Jak dotrzeć do Turcji samochodem?

Przejazd z Polski do Turcji samochodem to przedsięwzięcie tylko z pozoru szalone. W rzeczywistości jest ono stosunkowo łatwe do wykonania dla dobrego kierowcy, chociaż w sytuacji idealnej kierowców powinno być dwóch: zminimalizuje to czas przejazdu oraz ryzyko wypadku spowodowanego przemęczeniem.

Dlaczego warto wybrać się do Turcji samochodem? Pierwszym powodem jest, z naszego punktu widzenia, niezwykła swoboda, jaką uzyskuje się podróżując własnym pojazdem. Przestają nas ograniczać rozkłady jazdy autokarów, trasy przejazdów dolmuszy czy też kaprysy tureckich kierowców zabierających (lub nie) autostopowiczów. Drugi powód, zapewne równie ważny, to aspekt finansowy takiego przedsięwzięcia. Zwłaszcza przy liczbie podróżnych większej niż 2 koszty wyprawy samochodowej zaczynają być niższe od wycieczki samolotem i zwiedzania na miejscu wynajętym samochodem lub autokarami. O możliwościach, jakie daje nieliczenie się z obowiązującymi w liniach lotniczych limitami bagażowymi nawet nie wspominamy.

Czy podróż do Turcji samochodem jest zawsze dobrym pomysłem? Zdecydowanie nie! Jeżeli planujecie wypoczynek w jednej z popularnych nadmorskich miejscowości, ewentualnie połączony z krótkimi wycieczkami po okolicy to zapewne łatwiejszą, tańszą i przyjemniejszą odpowiedzią będzie wykupienie biletu lotniczego i zdanie się na lokalny transport lub wynajęty samochód/motocykl/skuter. Jeżeli nie czujecie się pewnie za kierownicą, a widoki z dróg tureckich spędzają Wam sen z powiek, to też dajcie sobie spokój.

Przeczytaj więcej o micie niebezpiecznych dróg oraz szalonych tureckich kierowców.


Jeżeli nadal jesteście przekonani, że chcecie spróbować swoich sił w podróży do Turcji samochodem, to jest parę spraw, które warto załatwić przed wyruszeniem w trasę:

  1. Zielona karta - trzeba ją koniecznie mieć przy sobie podczas przekraczania granicy tureckiej i podczas podróżowania po terytorium Turcji - pamiętajcie, żeby załatwić ją sobie z odpowiednim wyprzedzeniem przed wyjazdem.
  2. Ubezpieczenie typu assistance - jeżeli je posiadacie, to należy sprawdzić, czy obejmuje ono swoją ochroną terytorium Republiki Tureckiej - nie jest to wcale regułą.
  3. Przetłumaczone na język turecki dokumenty użyczenia samochodu od właściciela - w przypadku, gdy wybieracie się samochodem pożyczonym lub będącym w leasingu. Co do konieczności ich posiadania krążą różne opinie, jednak zalecamy załatwienie formalności przed wyjazdem i brak stresu na granicy tureckiej.
  4. Czas trwania wyprawy - zakładamy, że czytają nas podróżnicy planujący wyprawę na okres raczej kilku tygodni, a nie miesięcy, ale na wszelki wypadek przypominamy, że samochód na polskich rejestracjach może bez dodatkowych formalności i kosztów przebywać na terenie Turcji maksymalnie przez 6 miesięcy za jednym razem. Fakt wjazdu samochodu jest skrupulatnie wprowadzany przez tureckich celników do ich systemu, jak również odnotowywany w postaci pieczątki wbijanej do paszportu właściciela.

Przejdźmy teraz do wyboru trasy przejazdu Polska - Turcja. Ograniczamy się tu do wariantów przetestowanych osobiście, chociaż nie wyczerpują one pomysłowości podróżnych. Czytaliśmy nawet o wariancie zakładającym przejazd przez Ukrainę, który był zresztą gorąco odradzany przez jego autorów po przygodach w tym pięknym kraju.

Zasadniczo główny dylemat co do wyboru trasy brzmi: Serbia czy Rumunia? Przyjrzyjmy się obu wariantom po kolei, zakładając, że znajdujemy się tuż przy granicy polsko-czeskiej. My przekraczaliśmy ją w Bohuminie, do którego, już w niedalekiej mamy nadzieję przyszłości, prowadzić będzie przez Polskę autostrada A1. Oba warianty zakładają przejazd non-stop, bez przerwy noclegowej oraz bez zwiedzania po drodze lokalnych atrakcji.

Trasa przez Serbię



Długość trasy: 1613 km.

Czas przejazdu podawany przez Google Maps: 20 godzin.

Realny czas przejazdu: 24 godziny.

Suma opłat drogowych w obie strony: 341 zł.

Z przejścia pod Bohuminem wjeżdżamy na trasę na Brno, w okolicach Brna należy odbić w kierunku na Bratysławę. Drogi na terenie Czech są bardzo dobrej jakości, za wyjątkiem odcinka od Brna do granicy słowackiej, który przebiega po płytach wywołujących u podróżnych nieprzyjemne uczucie wibracji. W 2012 roku widzieliśmy prace remontowe na tym odcinku, więc może sprawy idą w dobrym kierunku.

Granicę czesko-słowacką przekraczamy za Breclavem i szybko przejeżdżamy przez teren Słowacji, drogą wiodącą przez tereny niezamieszkane. Uwaga: brak na tym odcinku rozsądnych punktów postojowych i stacji benzynowych, zdarzają się natomiast słowaccy policjanci z radarami. Trasa przez Słowację jest bez zarzutu, jeżeli chodzi o stan nawierzchni.

Za Bratysławą dojeżdżamy do granicy z Węgrami i po krótkim odcinku łącznikowym wpadamy na autostradę M1, która doprowadzi nas do obwodnicy Budapesztu (M0). Uwaga, warto bacznie obserwować tam kierunkowskazy, żeby uniknąć wjazdu do stolicy Węgier. Z obwodnicy zjeżdżamy w kierunku na Szeged (autostrada M5). Jest to odcinek dość monotonny, z rzadka wzbogacony stacjami benzynowymi - uwaga na stan paliwa w baku samochodu! Węgierskie autostrady są świetne, szerokie, dobrze oznaczone, a tłok na drodze zdarza się tylko w okolicach Budapesztu.

Tuż za Szeged przekraczamy przejście graniczne z Serbią. Należy liczyć na łut szczęścia, ponieważ potrafią się tam utworzyć spore kolejki - dwie godziny oczekiwania to raczej norma, a podobno może być znacznie gorzej. W Serbii droga jest bardzo prosta, jedziemy na południe, mijając po drodze Nowy Sad, Belgrad i Nisz. Do Niszu drogi są bardzo dobre, stacje benzynowe - częste, a policjanci - rzadko spotykani. Za Niszem trasa prowadzi przez odcinek górski - droga zwęża się do jednego pasa w każdą stronę i wiedzie serpentynami przez wydrążone w skałach tunele. Należy do tego dodać sobie niecierpliwych kierowców ciężarówek i już wiadomo, że łatwiej jechać tędy za dnia.

Kolejne przejście graniczne - z Bułgarią - również oznacza czas poświęcony na oczekiwanie, 1 godzina stracona na przejściu to minimum w założeniach przejazdu. Do Sofii prowadzi szeroka droga, ale tuż przed stolicą Bułgarii zmienia się ona w paskudną obwodnicę - pełną dziur, wąską i usianą patrolami drogówki z radarami. Na szczęście nie jest to odcinek długi, za Sofią czeka na nas autostrada aż do okolic Plovdivu. Jest to co prawda autostrada dość starej daty, nieco miejscami dziurawa, ale da się jechać dość szybko... Uwaga: w Bułgarii należy bacznie obserwować zachowanie lokalnych kierowców - jeżeli wszyscy zwalniają i jadą nad wyraz przepisowo, to wiadomo, kto czeka za następnym zakrętem.

Za Plovdivem zjeżdżamy w kierunku na Edirne i granicę turecką, niestety oznacza to również koniec autostrady. Kolejny odcinek do wąska jednopasmówka i mozolne przejazdy przez miejscowości, co oznacza teren zabudowany, ograniczenia prędkości i... bułgarską drogówkę. Dopiero przed granicą turecką znowu pojawia się około 20-kilometrowy odcinek autostrady, która doprowadza nas już do granic samej Turcji.

Jeżeli zdecydujecie się na przerwę noclegową na tej trasie, to możemy polecić hotele na terenie Serbii. W Nowym Sadzie jest sporo hoteli i hosteli, a w Niszu przetestowaliśmy pensjonat Nisz w samym centrum miasta.

Opłaty drogowe na tej trasie:

Czechy - winietka naklejana na szybę, do kupienia na stacjach benzynowych. Na stacji Shell tuż przy wjeździe na teren Czech można płacić kartą. Koszt winietki 1-miesięcznej w 2012 roku to 440 koron czyli około 72 zł.

Słowacja - winietka naklejana na szybę, do kupienia na granicy czesko-słowackiej, płatność w euro, gotówką. Koszt winietki 1-miesięcznej w 2012 roku to 14 euro czyli około 57 zł.

Węgry - opłata za korzystanie z dróg krajowych i autostrad, nie dostajemy winietki, ale numery rejestracyjne samochodu zostają wprowadzone do bazy danych. Policja węgierska stoi sobie przy autostradzie lub jakimś zjeździe i skanuje tablice rejestracyjne. Wysokość opłaty za 1 miesiąc w 2012 roku to 4780 forintów czyli około 70 zł.

Serbia - opłaty za przejazd wnosi się, podobnie jak w Polsce, w budkach przy wjeździe na odcinek płatny. Można płacić w dinarach, euro (po nieciekawym kursie) lub kartą. Na odcinku Belgrad - Nisz przy wjeździe się nie płaci, tylko pobiera bilet z zaznaczonym miejscem wjazdu, który oddaje się przy wyjeździe i tam uiszcza całkowitą opłatę. W 2012 roku koszt przejazdu przez Serbię wyniósł 1300 dinarów czyli około 45 zł.

Bułgaria - winietkę naklejana na szybę, sprzedawana na granicy, płatność gotówką w euro. W 2012 roku koszt 1-tygodniowej winietki to 5 euro czyli około 20 zł. Uwaga, w drodze powrotnej dodatkowo płaci się za dezynfekcję kół - 3 euro, płatne gotówką.

Przeczytajcie naszą relację z przejazdu trasą przez Serbię.


Trasa przez Rumunię



Długość trasy: 1845 km.

Czas przejazdu podawany przez Google Maps: 22 godziny.

Realny czas przejazdu: hmmm...

Suma opłat drogowych w obie strony: 328 zł.

Do Szeged na Węgrzech trasa przejazdu jest identyczna z opisaną powyżej. Za Szeged kierujemy się na przejście graniczne z Rumunią (Nadlac). Przejazd przez Rumunię należy do doświadczeń ciekawych, aczkolwiek nieco miejscami żmudnych. Autostrad praktycznie brak, poza kilkukilometrowymi odcinkami. Drogi są wąskie, jednopasmowe i wiodą przez tereny zabudowane. Uwaga, przy końcu każdej wsi należy baczyć na patrol policji z radarem i nie przyspieszać przed znakiem końca terenu zabudowanego.

Z Nadlac jedziemy przez Sibiu i Ploiesti na Bukareszt. Malowniczy odcinek trasy wiedzie przez Karpaty, gdzie droga jest wąska i nad ranem zamglona. Obwodnica Bukaresztu to miejsce okropnie zakorkowane, a w kierunku powrotnym ciężkie do namierzenia z powodu dobrze zamaskowanych kierunkowskazów. Z Bukaresztu kierujemy się na przejście graniczne w Ruse.

Bułgarię oddziela od Rumunii Dunaj, który można pokonać drogowo tylko w Ruse. Pozostałe przejścia drogowe oznaczają przeprawę promową. Przejazd przez Most Przyjaźni nad Dunajem jest płatny (około 6 euro).

W Bułgarii jedziemy trasą przez Razgrad i Szumen na Warnę i dalej wybrzeżem Morza Czarnego przez Burgas do granicy tureckiej w Malko Tarnowo. Przy tej trasie autostrad brak, a drogi są dość słabe, chociaż w 2011 roku widzieliśmy sporo remontów, więc może parę dziur zniknie z powierzchni ziemi.

Zaletą trasy przez Rumunię jest z pewnością krótszy czas spędzony na przejściach granicznych, a wadą - wolniejsze tempo samej jazdy.

Jeżeli chcecie zanocować na tej trasie, to w Rumunii atrakcyjnym miejscem jest miasteczko uzdrowiskowe Călimănești. Polecamy tam hotel Khafrely.

Opłaty drogowe na tej trasie:

Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria - jak przy trasie przez Serbię.

Rumunia - opłata wynosi 7 euro za 30 dni. Można ją uiścić na stacjach benzynowych i zapłacić kartą.

Przeczytajcie naszą relację z przejazdu trasą przez Rumunię.


Archiwalna wersja tekstu - dla celów porównawczych i jasności w odczytywaniu komentarzy poniżej.

Poniższy tekst powstał dzięki doświadczeniom użytkowniczki Metaxa 5.

Problem  pierwszy - wybór trasy. Zdecydowanie odradzam wariant rumuńsko-bułgarski. Droga przez Rumunię to ponad 500 km fatalnej nawierzchni. Drogi wąskie, okresowo dość kręte, przede wszystkim koszmarnie dziurawe. Koszt przeprawy RO-BG też niemały - za rumuńską dziurawkę płacimy 6 euro, prom (Oryakhovo) 20 euro+ 3 euro za każdego pasażera. Zdecydowanie szybszy wariant serbsko-bułgarski, przelicznik w lipcu 2008 1 euro=76 din. Należy wymienić (w jedną stronę) 30 euro, autostrady w Serbii niestety zdrożały w tym roku. Opłata za drogi bułgarskie 10 euro.

Problem drugi - granica BG-TR. Prawdziwa nauka wytrwałości. Warto założyć z góry dłuższy postój w tym miejscu (ważne przy planowaniu trasy). Sprawne przekroczenie (w środku tygodnia, do południa, przy stosunkowo krótkiej kolejce, ok. 300 metrów) trwało w naszym przypadku 2,5 godziny.Zarówno od strony bułgarskiej, jak i od tureckiej jest kilka okienek. Jeden z pasażerów musi kupić wizy - jest do tego celu specjalnie przeznaczona budka.Ważnym dokumentem jest Zielona Karta, warto pamiętać przed wyjazdem z Polski.

Polecamy wyjazd do Turcji własnym samochodem, w przypadku pojazdu użyczonego sprawy bardzo się komplikują.

Przeczytaj więcej o podróżowaniu samochodem po Turcji.

Odpowiedzi

szczegółowa dyskusja o cenach autostrad w Serbii http://www.mojebalkany.com/forum/viewtopic.php?t=28

Proponuję wpisać z bieżącego roku

autostrada w serbii aktualnie kosztuje na 2009 15 euro w jedną stronę i tyle samo z powrotem

Moglibyście napisać ile mniej więcej wynosi podróż autem do Turcji? Zawsze latam samolotem ale wolałabym jechać autem, bo uwielbiam podróżować w ten sposób, a może taki rodzaj podróży moze był nawet bardziej opłacalny? :) ;P Pozdrawiam

Rumunia super ,jechalem 07-2009

Witam, za 1,5 tygodnia jedziemy na południe Turcji samochodem (w rejony Bodrum). Do tej pory nie zdecydowaliśmy się, czy mamy jechać przez Rumunię, czy przez Serbię. Będę wdzięczna za poradę. Gośka

wyprowadzila mnie z rownej wagi metaxa5; rozumiem, mozna nie lubic Rumunow (ale dlaczego, tego nie rozumiem) ale wypisywac bzdury nt stanu drog, bzdury brane na serio przez innych, ktorzy nie wyrobili sobie wlasnego zdania?? Bylem w Turcji wlasnym samochodem kilkanascie razy i ZAWSZE jezdzilem przez Rumunie i Bulgarie. Odradzam !! promy przez Dunaj kosmicznie drogo podczas gdy przejazd przez most Girgiu/Ruse to kilka euro. Wszystkie drogi z oznaczeniem miedzynarodowym sa w b. dobrym stanie!! Najprostsza trasa to Oradea-Cluj Napoca-Turda-Alba Iulia-Pitesti-Bukareszt (Bucuresti)-Giurgiu (Pitesti-Bucuresti bezplatna autostrada!). W przeszlosci (w ktorej wciaz zyje metaxa5?)popularna byla trasa zachodnia (przez Arad Timisoara Lugoj Craiova ale to bylo wtedy gdy nie zbudowano drog w centrum kraju!!

Jak jesteś taki kozak i zwolennik dróg w Rumunii to przejedź się międzynarodówką E 79, to przestaniesz kozakować.

Jechałem w 2008 roku i trasa faktycznie nie ciekawa, ale bez przesady. Poza tym możesz pojechac drogami polnymi i wtedy to będziesz kozak. Tylko po co jak można łatwiej.

Wielkie kłamstwo co do dróg w rumuni nie dosć ze sa bardzo dobre to na dodatek winetka kosztuje około 2 -3 euro od 5 lat zwiedzam rumunie autem

Proszę o informacje, jakich utrudnień należy się spodziewać podróżując użyczonym samochodem. Czy notarialna zgoda właściciela pojazdu wraz z tłumaczeniem jest rzeczywiście potrzebna czy tak jak na wielu innych granicach jest to martwy przepis. Pozdrawiam Adam

Z jednej strony dotarły do nas opinie, że udało się podróżnikom wjechać do Turcji samochodem użyczonym/w leasingu bez notarialnej zgody tłumaczonej na język turecki.

Z drugiej strony, biorąc pod uwagę dość biurokratyczne podejście Turków do rzeczywistości, jeżeli tylko czas pozwala, to uważam, że lepiej jest poświęcić nieco czasu i pieniędzy na załatwienie tych formalności, aby nie napotkać na ogromne przeszkody na granicy.

Dwa tygodnie temu wyjeżdżaliśmy użyczonym samochodem do Turcji. O tym, że potrzebne są jakieś specjalne dokumenty dowiedzieliśmy się dwa dni przed wyjazdem. Wyczytaliśmy na różnych forach, że trzeba mieć notarialną zgodę włąściciela przetłumaczoną (przez tłumacza przysięgłego) na turecki i poświadczoną przez ambasadę Turcji. Włosy stanęły nam dęba, bo nie mieliśmy już czasu, żeby to załatwiać. Na szczęście można to załatwić dużo łatwiej. Wystarczy iść do lokalnego oddziału PZM-otu i tam załtwić stosowny dokument (w kilku wersjach językowych)od ręki (procedura nieco odmienna w zależności od tego czy właściciel samochodu jest przy tym obecny czy nie). Na granicy tureckiej poproszono nas o okazanie tego dokumentu. Nie wzbudził żadnych obiekcji.

Droga do Turcji przez Rumunię i Bułgarię to wcale nie taki hardcore jak przedstawia Metaxa 5 .Należy jednak wybrać nieco inną drogę , która omija przeprawy przez Dunaj. Trasa Oradea - Cluj Napoca -Brasov - Ploesti - Constanta i dalej do Bułgarii przez Negru Voda lub Vama Veche następnie Varna - Burgas i do Turcji przez przejście Małko Tarnovo / Aziziye . W 2005 r. drogi niemal na całej długości tej trasy były dobre , koszt przejazdu mostem przez Dunaj ( o ile dobrze pamiętam )- dwa ojro . Kiepska nawierzchnia była na odcinku około 65 km drogi od morza do położonego w górach przejścia Małko Tarnowo , ale dla wytrwałych jest bonus - puste przejście graniczne podczas gdy przez przejście Kapitan Andrejewo /Edirne jadą wszyscy Turcy wracający z Europy zachodniej na wakacje do rodzinnych stron i całe stada TIRów.Ci sami Turcy tłoczą się również na granicy Węgiersko - Serbskiej , potem Serbsko - Bułgarskiej ( lub Serbsko - Macedońskiej i Macedońsko _Greckiej ,jeśli ktoś wybrał "wariant Grecki" ) Po tureckiej stronie drogi są już bardzo przyzwoite . pozdrowaśki Piotr

Właśnie wróciliśmy z Turcji. Mimo że w Bułgarii jechaliśmy naprawdę przepisowo, zgodnie ze wszystkimi zakazami i nakazami, dwa razy zagapiliśmy się i oczywiście namierzyła nas policja bułgarska (patroli jest dużo i rozstawionych w strategicznych punktach). Wtedy dowiedzieliśmy się dlaczego wszyscy w tym kraju tak skrupulatnie repektują ograniczenia prędkości... Za przekroczenie do 30 km płaci się mandat 150 lew lub 80 euro, a policja zabiera prawo jazdy na miesiąc (także obcokrajowcom). Za przekroczenie powyżej 30 km - mandat 200 lew lub 100 euro i konfiskata prawka na dwa miesiące!). Jak udało nam się uniknąć tych mandatów i zabrania prawa jazdy? Za pierwszym razem (mąż prowadził) odegrałam wielką scenę rozpaczy pt. nie dam rady prowadzić sama samochodu przez tyle kilkometrów, jeśli zabierzecie prawko mężowi. Obiecaliśmy, że natychmiast udamy się na pocztę zapłacić mandat. Z trudem, ale udało nam się przekonać policjantów. Zaryzykowaliśmi: nie zapłaciliśmy i pojechaliśmy dalej. Kolejnym razem, mąż (znowu padło na niego), nauczony wcześniejszym doświadczeniem, powiedział, że nie ma przy sobie prawa jazdy ani kasy na mandat. Nie wiem jakim cudem, ale puścili nas, pod warunkiem, że to ja będę prowadziła. Policjanci bułgarscy są bardzo zasadniczy i nieskłonni do dyskusji czy negocjacji. My mieliśmy farta, ale nie liczcie na to.

a więc 20 lewów ale dwa lewy. pozdrawiam

W tamtym roku pojechaliśmy z żoną samochodem do Stambułu. W tamtą stronę jechaliśmy przez Grecję. W Grecji wzdłuż wybrzeża bezpłatna autostrada. Trzeba pamiętać o zatankowaniu bo brak stacji benzynowych. Na granicy Grecko-Tureckiej spędziliśmy chyba z 15 minut. Kupuje się wizę, dostaje się stępelek w paszporcie z numerami samochodu i można jechać dalej. Później jest dwupasmowa bezpłatna droga prosto do Stambułu. Wracaliśmy przez Bułgarię i Rumunię. Chcąc trochę oszczędzić postanowiliśmy nie jechać autostradą tylko wzdłuż wybrzeża morza Czarnego. Droga jest ok, jednak jeśli ktoś nie ma GPS z mapami Turcji to nie polecam. Próba wyjechania ze Stambułu "po znakach" wg mnie jest skazana na niepowodzenie. GPS też nas parę razy przeprowadził przez jakieś małe uliczki ale dało radę ;) Przeżyciem jest też granica Turecko-Bułgarska. Najpierw jedziemy równą jak stół dwupasmową drogą w Turcji, potem te 4 pasy łączą się w jeden i dojeżdzamy do bramy w murze, która wygląda jak wjazd do jakiejś fabryki. Przez pół godziny szukałem jakiegoś Turka który mi podstempluje wyjazd samochodu (jak go znalazłem to dał stępel choć samochodu nie widział wcale ;). A dla odmiany po stronie Bułgarskiej dostajemy pendrive, którego chyba sprawdzają w 5 różnych miejscach a na końcu zabierają ;)), trochę to dziwne ;)

Trudno ocenić jednoznacznie, który wariant lepszy, szczególnie jeżeli nie jedzie się na Stambuł a na Cannakale. Na pewno warto nie dać się wpuścić w obwodnicę Sofii bo można stracić plomby albo koła w samochodzie. Przed przejściem granicznym do Turcji też trafiliśmy na jakiś koszmarny objazd. Jazda przez MCD/GR to 5 E dodatkowych opłat za autostrady, wąskie odcinki dróg w połudnowych odcinkach Serbii i Macedonii i dodatkowe przejście graniczne.

Właśnie wróciliśmy ze Stambułu, do którego pojechaliśmy użyczonym samochodem (o formalnościach z tym związanych napisałm poniżej). Jechaliśmy przez Słowację, Węgry, Rumunię i Bułgarię. Kilka uwag: Jakość dróg: świetne na Węgrzech, dobre w Słowacji, w większości bardzo dobre w Rumunii (wbrew obiegowym poglądom), zdecydowanie kiepskie w Bułgarii (z małymi wyjątkami). W Rumunii z roku na rok przybywa nowych, świetnych dróg (byłam tam kilka lat temu więc mam porównanie). Prawdą jest, że w wielu miejscach trafia się na roboty drogowe, gdzie trzeba chwilę czekać, gdyż ruch jest wahadłowy. Jednakże naprawdę kiepskich dróg napotkaliśmy niewiele, mimo że nie jeździliśmy tylko głównymi. Most na Dunaju na przejściu w Ruse: 6 euro. Prom na przejściu w Vidinie: 29 euro (samochód + 2 osoby) oraz "opłata portowa" po stronie rumuńskiej: 7 euro. Dlatego odradzam ten wariant jako bardzo drogi. Winietek nie kupowaliśmy nigdzie i nikt nas nigdy nie skontrolował. Nie wiem, czy to martwy przepis, czy po prostu mieliśmy szczęście? Przejście graniczne BUL/TUR (Kapitan Andeevo): zero kolejki, Bułgar machnął ręką i nawet nie spojrzał w paszporty. Turcy, owszem, sprawdzili paszporty, dowód rejestracyjny, zieloną kartę, dokument wydany przez PZMot (na użyczony samochód) oraz zawartość bagażnika - wszystko szybko, sprawnie, grzecznie i z uśmiechem. Zajęło to ok. 15 min (łącznie z kupnem wiz - 15 euro/1 osoba.

Witam mam kilka prywatnych pytań na temat wyjazdu do Turcji autem Proszę o kontakt na priv. paula80@o2.pl

Wszystko jest oceną subiektywną, ja wybrałem trasę Słowacja, Węgry, Serbia, Bułgaria... i gdyby nie Bułgaria można by powiedzieć, że trasa idealna. Drogi w Bułgarii fatalne, wąskie, dużo dziur i ograniczeń prędkości (nawet na prostych odcinkach w szczerych polach do 40, 50km/h) i dużo policji chętnej do wystawienia mandatu. Ja jechałem jak znaki nakazywały więc zajęło mi to trochę czasu ale za to bez mandatów. Granicę Turecką przekraczałem o 24:00 więc trwało to dosłownie chwilę (do 15 min.) wszystko z uśmiechem i pełną kulturą . Polecam zakup na przejściu granicznym karty magnetycznej do opłat na autostradach, szybciej i wygodniej. Po Turcji jeździ się bardzo przyjemnie, zarówno po szerokich autostradach jak i po krętych górzystych drogach.
...życzę wszystkim miłego jeżdżenia i pięknych widoków....

Czy mogłbyś napisać coś wiecej o tej karcie, tzn. ile należy wydać na tę kartę?

cena takiej karty to 27 euro...starcza na przejechanie dystansu od granicy do samego wybrzeża morza śródziemnego i na powrót... oczywiście chodzi mi o odcinki autostrady bo tylko one są płatne, czyli od granicy do Stambułu (ekstra płatny most) i dalej do Ankary....później już jest bezpłatnie aż do okolic Adany...

a czy jest możliwość jazdy przez bukareszt do wybrzeża i wybrzeżem do stambułu?

Ja jechałem inną drogą. Z tego punktu w Czechach jaki jest podany przez autora artykułu do granicy z BG/TR to 1550km i 23 godziny czasu jazdy wg google maps. Jednakże od granicy - z Barwinka to zaledwie 1230km i 17,5 godz czasu wg google. Trasa przez: Wadowice, Nowy Sącz, Barwinek, Pacin (granica SK/H), Vallaj (granica H/RO), Carei, Zalau, Cluj, Sibiu, Pitesti, Giurgiu (granica RO/BG), Razgrad, Kotel, Elhovo, Lesovo (granica BG/TR). Koszty opłat drogowych: - winieta rumuńska (ok 13 zł - można płacić kartą na stacjach paliw, ale nie na wszystkich nie da się np na Lukoil. Winieta elektroniczna) - most na Dunaju: Giurgiu-Ruse (w jedną stronę 5 euro a w drugą 3 euro - nie wiedzieć czemu...) - winieta bułgarska (chyba 5 euro naklejana na szybę) Rzeczywisty czas jazdy z Barwinka to ok. 19 godzin + czas na postoje wg uznania. Trasa na przełomie sierpnia i września 2012. Więcej w tym relacja i fotki na fb szukaj Wędrowniccy.pl

Czas jazdy 19 godzin to chyba norma na tej trasie, ja podawałam 24-25 godzin ze wszelkimi postojami granicznymi i nie tylko. Rumunia wg mnie piękna widokowo, ale drogowo - tragedia.

I ja rowniez nie zgadzam sie z opinia o jakosci drog w Rumunii, w zeszlym roku przejechalem po tym kraju 2 tys. km, jakosc drog jest prawie identyczna jak w Polsce, piekny kraj, polecam

...jakoś argument o jakości dróg rumuńskich zbliżonej do tych w Polsce nie brzmi w moich uszach zbyt przekonująco... A kraj jest rzeczywiście piękny!

Znaczy sie horror

Rumunia znana jest z horroru :)   

Myślę, że Izie i innym chodzi nie o jakość nawierzchni (z tym bywa różnie w Polsce, Rumunii, Turcji, i wszędzie) ale o czas przejazdu, czyli możliwość przejazdu długich odcinków z dużą prędkością. Da się to zrobić na Węgrzech czy nawer w Serbii (prawie nie ma co obserwować i co zwiedzać po drodze), a w Rumunii już nie - bo kraj ludny, drogi są dla ludzi, koni, traktorów i dacii, a nie dla szybkobieżnych przejezdnych. No i jest co oglądać, nawet jak się jedzie n-ty raz. W Rumunii widać wyraźne zmiany, jedne na lepsze, inne na gorsze (niestety, zatraca swoją autentyczną ludową kulturę, westernizacja  jej nie omija, dużo by o tym, ale może jest jakieś forum miłośników Rumunii??). Reasumując - jak spieszno - to przez Węgry, jak ciekawie - to przez Rumunię.  Bułgarię omijać zawsze, jak tylko możliwe:(

Rumunia nas zauroczyła regionem Karpat, i zapewne tam wrócimy w poszukiwaniach zamku Drakuli. Niestety z drogami jest wielka bieda, jeżeli chodzi o autostrady i zwykłe drogi dwupasmowe. Czasami trzeba się wlec wiele km za ciężarówką po jednopasmowej drodze, bez możliwości jej wyprzedzenia z powodu natężenia ruchu oraz czającej się za każdym rogiem drogówki. Bułgaria kryje w sobie wiele tajemnic, dość powiedzieć, że ostatnio zaczęliśmy tam zapadać na chorobę brązowych tablic... Zresztą proszę mi napisać, jak ją sprawnie ominąć jadąc do Turcji? :P

Rumunia trochę przypomina mi Turcję, a raczej odwrotnie, bo pierwsza była Rumunia. Natrafiał człek znienacka na ogólnie dostępne ruiny rzymskie, dackie czy ślady Wikingów, mógł się wykąpać w soli, w błocie albo gorących siarkowych łaźniach rzymskich, wjechać samochodem w góry na przełęcz 2.200 m, spotkać ludzi w autentycznych strojach ludowych, sympatycznych, pomocnych, gościnnych; wypić flaszkę palinki za 2 zł - to se ne wrati! Że drogi kiepskie? Jeśli się nie spieszyć, to nie przeszkadza, taka karma. Co innego Bułgaria - złośliwi celnicy, policjanci i ogólnie niesympatyczni ludzie. Do zwiedzania niewiele przygotowane, Tyrnowo to humbug, klasztory - czysta komercja. Może jeszcze tam coś pozostało po epoce osmańskiej, jakieś ślady kultury greckiej i rzymskiej pewnie też są, ale żeby tracić na to cenny czas tranzytowy - co to to nie! Most w Vidin niewiele zmienia, więc i tak najszybciej to Serbia i "autostrada" nr 1 z Sofii do Płowdiw. A dalej prawdziwy horror! Następnym razem pojadę przez Saloniki. 

na który zeszła mi prawie cała zima i wiosna...

znalazłem ciekawe i kameralne obiekty...

powiązane z nowo otwartym wiaduktem Calafat - Vidin...

bo ta trasa mocna mi znana - drzewiej jeżdżona z opcją promową lub z przedłużką via Craiova do Giurgiu / Russe...

na pasję "brązowych tablic" dopiero zacząłem niedawno wpadać ale ciagle odkładałem ją na zaś...

i z każdym rokiem spowalniam czasy przejazdu...

Romku - czy trasa przez Vidin jest tak Ci znana, że aż zniechęcasz ?

Vidin był mi dobrze znany 20 lat temu, podobnie jak reszta Bułgarii, gdyż od "85 spędzaliśmy wakacje u kuzynki w Szabli. Już wtedy jeżdziliśmy po Bułgarii w celach krajoznawczych i o ile bułgarskie góry są interesujące, to nieliczne zabytki, zwykle odtworzone w XIX w lub współcześnie, już niespecjalnie. Oczywiście, na bezrybiu .. znajdzie się kilka celów wycieczek, ale wszystkie mają poziom bułgarski :(  Prom w Vidin - Calafat to było przeżycie ! Teraz Most Nowej Europy zastąpi prom, ale droga z Vidin do Sofii pozostanie "trudna". W kontekście wyboru drogi do Turcji tego wariantu nie polecam, tkwiąc w przekonaniu, że się tam niewiele zmieniło. Ale krajobrazy w okolicach Biełogradczika i Vraca są interesujące, nie można zaprzeczyć.

cóż - świat się zmienia...

doczytuję się jednak, że Twoje skojarzenia z tamtym regionem mają już swoje lata...

na pewno byłeś tam wcześniej, dokładnie o co najmniej 10 lat ode mnie...

ja też kilkakroć korzystałem w II giej połowie lat 90tych z promu Calafat-Vidin i z niecierpliwością czekałam na otwarcie mostu...

a i w pierwszych latach po 2000 też lubiałem sobie przejechać wzdłuż Dunaju ( Arad, Timiszoara, Craiova, Giurgiu )...

ostatnio ( 2009 )- tyle, że częściowo - pojechałem przez Żelazne Wrota ale wbiłem do Biełogradczika...

stamtąd już włączyłem się do drogi między Vidin a Montaną i jadąc w kierunku Sofii byłem, zdziwiony rewelacyjnym ( pozytywnie ) stanem nawierzchni - ponieważ jeszcze przed 2000 rokiem znaczne odcinki tej drogi przypominały ser szwajcarski zmuszając do solidnego lawirowania...

a co do zwiedzania w BG i Romkowie - postaram się cuś skreślić na blogu... 

Czyżby w ostatnim czasie na tym terenie przybyło zabytków lub interesujących miejsc przyrody nieożywionej? Albo powstało kilka fantastycznych knajpek z wyrafinowanym bułgarskim jedzeniem, z sympatyczną, kulturalną obsługą ? A może już bułgarska milicja nie czai się na nie-bułgarskie samochody i wlepia mandaty za cokolwiek chce? A może nowa nawierzchnia umożliwia szybszy i niestresujący przejazd, bez obawy o wariatów kiedyś na ładach, teraz na golfach? Jeździłem tam w 2011, i zdania, ukształtowanego 20 lat temu, nie zmienię. Ponieważ temat jest: droga do Stambułu, to odradzam! Po co komu ten stres i niewygoda, jak można szybko i spokojnie przejechać przez Serbię - takie same spłachetki kukurydzy, zaniedbane wioski i malownicze góry. To może już lepiej przejechać wzdłuż wybrzeża (Warna, Burgas, Malko Tyrnowo) ???

bo te dwie krainy w tranzycie trzeba połączyć...

1. zabytków nie przybyło ale zwolna odkrywane są te szczególnie odległe od wybrzeża...

 

rzecz oczywista nie są to eksponaty na miarę Biblioteki Celsusa...

korzystam z okazji i edytuję poprawność nazwiska Wielkiego Bibliotekarza :-)

ale bywają i fanowie kameralnych kapliczek ...

monastyry też potrafią zafascynować...

2. żarełko - o to już jest temat mocno rozwojowy, generalnie trzeba nieraz sporo zjechać z głównego szlaku..

mam w ustach jeszcze smak pstrąga pod Bezbogiem..

3. RO i BG policja to już kolejne pokolenie - nie tylko świetnie władają językiem Szekspira ale i potrafią doradzić na trasie...

generalnie smerfy pilnują tak samo jak u nas...

ostatni raz miałem z nimi jako naciągaczami rozmowę ponad 10 lat temu...

do skarbonki sięgać nie musiałem...

4. nieokrzesani kierowcy byli i będą obserwowani...

5. nawierzchnia dróg, faktycznie - sporo jest jeszcze w BG do zrobienia ale w ostatnich 2 latach trasa wzdłuż wybrzeża od Constancy przez Durankułak - Varnę - Burgas - Małko Tyrnovo została solidnia wyremontowana i ja osobiście polecam ją niespieszącym się ...

6. trasą kukurydzianych pól też w ostatnich 5 latach przejechałem, podobała się maryli - bo szybko i spokojnie - mnie już nie bo po godzinie usypiała mnie i chętnie zająłbym miejsce obok kierowcy lub zwykłe miejsce pasażera w autobusie...

trasę tą też uwzględniałem ( jako alternatywę ) w swoich planach ale tylko wtedy, gdy zależało mi na bardzo szybkiej ucieczce z chłodnej strefy goniącego mnie frontu deszczowego aż poza granice Bratankowa... 

Po pierwsze, proszę Cię Jacky --> zostaw w spokoju szwedzkiego astronoma Celsjusza - biblioteka w Efezie jest nazwana od rzymskiego prawnika Celsusa!

Co do Bułgarii, to nie przepadam za tym odcinkiem trasy, ale nigdy do tej pory nie zatrzymała nas tamtejsza drogówka, drogi są odcinkami słabe okropnie (obwodnica Sofii) i odcinek za Płowdiwem w kierunku granicy tureckiej. Trochę ciekawych miejsc pewnie da się odszukać, dwa z nich opisałam w 13 odcinku relacji TwS 2013. Przymierzamy się do poszukania jeszcze paru ciekawostek w Bułgarii, głównie pod kątem architektury osmańskiej. Jeżeli coś znajdziemy na trasie przy okazji kolejnej wyprawy, to oczywiście dam znać!

co najmniej dwie opcje:

1. po Serbii przejechać się przez Macedonię a potem w Salonikach odbić do TR

2. podskoczyć do Brindizi a stamtąd ferrybołtem do Izmiru...

Już nie kursuje, niestety :(