Mustafapaşa

Położenie: 
Współrzędne: 
38.587357, 34.900131
Miasto posiada zabytki: 
bizantyjskie

Do czasów pierwszej wojny światowej Mustafapaşa nazywane było Sinasos i było osadą grecką w Anatolii.

Co warto zobaczyć:

Pochodzące z czasów greckich mieszkańców kościoły wykute w skale przyciągają do miasta turystów z całego świata. Najważniejszym z nich jest kościół świętego Bazylego (Ayios Vasilios Kilise) z XII wieku. Drugim - kościół świętego Konstantyna i świętej Heleny (Ayios Kostantinos-Eleni Kilise) z XVIII wieku.

Ponadto w miasteczku znajduje się XIX-wieczna medresa oraz więcej kościołów, usytuowanych w Dolinie Klasztornej.

Jak dotrzeć?: 

Autokarem z Ürgüp (5 kilometrów).

Odpowiedzi

cuś na początek...

na stopniach medresy...

zajrzałem z kamerą nawet do środka...

z centrum w stronę doliny cerkiewnej...

ale do cerkwi nie dotarłem, droga zdawała się być nieprzejezdną a przede wszystkim już straciło się oznakowanie ....

czy są chętni do obejrzenia większej ilości fotek z tego dla nas najbardziej malowniczego miasteczka w Kapadocji ...

poza rzecz jasna samym Goreme...

Dawaj co masz na temat miasteczka :)

dotarliśmy do tego miasteczka w końcowej fazie naszego pobytu w Kapadocji AD 2009...

właśnie pod tym niby wiaduktem - może kiedyś akweduktem - przejechaliśmy w stronę doliny kościołów...

wróciliśmy, zaparkowaliśmy a ja wlazłem nawet na ów wiadukt...

a na nim kamerowałem, stąd nie mam z owej wysokości fotek...

właściwie, to walczyliśmy wewnętrznie - ile czasu chłonąć okiem widoki, ile kamerować a ile fotografować...

wtedy miałem dopiero swoją pierwszą słabiutką cyfrówkę z Biedronki marki kodak, więc zdjęcia nie są tak jak z lustrzanek...

ale cieszę się, że je wykonaliśmy...

potem zaczeliśmy powolny spacer w stronę ryneczku...

widać było, że są miejsca noclegowe, przyjeżdżały autokary i wyjeżdżały...

a skoro do Kapadocji ponoć się wraca więc przyobiecałem sobie, że w przypadku podjęcia próby podboju Turcji wchodniej - miejscówka noclegowa przypadnie na Mustafapaszę...

innym też bym poradził, nocować w Mustafapaszy a do Goreme tylko zaglądać...

jakoś podskórnie urzekło nas to miasteczko...

i choć opisywałem je już na innym forum - chętnie raz jeszcze powracam do wspomnień z tamtego spaceru...      

Jeżeli będziemy jechać na wschód przez Kapadocję, to też rozważymy poważnie nocleg w Mustafapaşa. Zdjęcia jak na aparat z Biedronki całkiem udane ;)

tak trzeba potraktować...

a ja ze zdziwieniem "odkryłem", że jeszcze nie byłaś tam :-)

wkrotce kolejne fotki i wrażenia, muszę jeno złapać oddech po obowiązkach zawodowych i rodzinnych...

kilkakrotnie zamienialiśmy się sprzętem, bo też chcieliśmy być uchwyceni na ruchomych i nieruchomych obrazkach...

czasami pewien obiekt wypadał pod słońce więc szukałem miejsca by znaleźć się w cieniu...

patrząc na domy widziało się dramat ich pierwotnych mieszkańców...

bo dotknął ich "problem" <<wymiany ludności>> między Turcją a Grecją lat dwudziestych XX wieku...  

to miasteczko zamieszkałe przez praktycznie samych Greków - zostało do cna wyludnione...

rzecz jasna - życie nie znosi próżni i w ramach rewanżu dotarli tutaj przesiedleńcy z Grecji...

nie wiem jakie reguły objęły zasiedlanie tych ziem ale można się domyślać dużej przypadkowości...

stąd też nowi lokatorzy nie podchodzili do swoich nowych domostw z taką estymą jak poprzedni - stąd widać rury kominkowe od kóz wstawione we frontowej ścianie bardzo pięknej kiedyś kamieniczki...

budowniczowie owych kamieniczek wykazali spory kuszt w zdobieniach ...

czułem to intuicyjnie - bo nie znam się na tych sztuczkach...

stosunkowo rzadko widok owych starych kamieniczek był przytłoczony nowoczesnymi elementami...

chodząc czuło się ciszę i upływ wieków...

    

 

może i niektóre sfotografowane obiekty z tamtego wyjazdu się powtarzają i to dlatego, że oprócz owego kodaka i kamery czyniłem jeszcze trochę fotek telefonem ( Nokia ) lecz w tym ostatnim przypadku - tylko wtedy, gdy było dobre oświetlenie i to zewnętrzne...

słońce przyprażało, więc zadebiutowała kupiona dzień wcześniej czapeczka ...

nawet nie wiem, jaką ona nosi nazwę - ale zyskała taką sympatię, rzecz jasna mojej osoby, bo stanowi od tej pory stały element ekwipunku na każdy wyjazd...

a już za kilka miesięcy podczas olinkluzowania w Bocianowie uratowała mi więcej niż zdrowie chroniąc moją łepetynę przed uderzeniem w ostry kant drzwi jeepa podczas wyprawy na Synaj...

a na powyższej fotce w tle za mną jest wejście do hotelu a kiedyś ponoć był tam monastyr...

chłodne skalne pokoje - bez okien - zwiedziłem wiedziony ciekawością - nie miały żadnego zapachu - proporcja temperatury nawet nie wskazywałaby na konieczność pytania się o klimatyzację...

 

czasami udawało się wejść na jakieś podwórze - jeśli brama nie była zamknięta lub bramy nie było...

ale nic nie było widać, posprzątane, zamiecione, schowane....

teraz się zastanawiam, czy te resztówki błękiktnej farby to próba przemalowania elewacji po zasiedleniu przez "nowych" gospodarzy ?

bo starzy - czytaj Grecy - gustują wszak w bieli...  

sporo jednak budynków podupada - cóż region głównie już turystyki żyje bo rolnictwo nie ma tam już większych szans, zatem na wędrowcach niewielu uda się zarobić...

jakąś małą szansą jest tkactwo domowe ale takie produkty to już tylko interesują koneserów...

nawet nie podchodziłem z zapytaniem o cenę...

w tym zaś przypadku stopień dewastacji okazał się zagrażającym...

cóż, indywidualnemu właścicielowi nie zawsze przyjdzie z sponsoringiem skarb państwa...

przechodzimy przez plac główny ( nie wiem, dlaczego nie zachowało się podstawowe ujęcie ) i idziemy w stronę wzgórza od strony zachodniej, za meczetem...

otóż i sam meczet aczkolwiek fragment minaretu nie miał szansy na zmieszczenie się :-(

akuratnie wzywali już na modły i na wyświetlaczu przewijał się pasek z wersetami z koranu...

nie śmiałem zakłócać spokoju modlących się...

fragment placu głównego wiadziany z góry...

jak byłem na dole robił na mnie większe wrażenie...

przy jednej z herbaciarni siedzący starcy wpatrywali się w nas ciekawym wzrokiem...      jeden z nich oferował nam z pomocą, ale zabrakło motywacji, radziliśmy sobie sami...

i trochę kurzu i hałasu wywoływały od czasu do czasu nadjeżdżające autobusy z objazdówkami...   

cuś a la panorama miasteczka...

jednak widać, że przy niektórych budynkach idą prace renowacyjne...

ale nie zdążyłem przebiec na drugą stronę aby zobaczyć kto jest sponsorem...

niestety - ów kodaczek nie posiadał zoomiku...

przed wejściem do cerkwi - niestety - wrota pozostały zabite - prawie jakby dechami...

wracając na dół ponownie zajrzalem do medresy, akurat było przemywane wodą podwórce, prawem kaduka nawinąłem trochę kamerką, wyszedłem na zewnątrz i przyklapnąłem na schodkach...

kończąc swoją relację dodam, że w restauracyjce przy owym hoteliku w grotach zjedliśmy swoje najlepsze jedzonko w Turcji...

niestety - jakość fotki owego dania - to kompletne dno, znaczy się fotka...

no i jeszcze jedno - restauracyjka plus hotel plus kafejka netowa - właśnie, ta kafejka miała swobodną obsługę poczty netowej, tam tylko jeden raz bez ograniczenia udało nam się wysłać netem fotkę z Kapadocji, tą dekorującą wstęp do naszego reportażu z roku 2011...

więcej już grzechów z Mustafapaşa nie pamiętam ale atmosfera tego miasteczka tak mi utkwiła, że jeśli będę przejeżdżał w okolicy ( jest przymiarka do TR wschodniej ) to wkalkuluję tą osadę jako punkt noclegowo odpoczynkowy z wskazaniem na zaległość - zwiedzenie Doliny Kościołów...  

      

cardiologistsnode