zbudowany w stylu syryjskim w XII w.

 

 

 

W przelocie rzucam też okiem na miejscowe bazary, w tym kryty Bedesten, oraz na Gümrük Hanı - dawniej mieścił się tu skład celny, obecnie dziedziniec jest opanowany przez kawiarnie.

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy fotorelacji - przydałaby się na poprawienie nastroju...

Wrzucam kolejne odcinki relacji z Urfy. Mam nadzieję, że choć na chwilę poprawi Ci to nastrój.

dziękuję! Tylko trochę tęsknię za podróżami, a jeszcze trzeba tyle zaplanować przed kolejną wyprawą :(

Wreszcie docieram do najciekawszej historyczno-turystycznie części Urfy. Zaczynam od kompleksu zwanego Dergah. Miejsce to jest celem pielgrzymek muzułmanów jako rzekome miejsce urodzenia Abrahama. Pierwsze 7 lat życia biblijny patriarcha spędził podobno w jaskini na zdjęciu poniżej, ukrywany przed królem Nemrodem, który rozkazał zabić wszystkich nowo narodzonych chłopców.

 

Budynek ma oddzielne wejścia dla mężczyzn i kobiet (na zdjęciu poniżej - panie na lewo, panowie na prawo). Do samej jaskini można tylko zajrzeć przez szybę, wejścia do niej nie ma. Liczba żarliwie modlących się muzułmanów wskazuje, że miejsce jest uważane za bardzo święte.

 

Tuż obok znajduje się zaś duży osmański meczet Mevlid-i Halil:

 

Meczet jak meczet, ale stwierdzam, że cały kompleks ma wyjątkowo fotogeniczne dziedzińce, więc spędzam sporo czasu pstrykając fotki pod każdym możliwym kątem. Próbka poniżej:

 

 

A nieopodal leży już najbardziej chyba znana atrakcja turystyczna Urfy - Balıklı Göl (Jezioro Rybne). To kolejne święte miejsce związane z Abrahamem. Biblijny patriarcha został przez Nemroda skazany na spalenie na stosie, jednak ogień cudownie zmienił się w wodę, a węgle w ryby.

Karpie, do dziś żyjące w stawie, są masowo dokarmiane przez pielgrzymów. Wg legendy łapanie ryb w tym miejscu grozi ślepotą, nic więc dziwnego, że karpie rozmnożyły się ponad wszelką miarę:

A nad brzegiem jeziora stoi Rızvaniye Vakfı Camii z pięknie odbijającymi się w wodzie arkadami. To chyba najczęściej fotografowane miejsce w Urfie. Oczywiście też nie mogłem sobie odmówić zrobienia kilku zdjęć:

A tuż obok, też nad brzegiem Jeziora Rybnego, jest położony Halilur Rahman Camii:

Kale, czyli twierdza, jest położone na wzgórzu wznoszącym się bezpośrednio nad jaskinią Abrahama. Sporo czasu spędziłem spacerując wokoło, w związku z tym, że miałem duże problemy ze zlokalizowaniem wejścia na teren. Kiedy wreszcie je namierzyłem, okazało się, że twierdza jest zamknięta (być może dlatego, że był poniedziałek, ale nie znalazłem żadnej informacji). Zatem jedyne co mam to zdjęcia zza ogrodzenia - na pierwszym kolumny zwane tronem Nemroda, na drugim fragment umocnień, a na ostatnim widok ze wzgórza na kopułę i minaret meczetu Mevlid-i Halil oraz historyczną zabudowę centrum.

I jeszcze kilka widoczków z miasta...

Bliżej niezidentyfikowana ozdóbka w oknie:

 

Yeni Fırfırlı Camii - obecnie meczet, ale pierwotnie był to ormiański kościół pod wezwaniem Dwunastu Apostołów.

 

Typowa uliczka w starej części miasta:

 

I jeszcze raz dziedziniec Mevlid-i Halil Camii - tym razem po zmroku:

Po całym dniu zwiedzania Urfy stanąłem przed dylematem: co robić dalej? Zostać jeszcze trochę licząc na to, że THY dowiezie mój bagaż czy ruszać w drogę?

Po kolejnej serii telefonów stwierdziłem, że raczej jednak na moje rzeczy się nie doczekam. Szybko opracowałem plan na resztę dnia i przystąpiłem do jego realizacji.

Najpierw szybkie zakupy w centrum Urfy oraz wizyta w kafejce internetowej w celu zarezerwowania kolejnego noclegu. Przy okazji filozoficznie zadumałem się nad tym jak niewiele rzeczy człowiekowi naprawdę potrzeba podczas podróży. Kilka zmian bielizny oraz szczotka i pasta do zębów kupione, i można ruszać. Po cholerę właściwie brać ze sobą więcej?

Postanawiam na przyszłość przemyśleć swoją strategię pakowania. Podczas samodzielnych podróży bez własnego środka transportu travelling light to dobry pomysł.

Podbudowany na duchu tym, że z nieprzyjemnej przygody wyciągnąłem przynajmniej pozytywne wnioski, łapię dolmuş w kierunku dworca autobusowego. Plan jest taki: najpierw szybka wycieczka do Harranu, powrót do Urfy, i stamtąd prosto do Mardinu, gdzie mam zarezerwowany hotel.

Muszę się trochę sprężyć jeśli chcę zrealizować ten program, ale na szczęście na odjazd busa do Harranu muszę czekać tylko kilka minut. Po około 1,5 godziny jestem na miejscu.

Rozpoczynam wędrówkę po Harranie w towarzystwie poznanego w autobusie turysty z Belgii. Jak się dowiaduję, jest w trakcie kilkumiesięcznej podróży, podczas której planuje przejechać drogą lądową najpierw przez Turcję, a potem przez niemal całą Europę. No i tak się szczęśliwie składa, że jest studentem archeologii śródziemnomorskiej, więc mogę nieco skorzystać z jego wiedzy podczas zwiedzania.

Trudno Harran nazwać pięknym miejscem. Dużo kurzu, walające się śmieci, tu i ówdzie bezładnie rozmieszczone domostwa, wokół których biegają dzieci i inwentarz żywy. Ale przyjeżdża się tu głównie w jednym celu - obejrzenia domów-uli. Budowle w tym kształcie, niespotykane nigdzie indziej w Turcji, powstają tu od ponad 2 tysięcy lat, aż do dziś. Miejscowi nadal mieszkają w tych konstrukcjach z cegły 'otynkowanych' krowim łajnem, z otworami u szczytów kopuł.

Jedną z atrakcji Harranu jest twierdza zbudowana za czasów dynastii Fatymidów panującej tu od XI w. Nieco nadgryziona zębem czasu, ale wciąż robiąca wrażenie. Można wspiąć się na mury i podziwiać Harran z lotu ptaka.

 

Kolejny zabytek to ruiny meczetu - podobno najstarszego w Anatolii, bo pochodzącego z VIII w. Ulu Cami. Niewiele z niego zostało, ale to co jest pozwala zrozumieć jak ogromna to była budowla. Minaret o przekroju kwadratu zaś to prawdziwa rzadkość w Turcji.

Odwiedzamy jeszcze z belgijskim kolegą miejscowy ośrodek kultury (Harran Kültür Evi). Jesteśmy jedynymi odwiedzającymi (zresztą chyba w całym Harranie nie ma poza nami innych turystów - zdecydowanie nie jest to sezon turystyczny), więc wdajemy się w dłuższą pogawędkę z załogą. Opowiadają nam o ośrodku, który kiedyś był domem mieszkalnym dużej rodziny (mieszkało tu ponad 20 osób) - oczywiście także jest złożony z uli. Podobno taka konstrukcja oraz pokrycie ścian łajnem sprawiają, że domy są stosunkowo chłodne latem i ciepłe zimą. Mnie co prawda we wnętrzu jest zimno ;) ale się nie kłócę.

Ośrodek zapewnia turystom wszelkie możliwe usługi - można tu coś zjeść, napić się herbaty, kupić pamiątki, a także przenocować. Oczywiście gospodarze proponują skorzystanie z noclegu - perspektywa kusząca, ale obydwaj mamy inne plany.

 

Zakończywszy tę krótką wycieczkę łapiemy autobus z powrotem do Şanlıurfy. Ponieważ wg Lonely Planet od późnego popołudnia autobusy międzymiastowe kursują znacznie rzadziej, mam pewne obawy czy uda mi się dojechać do Mardinu, ale niepotrzebnie. Na otogarze od razu zostaję skierowany gdzie trzeba i doprowadzony w miejsce skąd odjeżdżają autobusy (nie z samego dworca, a z punktu jakieś 100 metrów od niego) i po jakichś 20 minutach jestem już w drodze.

Strony