Plażowanie w sandałach (VI '14) - cz. 2

Termin
Rozpoczęcie: 
04/06/2014
Zakończenie: 
06/06/2014

Jakiś czas temu – pod koniec sierpnia – zdałem relację z pierwszej części czerwcowych wakacji w Turcji. Planowałem przez najbliższe dni wstawiać kolejne wpisy, ale na zakończenie zażartowałem, że pewnie minie więcej czasu zanim napiszę kolejną część. Biorąc pod uwagę, że jest już listopad, wcale mnie ten żart już nie bawi. Skruszony niedotrzymywaniem terminów nadrabiam zaległości.

Przez Anatolię

Środa, 4 czerwca 2014 r. Iznik- Eĝirdir

Pierwsza pobudka w Turcji, pierwsze prawdziwie tureckie śniadanie, smak tureckich oliwek, pomidorów i świadomość, że przed nami co najmniej 3 tygodnie rozkosznych wakacji – czego chcieć więcej?

Plan na dzisiaj jest następujący: obejrzeć mury Nicei, delektować się jazdą do Eĝirdir, a po drodze odwiedzić Antiochię Pizydyjską. Uprzedzając fakty, ostatniego punktu nie zrealizowaliśmy, więc przebyliśmy taką podróż jak poniżej na mapce.

Mapa – z Izniku do Eĝirdir

 

Rozpoczynamy od podziwiania murów. To znaczy ja podziwiam, a niedoceniająca możliwości fizycznego  obcowania z wielką historią i dodatkowo zniechęcona lekką mżawką żona zostaje w samochodzie. Poniżej kilka zdjęć.

Mury od strony jeziora

Mury nicejskie

Brama Stambulska

Brama północna

Brama Stambulska raz jeszcze

Od północy

Zabytek architektoniczny i zabytki motoryzacyjne

Samochody z epoki

Brama Lefkijska

Brama wschodnia

No i ruszamy na południe w poszukiwaniu słońca – do tej pory nie było go wiele. Droga przez  Wyżynę Anatolijską to przede wszystkim zachwyty nad drogami i rolnictwem.

Rolnictwo i drogi na jednym zdjęciu. Arbuzy to jeden z powodów, dla których zakochałem się w Turcji

Sztuka nowoczesna w swym najsmaczniejszym wydaniu 

Co do tych pierwszych, droga D650, którą będziemy się poruszać od miasta Bilecik aż do Afyonkarahisar to przepiękna, upstrzona wiaduktami i tunelami nowiutka dwupasmówka, która szczególnie na początku przepięknie wije się wśród gór.

Droga powoli wspina się na płaskowyż

Tunele i wiadukty

Po pewnym czasie, gdy wespnie się już na Wyżynę jest mniej efektowna, ale dalej każe zastanowić się, czy czasami nie tak wygląda przeinwestowanie. Państwowe inwestycje często bywają nie do końca przemyślane, a ta droga, choć piękna, wygląda właśnie na taką. Jest szeroka, wygodna, szybka i… całkowicie pusta. Tylko z rzadka mija nas jakiś samochód. W Polsce nocą ruch jest kilka razy większy. Zaczynam od razu przypominać sobie alarmujące artykuły o rosnącym zadłużeniu Turcji. No ale w końcu to moje wakacje i nie moje długi, więc już tylko upajam się wygodą jazdy.

Godziny szczytu na szosie

Tłoczno

A co do rolnictwa, to równie duże wrażenie co infrastruktura, robią niezmierzone hektary upraw rolnych. Jak okiem sięgnąć – jedzenie. Już dużo później po powrocie z wakacji w ramach obowiązków zawodowych miałem okazję być na konferencji poświęconej między innymi tureckiemu rolnictwu. Turcy mają jasny plan – do połowy wieku stać się piątym największym producentem rolnym na świecie! Później gdzieś nawet przyglądałem się liczbom i wychodziło mi, że to może nawet nie jest nierealne. Oczywiście nie mają szans pobić USA, Brazylii, Chin, czy Indii, ale już obecnie są w pierwszej dziesiątce, a biorąc pod uwagę, że mają sporo wody i wielkie ambicje – kto wie?

Przy okazji nie wiem czy wiecie, ale Turcja odpowiada za 75% światowej produkcji orzechów laskowych. Jest największym światowym producentem pigwy, moreli, czereśni, fig, wiśni, a gdyby wymieniać te gatunki, w których Turcja jest w pierwszej dziesiątce, to wyszłyby ze trzy linijki.

A propos rolnictwa – okolice Afyonkarahisar od zawsze są znane z produkcji maku (Afyon to znaczy opium), stąd zdjęcie upraw maku, które w początkach czerwca pięknie się bieliły na tle zieloności wzgórz.

Maki

 Uprawa pomagająca latać!

Wracając do podróży, to takie atrakcje jak Kutahya, czy Afyonkarahisar po prostu minęliśmy. Tyle, że w Kutahyi odwiedziliśmy supermarket.  Wiem, że to grzech ciężki, ale droga była długa, a ja już byłem zmęczony czwartym dniem za kierownicą. Ponad 2500 km jazdy zrobiły swoje i gdzieś tak 5 km za Afyonkarahisarem takie ogólne rozdrażnienie nie wiadomo czym i powiedziałem – walę to, nie chce mi się robić kolejnych stu kilometrów i zrezygnowałem z jazdy do Antiochii Pizydyjskiej. Dzisiaj tego żałuję, bo zawsze chciałem odwiedzić jak najwięcej pawłowych miejsc.

Do Eĝirdir pojechaliśmy więc z Afyonkarahisar prosto na południe przez Şuhut. I gdy wydawało się, że już niewiele ciekawego zostało tego dnia do zapamiętania, trafiliśmy na jeden z piękniejszych etapów tegorocznych wakacji. Najpierw wspinanie się na przełęcz Bozdurmuş Beli  (1440 m. n.p.m.) a później mieniące się wszystkimi odcieniami błękitu jezioro Eĝirdir.

Widok na miasto Karacaören z okolic przełęczy Bozdurmuş

 Tak naprawdę to może być inne miasto, ale czy to ważne?

Droga wzdłuż zachodniego brzegu jest niezwykle urokliwa i tylko szkoda, że nie widać tego do końca na zdjęciach. Przy okazji po raz pierwszy zobaczyliśmy w Turcji śnieg na zboczach olbrzymiej góry Gelincik Daĝı (2798 m. n.p.m.).

Seria zdjęć znad jeziora

Jezioro

Dalej jezioro 

Wiem, że na większości zdjęć horyzont jest krzywy, ale to pewnie wina krzywizny Ziemi. Przysięgam, że byłem trzeźwy

Egirdir na krzywo

Dalej jezioro

Kózki

Czasami się przejaśniało

Jezioro

Powoli dojeżdżamy do celu podróży

Egirdir

Ta cieniutka niteczka na tafli jeziora to Yeşilada

Yeşilada

Napis na zboczu głosi: Jesteśmy silni, odważni, gotowi. W sensie deklaratywnym armia turecka jest bez wątpienia jedną z najsilniejszych na świecie.

Silni, gotowi! 

Samo Eĝirdir to wyjątkowo urocze miasteczko usadowione na wąskim pasku płaskiego terenu pomiędzy stokami gór a brzegiem jeziora. Szczególnie dotyczy to tej część najbliżej półwyspu Yeşilada. Kilka najpotrzebniejszych sklepów, port, bazar, ruiny zamku i piękna promenada nad brzegiem jeziora. Nocujemy w hotelu/pensjonacie Choo Choo Pension (nie wiem skąd ta nazwa – hotel na szczęście w niczym nie przypominał dworca). Zanim jednak zapadnie noc, spacerujemy po okolicy choć wieje strasznie, urywa głowy, a na jeziorze tworzą się fale bałwanki. Od miejscowych piwoszy dowiaduję się, że zakazu picia alkoholu w plenerze brak, więc delektuję się Efesem podziwiając piękne okoliczności przyrody. Coś tam jemy, wymieniamy pieniądze – takie tam niezobowiązujące urlopowe obowiązki.

Zdjęcia Egirdir

miasto

Minaret egirdirski

Miasto

Jest oczywiście i Ataturk. Tu ozdobiony cytatem własnym, który przetłumaczony na nasze znaczy: bez pracy nie ma kołaczy!

Ojciec wszystkich ojców

Na tym zdjęciu chciałem uchwycić wiatr :)

Wiatr

A to ja przy piwku

Piwosz

Wracając natykamy się na zbiega! Nie był zbyt rozmowny, ale szybko orientujemy się, że uciekł z pobliskiej restauracji, gdzie miał być gwiazdą wieczoru, ale ponoć w gastronomii kariera dla takich jak on trwa krótko, więc nawiał.   

Zbieg

Zbieg

Kolację jemy u właściciela pensjonatu. Kolejny raz ryby, no ale jak się wybiera noclegi nad jeziorami to głupio byłoby jeść coś innego. Pewnie, gdybym zabrał się do spisywania relacji w lipcu ,to bym pamiętał jeszcze smak tej kolacji, a tak to już nie wiem nawet czy było bardziej smacznie, czy mniej.

Czwartek, 5 czerwca 2014 r. Eĝirdir-Faralya

Kolejny dzień to ostatni etap podróży przed dojazdem nad morze, gdzie będzie można przystąpić do najważniejszej powinności każdego cywilizowanego Europejczyka w Turcji, czyli do plażowania! Jedyne co nas martwi to fatalna pogoda, która utrzymuje się kolejny już dzień i prognozy, które kategorycznie stwierdzają, że może być tylko gorzej. W najbliższych dniach okaże się, że po raz kolejny meteorolodzy bezczelnie kłamali! Aż dziw, że tak rzadko te łotry przerzucają się na karierę w polityce – z takim doświadczeniem wieloletniego okłamywania społeczeństwa niejedna partia powitałaby ich z otwartymi ramionami.

A wracając do wakacji – nie pamiętam już dokładnie, co mi przyświecało, gdy wybierałem taką a nie inną drogę z Eĝirdir do Faralyi, małej wioski nieopodal Ölüdeniz. Na pewno chciałem zobaczyć jezioro Burdur, jechać jakąś górską drogą, bo tam widoki są zazwyczaj najładniejsze  i zahaczyć o jakieś starożytne miasto, a najlepiej kilka. Udało się ale nie w stu procentach.  Jeśli idzie o antyczne pozostałości to odwiedziliśmy tylko Kibyrę, a i tam nie zabawiliśmy dłużej, bo tak potwornie lało, że odbierało jakąkolwiek ochotę na dłuższe spacery.

Nasza czwartkowa trasa

Zanim ruszyliśmy najbardziej przykry obowiązek – wizyta na stacji benzynowej. O tym, że ceny paliwa w Turcji są kosmiczne wiedziałem od lat, ale i tak za każdym razem płakałem, gdy nalewając paliwo, na wyświetlaczu dystrybutora kwota zapłaty z sekund na sekundę stawała się coraz bardziej absurdalna. Za to zazwyczaj za darmo, albo za niewielką opłatą była myjnia. Zawsze jakieś pocieszenie…

Hamam dla naszego Hyundaia

Hamam

Jezioro Burdur nie zrobiło jakiegoś specjalnego wrażenia, ale to najpewniej wina tego, że aby przebić dwa poprzednie tureckie jeziora – to koło Inizku i Egirdir – trzeba już czegoś naprawdę potężnego. Zwykłe jezioro i to jeszcze przy pochmurnej, burej pogodzie nie było w stanie podołać temu wyzwaniu. Gdzieś po drodze byliśmy też po raz pierwszy zatrzymani do rutynowej kontroli, jakich pełno przy wjazdach do miast i miasteczek. Mundurowi zazwyczaj byli uprzejmi a wszystko trwało sekundę, bo nikomu nie chciało się wczytywać w polskie dokumenty. Krótka wymiana zdań, skąd jesteśmy, dokąd jedziemy, szerokiej drogi i już.

Od czasu do czasu w trakcie naszej podróży zdarzało nam się też wdać w dłuższe pogawędki, tak jak było to na stacji w Gölhisar, gdzie przy obowiązkowej herbacie, odbywaliśmy uprzejmy, drogowy small-talk. To znaczy ja odbywałem, a żona siedziała jak na tureckim kazaniu. Tam w Gölhisar akurat rozmowa zeszła na politykę, bo w telewizorze perorował Erdoĝan, ale najczęściej poruszane tematy to skąd znam język (a każdego kolejnego dnia znałem wszak lepiej), czy w Polsce jest taniej czy drożej, i jak bardzo podoba nam się Turcja (im dalej na wschód tym rzadziej pytano o Turcję a częściej o Kurdystan).

Co do Kibyry,o której w porównaniu do innych miast Azji Mniejszej pisze się raczej niedużo, to zwiedziłem niewiele. Rozpadało się koszmarnie. Ale jakieś tam zdjęcia zdążyłem zrobić, więc poniżej zamieszczam.

Stadion

Kibyra

Tu dowód na to, że padało w Gölhisar

Meczet zapłakany deszczem

A później już była cudowna droga wśród gór, pełna wąskich serpentyn, stromych podjazdów, a czasami i mgły.

W górach

serpentyny

Droga

Od czasu do czasu padało mocniej

Deszczowo

Ale widoki i tak były piękne

Gdzieś w górach

W Fethiye kolejny raz zakup miejscowych delikatesów (czyli głównie owoców, warzyw i słodkości), a potem już tylko przejazd przez zaskakująco brzydkie Ölüdeniz, jeszcze raz szaleńcze serpentyny tym razem z widokiem na morze, w tym na przepiękną Doliną Motyli (Kelebek Vadisi), i jesteśmy u celu podróży. Ale o tym już w kolejnej części.

Opustoszała plaża w Ölüdeniz

 Ölüdeniz po deszczu

Dolina motyli (praktycznie niedostępna od strony lądu)

Kelebek Vadisi

Kelebek Vadisi

ps Aha, po drodze spotkaliśmy pierwszy raz żółwia. Później nam spowszedniały, ale ten był jeszcze wielką atrakcją, więc specjalnie wysiedliśmy by go sfotografować. 

Kaplumbaga

Odpowiedzi

Fajnie się czyta, ale pogoda Was nie rozpieszczała - szkoda, bo w Kibyrze jest świetny teatr trochę dalej ścieżką przez krzaki. P.S. Relacja do lekkiej poprawki - mapki się nie pokazują :(

No rzeczywiście, początkowo było deszczowo. Ja już nawet byłem w połowie drogi do tego teatru, ale w pewnym momencie pomyślałem sobie, że dalszy spacer niewarty jest ceny całkowitego przemoczenia ubrania - trzeba się będzie przebierać, zaparują szyby w samochodzie i takie tam.

Zmieniłem adres URL mapek - mam nadzieję, że teraz są już widoczne. Zdjęcia umieszczam na portalu garnek.pl, niestety grafiki są tam usuwane, stąd mapy wstawiam na inne portale, gdzie nie trzeba się rejestrować.

Swoją drogą, zdjęcia możesz wrzucać na TwS-a, bez pośrednictwa innych serwisów. P.S. Wrzuciłam relację na główną :)

pierwszą część Twojej relacji przeczytałem i przypisek dokleiłem...

czy będzie ( i ile ) więcej odcinków ?

bo czyta się więcej aniżeli żywo ... :-)

Dziękuje serdecznie, za dodanie na główną! Z tymi zdjęciami to już może zostanę przy wrzucaniu na inny serwis - nie będę zapychał Wam pamięci. Części ma być docelowo 5. Obecnie pracuję cały wieczór nad częścią trzecią i do 1 w nocy zamierzam skończyć. Większość czasu zajmuje mi przebranie zdjęć - tylko drobny procent się nadaje, by z nimi wyjść do ludzi. :)

Zdjęcia z drogi pewnie też idą na bok, jako mniej interesujące niż starożytne ruiny albo widoczki z morzem w tle? A przecież przez setki kilometrów i wiele godzin jazdy zachwycamy się wspaniałymi scenami, jakie roztacza przed nami każdy kolejny kilometr trasy. Widoki zapierają dech, a że droga piękna, szeroka, ruch niewielki, więc chce się depnąć "do dechy", ale znowu paliwo drogie i w głowie ostrzeżenia o "dzikich" kierowcach tureckich :) Jadąc własnym samochodem przez Turcję walczymy z pokusą fotografowania i często przegrywamy... Dziękuję, żeś trochę zdjęć z trasy wrzucił, bo dla mnie są miłym wspomnieniem własnych podróży, na innych lub tych samych trasach.

A Yeşilada w Waszym czerwcu jest tak samo senna jak we wrześniu...