5 poziomów, na których można oberwać pisząc o Turcji i nie tylko

Poniższy felieton oparty jest na moich osobistych doświadczeniach, zebranych przez 13 lat pisania na tematy związane z Turcją oraz na przeprowadzonych obserwacjach dyskusji na rozmaitych forach, grupach, blogach i portalach. Mam nadzieję, że pomoże on wszystkim osobom, które również poruszają tematykę turecką lub chociażby publikują zdjęcia z tego kraju - przecież wiadomo, że najlepiej jest uczyć się na cudzych błędach. Jednocześnie tekst ten może przydać się także autorom publikującym w sieci teksty z innych dziedzin, wówczas należy go potraktować bardziej ogólnie, a podane przykłady uznać za ilustrację pewnych występujących w Internecie trendów i postaw.

Włoski kot udający Greka piszącego o Turcji

1. Totalna ignorancja

Autor obrywa za sam fakt pisania o Turcji, w jakiejkolwiek formie i tematyce. Osoby, które zaliczamy do totalnych ignorantów nigdy w tym kraju nie były, niewiele lub nic o nim nie czytały i zielonego pojęcia o nim nie mają. Ich komentarze sprowadzają się do obrzucania autora i samej Turcji inwektywami, w najlżejszej formie obejmującymi określenia typu "brudasy" czy "Araby".

Metoda: z taką sytuacją jest, pomimo wylewanych wiader pomyj, najłatwiej sobie poradzić: nie wdajemy się w dyskusję, ignorujemy lub, jeżeli mamy taką możliwość, kasujemy i banujemy. Akcja uświadamiająca nie ma sensu, szkoda czasu, nerwów i klawiatury.

2. Wyrywkowe doświadczenia

Tutaj mamy do czynienia z osobami, które na podstawie niewielkich doświadczeń osobistych (typu wczasy w Alanyi) lub wyrywkowej lektury sensacyjnych artykułów w brukowcach, wyrobiły sobie pewien ogólny obraz całej Turcji. Ów obraz może być zarówno nadmiernie entuzjastyczny i polukrowany, jak i mocno przesadzony w kierunku krytycyzmu. Zaliczamy więc do tej kategorii bezkrytycznych entuzjastów wszystkiego, co tureckie, którzy radośnie twierdzą, że "Turcja jest o 20 lat przed Polską we wszystkim", jak i tych, którzy uważają, że każdy mężczyzna z Turcji bije swoje cztery żony, pali papierosy niczym smok i prowadzi samochód jak wariat.

Oczywiście wiadomo, że nie ma osób wszechwiedzących, szerokie doświadczenia w dowolnym temacie trzeba zdobywać latami, a i tak się jeszcze można wielokrotnie zdziwić. Rada dla autorów - używajcie zwrotów zaznaczających, że jest to Wasza perspektywa, a nie prawda objawiona oraz unikajcie określeń w rodzaju "zawsze", "wszyscy", "wszędzie" itd.

Metoda: możemy próbować wchodzić w dyskusję, delikatnie sondując czy nasz partner do rozmowy jest skłonny wysłuchać kontrargumentów. Jeżeli jednak widać, że miłość lub nienawiść go zaślepia, to wracamy do metody z punktu 1.

3. Spory międzynarodowe i religijne

Pisanie o polityce, niezależnie od państwa, to obszar bardzo grząski i prawie zawsze znajdą się osoby, które się z przedstawionym stanowiskiem nie zgadzają. Podobnie ma się rzecz w kwestiach religijnych, te tematy stanowią ogromne pole do popisu dla dyskutantów, ale bez uważnej kontroli/moderacji dyskusji mają wielki potencjał przekształcenia się w pyskówkę znaną w sieci jako flejm. Co jest jednak zaskakujące także pozornie oderwane od tematyki politycznej czy religijnej teksty, dotyczące przykładowo kuchni tureckiej czy stanowisk archeologicznych, mogą sprawić ich autorom niemiłą niespodziankę, uzyskując własne życie i prowadząc czytelników oraz komentatorów na manowce.

Chcecie przykładów? Proszę bardzo - zamieszczacie zdjęcie słynnego teatru z Pergamonu i podpisujecie je po prostu jako "antyczny teatr na akropolu w Pergamonie". Już po chwili pojawiają się komentarze greckich obserwatorów, że zapomnieliście dopisać przymiotnika "grecki"! Dopisujecie ów przymiotnik - i jak na zawołanie pojawiają się komentarze Turków, że to wcale nie teatr grecki, tylko hellenistyczny, i tak dalej. Inna sytuacja - zamieszczacie link do artykułu o tolerancji religijnej w Imperium Osmańskim. Reakcja jest natychmiastowa - w odpowiedzi pojawiają się przypomnienia o losie Greków, Ormian, Kurdów i innych nacji, rozmijające się chronologicznie z sytuacją opisywaną w artykule, ale bardzo dramatyczne w tonie. Kiedy indziej sami przypominacie w dyskusji o losie Greków wygnanych z wyspy Gökçeada i dowiadujecie się, że "nie szanujecie Turcji".

Metoda: o tematach religijnych i politycznych należy pisać i mówić ostrożnie oraz z pełną świadomością podejmowanego ryzyka - niezależnie od stopnia zrównoważenia Waszych poglądów i sposobu ich prezentacji, zawsze kogoś urazicie. Jeżeli podejmujecie to ryzyko, to przygotujcie się do merytorycznej obrony swojego stanowiska oraz do pojawienia się osób z kategorii nr 1 - wówczas wiadomo, co robić.

4. Jednostronna perspektywa

Do tej kategorii zaliczamy wszelkie wypowiedzi usiłujące Wam przekazać, że się nie znacie na tematyce, którą poruszacie. Napisaliście tekst o turystyce? - przecież nie pracujecie w tej branży, więc nie znacie realiów! Pracowaliście w turystyce? - na pewno chcecie coś sprzedać! Poruszacie tematykę obyczajowości w Turcji? - jak to, wszak nie mieszkacie tam na stałe, więc pojęcia o tym nie macie! Jednak mieszkacie? - to macie skrzywioną perspektywę, pewnie już Was tureccy znajomi, współpracownicy lub współmałżonkowie przerobili na swoją modłę!

Pamiętajcie, że bardzo często znajdą się osoby, które znają się na omawianej działce lepiej niż Wy, a z całą pewnością - mnóstwo osób, którym się tak wydaje. O ile komentarze od tych z pierwszej kategorii należą często do wielce pouczających, a ich krytykę warto przyjąć z pokorą, o tyle - docinki osób z kategorii drugiej trudno znosić z godnością, prawda?

Metoda: sprawa banalna, ale często zaniedbywana - kontrolujcie swoje teksty pod kątem merytorycznym, nawet jeżeli oznacza to setne sprawdzenie daty zdobycia Konstantynopola przez Turków lub tego, czy Ankara na pewno jest stolicą Turcji. Jeżeli unikniecie trywialnych pomyłek, do których łatwo jest się komentatorom przyczepić, aby udowodnić Waszą ignorancję, to istnieje szansa, że dyskusja będzie toczyła się na ciekawszym poziomie i będzie kształcąca dla wszystkich uczestników.

5. Niezrozumienie formy wypowiedzi

To zjawisko niestety dość powszechne - spotykacie się z zarzutem, że Wasz tekst nie jest tym, czego oczekiwali czytelnicy. Napisaliście żartobliwy felieton, a część osób traktuje go jako śmiertelną obrazę, publikujecie pracę o charakterze naukowym, a tu okazuje się, że jest zbyt ciężka w odbiorze, bez polotu i przytłaczająca danymi, tabelkami i wykresami. Tworzycie lekki tekst o zacięciu kulturoznawczym - na pewno brak mu głębi i bibliografii na sto pozycji. W najbardziej jaskrawym wydaniu krytyka uderza osobiście w autora - niech przykładem będzie wpis na pewnym blogu o tym, jak uniknąć niechcianych zalotów w Stambule, którego autorka dowiedziała się, że sama się o nachalnych adoratorów prosiła, chociaż z samego tekstu nic takiego nie wynikało, a rozważania miały naturę ogólną, nie - osobistą.

Metoda: jasne określenie grupy odbiorców, do których skierowany jest tekst powinno nieco pomóc. Oczywiście formuła bloga czy portalu dopuszcza mieszanie rozmaitych gatunków literackich, ale trzeba mieć świadomość, że trudno jest ograniczyć dostęp do opublikowanego tekstu osobom spoza grupy docelowej. Jeżeli w celu wypromowania się umieszczacie w rozmaitych miejscach w sieci linki do Waszych tekstów, to warto sprawdzić, gdzie to robicie, jakie jest nastawienie danej grupy dyskusyjnej do poruszanej przez Was tematyki i formy jej przedstawienia.

Odpowiedzi

aczkolwiek pewne skojarzenia przewijają się przez 5 grzechów głównych - to jednak znajduję uzasadnienie do wyartykułowania manipulacji...

walka z nimi to jak Don Kichota z wiatrakami ...

ale bywa niezbędna...

czasy papierowych tekstów ( czytać gazet ) powoli odchodzą w pamięć historii...

w dobie netu coraz inne czekają nas wyzwania przy publikowaniu swoich przemyśleń i spostrzeżeń :-)